6 sposobów na cierpienie

Temat cierpienia nie jest popularny. Udajemy, że nas nie dotyczy. I faktycznie, w sensie fizycznym, większość z nas cierpi raczej rzadko. W dodatku, na takie cierpienie można wpływać farmakologicznie: wziąć środek przeciwbólowy. Rzadko w rozmowach dotykamy sfery psychicznej. Jakoś tak niezręcznie mówić, że mnie coś boli, że mam z czymś problem. Bo to, w jakimś sensie, tak jakby się przyznać: potrzebuję pomocy psychiatry. A stąd to już tylko krok do wizyty (pobytu?) w szpitalu psychiatrycznym. No nie! Przecież nie jestem wariatem. I – żeby nikt nie pomyślał, że jednak jestem wariatem – o takim bólu najczęściej nie mówię. Zwłaszcza, gdy jestem facetem. „Chłopaki nie płaczą!” – co przecież znaczy, że nie mogą też cierpieć. Wielu mężczyzn doszło do wniosku, że ten zwrot oznacza tak naprawdę: “nie wolno ci odczuwać żadnych emocji”. I udają, że żadnych emocji nie odczuwają.

Polski syndrom

Owszem są wyjątki: gdy mogę kogoś obarczyć winą za mój ból. W narzekaniu jesteśmy mistrzami. To przez niego, przez nią – jest mi źle. To wina rządu, obcego kapitału, złego prawa, kościoła, mojej żony, szefa w pracy, …, itd. Najczęściej mówimy o tym ze złością, z gniewem. Nie potrafimy dyskutować spokojnie, gdy ktoś się dziwi np. „co do tego ma obcy kapitał?”

W ten sposób używamy jednej z technik radzenia sobie z cierpieniem: odbijania cierpienia.

Skok na żyrandol

Niektórzy nie uczestniczą w powszechnym narzekaniu. Radzą sobie. Nie reagują, gdy dzieje się coś co ich boli. Upychają swoje cierpienie głębiej (pod powierzchnię). Aż w końcu, nawet niewinna uwaga powoduje wybuch. Zarówno niespodziewany, jak i wielki. Taki skok na żyrandol.

Magazynowanie

Nie reaguję w sposób widoczny na to co mnie spotyka. Magazynuję swoje odczucia. To prawie to samo co w wersji z upychaniem coraz głębiej. Z tym, że w tym podejściu wybuchy nie następują. Nie ma uwolnienia. Aż w końcu pojawiają się objawy somatyczne. Moje ciało mówi mi, że już więcej nie może magazynować cierpienia. Magazynowanie działa tylko do czasu.

Środek przeciwbólowy

Zauważyłem już, że cierpię. Postanawiam (świadomie lub podświadomie), że znajdę jakiś środek przeciwbólowy. To może być alkohol, narkotyki, seks, pieniądze, pracoholizm, hazard, itp. Jednak – podobnie jak z leczeniem fizycznego bólu wyłącznie środkami przeciwbólowymi – nie usuwam źródła cierpienia. Otępianie pomaga tylko przez pewien czas.

Utknąłem

Doszedłem do takiego etapu, że nie wiem co robić. Boję się wycofać. Ale też nie mam odwagi pójść naprzód. Nie przyznaję się, nie akceptuję swojego cierpienia. Jestem w stanie zawieszenia.

Przesłodzenie

Aby nikomu nawet przez myśl nie przeszło, że mogę cierpieć – jestem dla wszystkich przesadnie uprzejmy, aż słodki. Za słodki. Mówię „tak” choć chcę powiedzieć „nie”. Wewnętrznie wcale nie czuję tej uprzejmości. To styl Umbridge – postaci z książek o Harrym Potterze – w słowach słodkiej, cukierkowej, ale w czynach złośliwej aż do okrucieństwa.

Jaki jest Twój sposób?

Skoro doczytałeś / doczytałaś aż dotąd… to może przyjrzysz się teraz sobie? Której metody używasz, aby udawać, że radzisz sobie z cierpieniem? A może używasz różnych metod w stosunku do różnych ludzi? Którą z nich uważasz za najlepszą?

Mam dla Ciebie przykrą wiadomość: żadna z tych metod nie jest dobra. Wszystkie tylko pozornie pomagają sobie radzić z cierpieniem, a faktycznie pogłębiają problem.

Co dalej?

Jeśli temat Cię zainteresował zapoznaj się z pracami Brene Brown: http://brenebrown.com/. Albo z ofertą Joanny Chmury: http://www.joannachmura.pl/, dzięki której „odkryłem” to spojrzenie na pracę z emocjami.

 

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *