Żyjesz dniem dzisiejszym?

Żyjesz dniem dzisiejszym?
Żyć dniem dzisiejszym. Znasz powiedzenie „carpe diem”? Znaczy dosłownie „chwytaj dzień”, a potocznie „ciesz się każdą chwilą”. Miałem z tym zwrotem spory problem. Biorąc  potoczne rozumienie tego zwrotu zbyt dosłownie stwierdzałem, że nie ma ono sensu. Przecież nie każda chwila mojego życia jest radosna. Jak więc mam się cieszyć każdą chwilą? Będę się cieszył niektórymi chwilami mojego życia – tymi, które na to zasługują. Ale „cieszyć się każdą chwilą”? To jakieś nieporozumienie. Myślisz podobnie – czytaj dalej. Masz inne zdanie – a chcesz wiedzieć co się u mnie zmieniło w tym zakresie:).

Czy cieszę się dobrymi chwilami?

Jak to jest żyć dniem dzisiejszym? W pewnym momencie dotarło do mnie, że ja żyję głównie… w przyszłości. Tzn. oczywiście, że żyję tu i teraz – jeszcze nie zwariowałem:). Jednak przez większość czasu myślę o przyszłości: planuję różne rzeczy, analizuję ryzyka, większe zadania (projekty) rozkładam na mniejsze cegiełki, itd.. Część czasu spędzam na zwiększaniu swojej motywacji: wyobrażając sobie jak to będzie świetnie, gdy ten projekt skończę. Albo jak to będzie wspaniale, gdy poprawię  się w danym obszarze. Itd. Jednocześnie zauważyłem, że „szkoda mi czasu” na celebrowanie zakończenia kolejnych zadań, projektów, zmian, które wprowadziłem w swoim życiu. Szkoda mi, bo przecież „tyle jeszcze mam do zrobienia, do poprawienia”. Ale „jak już to wszystko zrobię, jak już sobie wszystko poukładam – to  wtedy dopiero będę świętował:). Na całego”.

Żyj dniem dzisiejszym – nigdy sobie tego do końca nie poukładasz

I wiesz co? Nie byłoby tego tekstu gdyby nie zdanie, które mnie niemal powaliło na ziemię. Zdanie: „nigdy sobie tego do końca nie poukładasz”. Na początku się zbuntowałem –  „jak to: ja sobie nie poukładam?”. Ale potem przyszła refleksja: „przecież ja zawsze znajdę coś, co jeszcze mogę zrobić, co jeszcze mogę poprawić, udoskonalić”. Czyli to zdanie jest prawdziwe. To jest zdanie o mnie! I do mnie! Jeśli czegoś nie zmienię – do końca życia będę skupiony na przyszłości. Na tym stanie doskonałości, do którego dążę, a którego przecież (wiem to na pewno) nigdy nie osiągnę. I gdy już będę widział, że moment „przejścia na drugą stronę” jest bliski – zobaczę (ale dopiero wtedy!) jak dużo radości w moim życiu przeciekło mi między palcami. Bo pędziłem dalej.

Wewnętrzny krytyk

Gdy już zacząłem się temu przyglądać bliżej (również poszukiwać wiedzy na ten temat) to zauważyłem, że jestem pod bardzo silnym wpływem swojego wewnętrznego krytyka (gremlina). Mój gremlin zaraził mnie niezdrowym perfekcjonizmem i w tym stanie zniewolenia utrzymywał przez wszystkie te lata. Dawałem się uwodzić wizją szczęścia, którego przecież (teraz to wiem) nigdy nie osiągnę. I w poszukiwaniu tego wielkiego szczęścia (czekającego na końcu mojej drogi rozwoju) ignorowałem większość mniejszych sukcesów, radości, miłych chwil. Odnajdujesz się trochę w tym opisie? Czytaj dalej. Ty masz inaczej, bo głównie analizujesz przeszłość? Sądzę, że warto, abyś też czytała dalej. Tematem siedzenia w przeszłości też się zajmę: w dalszej części tego tekstu.

Carpe diem – żyj dniem dzisiejszym

Niefajnie się poczułem: „jak mogłem być aż tak głupi i to przez tyle lat?”. To „stanięcie w prawdzie” było jednak też momentem zwrotnym. Postanowiłem walczyć ze swoim gremlinem. Nie dawać się uwodzić obietnicom bez pokrycia. Spędzać więcej czasu „tu i teraz” – szczególnie jeśli to „tu i teraz” jest fajne, miłe, przyjemne. I tak obecnie rozumiem zwrot „carpe diem”.

Oczywiście, że mój gremlin próbuje umniejszać radość z tego co się dzieje „tu i teraz” i wskazuje, że można ten czas zużyć na „pędzenie do przodu”. Ale coraz częściej opieram się tym jego sugestiom. W końcu uczę innych jak walczyć ze swoim wewnętrznym krytykiem:).

Siedzenie w przeszłości zamiast życia dniem dzisiejszym

Inną odmianą ignorowania sugestii „carpe diem” jest przebywanie w przeszłości. Zdarza się (choć rzadko), że jest to ucieczka od nieciekawej teraźniejszości do przyjemnych wspomnień. Niestety, potrafi to doprowadzić do gloryfikacji przeszłości, często wbrew faktom (po prostu niektóre, nieprzyjemne fakty się ignoruje). Efekt ostateczny? Konkluzja, że „obecne czasy są do niczego”, bo przecież „za moich czasów” (ten problem najczęściej dotyczy ludzi dojrzałych) wszystko było doskonałe. A skoro „obecne czasy są do niczego” to nie można się cieszyć żadną obecną chwilą, bo zaprzeczyłoby się swoim własnym słowom. Taki syndrom mnie (jeszcze?) nie dotyczy. Ale znam klika osób, które zostały nim dotknięte. Nie zazdroszczę im. Raczej współczuję. Niestety, większość z nich nie chce niczego w swoim życiu zmieniać – przed „bólem istnienia tu i teraz” uciekają w (udoskonaloną w swoim umyśle) przeszłość. Trochę jest to podobne do funkcjonowania osób uzależnionych od alkoholu, narkotyków, seksu. Najtrudniej jest przyznać: „mam problem”.

Rozważanie błędów

Drugą wersją siedzenia w przeszłości jest rozważanie swoich błędów, pomyłek, porażek. Mój gremlin przekonuje mnie, że bez analizy przyczyn moich porażek nie mam szans ich uniknąć w przyszłości. I to jest argument niepodważalny. Problem w tym, że najczęściej mój gremlin tylko mi przypomina porażki, trzyma mnie w złym nastroju, poczuciu winy, ale nie motywuje do przeprowadzenia rzeczowej analizy. Też tak masz? Następnym razem, gdy Ci się coś takiego przypomni – zaplanuj sobie w kalendarzu czas na rzeczowe rozważenie tego tematu i… pomyśl o czymś innym (przyjemniejszym). Jeśli okaże się, że nie potrafisz się uwolnić od natarczywych myśli – będzie to najlepszy dowód na istnienie wewnętrznego krytyka, który zmusza Cię do myślenia o czymś na co nie masz, w danym momencie, ochoty.

Uwaga: Muszę dotrzymać danego (sobie) słowa, tzn. przeprowadzić analizę tej porażki w czasie, który zaplanowałem. W przeciwnym razie mój gremlin nigdy nie da mi spokoju. Nie daję się jednak wpuścić w rozważania „jak to było beznadziejnie”. Najpierw wypisuję wszystkie fakty, potem dodaję do nich interpretację. Pamiętam, że nawet w największej „wpadce” są elementy pozytywne. Jeśli ich nie znajduję to znaczy, że to gremlin kieruje moim procesem. Nie daję się. Znajduję to co zrobiłem dobrze. A potem przyglądam się głównemu (jednemu!) źródłu mojej porażki. I decyduję co zrobię inaczej następnym razem. Gdy już taką analizę przeprowadzę – nie pozwalam więcej gremlinowi wpuszczać się w „siedzenie w przeszłości” nad tym tematem.

Chcesz temat pogłębić?

Jeśli zaintrygował Cię temat wewnętrznego krytyka to możesz zajrzeć do moich tekstów na ten temat: Wewnętrzny krytyk oraz Problem z gremlinem. Dla tych, którzy negują istnienie wewnętrznego krytyka mam tekst: Jesteś marionetką.

Gdyby jakoś Cię dotknął temat perfekcjonizmu – polecam artykuł, w którym pokazuję jak można sprawdzić ile masz w sobie niezdrowego, a ile zdrowego perfekcjonizmu: Jesteś perfekcjonistą?

A może chcesz się nauczyć jak dostrzegać więcej radosnych elementów w swoim życiu? Polecam ćwiczenie „dlaczego jestem dzisiaj radosny” opisane w tekście: Emocje, cz. 1. Żyj dniem dzisiejszym i ciesz się tym.

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *