Asertywność

Według Wikipedii http://pl.wikipedia.org/wiki/Asertywność: „Asertywność – w psychologii termin oznaczający posiadanie i wyrażanie własnego zdania oraz bezpośrednie wyrażanie emocji i postaw w granicach nienaruszających praw i psychicznego terytorium innych osób oraz własnych, bez zachowań agresywnych, a także obrona własnych praw w sytuacjach społecznych[1]. Jest to umiejętność nabyta[2].”

Z powyższej definicji wyławiam dwa elementy, według mnie, kluczowe: „wyrażania” oraz „nienaruszających”. Jeśli chcę być naprawdę asertywnym to powinienem wyrażać własne zdanie, a nawet wyrażać emocje i postawy. Ktoś mówi np.: „Kobiety są mniej inteligentne niż mężczyźni”. Jeśli jestem w towarzystwie i słucham tej osoby, ale nic nie powiem to zarówno osoba mówiąca jak i pozostali uczestnicy spotkania mogą przypuszczać (i tak właśnie robią), że się z tą opinią zgadzam. Jeśli nic nie powiem – nie jestem asertywny. To jest tak jakbym się bał wyrażenia swojej opinii. Mechanizm, który za tym stoi to rzeczywiście lęk: najczęściej przed odrzuceniem. Myślę: „skoro nikt nie protestuje to pewnie wszyscy myślą tak samo, a  tylko ja myślę inaczej. Ale mimo, że się z tą opinią nie zgadzam to nie chcę być wyśmiany/zakrzyczany/wykluczony ze spotkania/…..”

Dlaczego warto być asertywnym?

Ale o co chodzi? Niech sobie o mnie myślą, co chcą. Po co mam się narażać? Rzecz w tym, że skoro wszyscy myślą, że jesteś podobny do mówcy to Ci wszyscy pozostali mogą Cię odrzucić (bo oni myślą inaczej, ale też tego nie wyrażają). I w rzeczywistości nastąpi Twoje „wykluczenie ze stada”, ale z powodu Twojego braku asertywności.

Do czego brak asertywności może prowadzić? Do tego, że jeden agresywny (nie mylić z asertywnym) narzuci (choćby chwilowo) swoją postawę innym. Często nie tylko swój pogląd, ale może ten pogląd wprowadzić w czyn np. wyśmiewając/znieważając publicznie jakąś kobietę. Albo nawet zaatakuje ją fizycznie, gdy ona się z jego zdaniem nie zgodzi. I znowu, ja nie interweniuję ze strachu. I kilkadziesiąt osób w autobusie robi podobnie. A dlaczego nic nie robię? Bo nie wierzę, że inni coś zrobią, nawet gdybym ja zareagował. Co mi to mówi o mnie? Że nisko oceniam tych „innych”. To jest tak jakbym myślał: „Ja jestem lepszy od innych. Oni na pewno mi nie pomogą, gdy się wtrącę. A sam przecież nie dam mu rady.” A co jest w tym najgorsze? Wszyscy myślą to samo, z tym, że każdy o sobie dobrze, a o innych… nie tak dobrze.

Zdarzyło mi się kiedyś w autobusie zareagować, gdy pijak agresywnie zaczepiał jakąś kobietę. I ta kobieta powiedziała głośno na cały autobus: „Panowie, zróbcie coś!”. Nie wiem kto ruszył pierwszy, ale było nas kilku. Odciągnęliśmy pijaka od tej kobiety, ktoś poprosił żeby kierowca zatrzymał autobus i agresor został dosłownie wyrzucony z autobusu. Czułem się potem świetnie. Myślę, że pozostali uczestnicy zdarzenia też. No, może z wyjątkiem tego pijaka.

Przykład mniej skrajny, z mojego doświadczenia. Szef palił papierosy w swoim pokoju. Jednak dym i  (dla mnie b. przykry) zapach przedostawał się do pokoju, w którym pracowałem ja i dwie inne osoby. Te dwie osoby nic o tym nie mówiły. Może im to nie przeszkadzało, a może bały się, że szef je znielubi, gdy mu zwrócą uwagę. Zaryzykowałem, zapytałem: „Szefie, czy Szef chce nas wysłać do raju?”. – „Jak to?” – Szef na to. – „Bo Szef nas tak codziennie okadza”. I szef przestał palić w swoim pokoju. Nie zauważyłem też żeby mnie od tego znielubił. A od współtowarzyszy niedoli usłyszałem: „Brawo”. Okazało się, że dym i zapach papierosów im też przeszkadzał.

Dlaczego nie warto być agresywnym?

Dlatego, że agresja rodzi agresję. A postawa osoby, która mi się nie spodobała (ta postawa – nie osoba) nie musi koniecznie wynikać z agresji tej osoby lub lekceważenia moich potrzeb.

Wróćmy do przykładu z paleniem papierosów. Mógłbym powiedzieć Szefowi: „Zgodnie z polskim prawem nie wolno palić w pomieszczeniach pracowniczych.” Startuję z postawy „Ja jestem OK. Ty nie jesteś OK”. I zostałoby to zapewne odebrane jako odzywka agresywna: pouczam swojego Szefa o czymś o czym On sam powinien dobrze wiedzieć.

To właśnie o postawę „Ja jestem OK. Ty jesteś OK” chodzi w asertywności, gdy pojawia się słowo „nienaruszających” (praw i psychicznego terytorium innych osób). Bo przecież, w przykładzie z papierosami, Szef mógł nie zdawać sobie sprawy, że dym się wydostaje z jego pokoju. W rzeczywistości nawet jakby przeprosił mówiąc: „Jak palę to zawsze otwieram okno”. A potem już nigdy w swoim pokoju nie palił.

W przykładzie wypowiedzi „Kobiety są mniej inteligentne niż mężczyźni” jest cały wachlarz możliwości pomiędzy milczeniem, a agresywną wypowiedzią: „Co Ty bredzisz, głupku?”. Ja staram się używać formuły: „Rozumiem, że masz takie przekonanie. Otóż, ja go nie podzielam.” Bazuję na założeniu, że przekonania rodzą się z bezpośrednich doświadczeń, i (chociaż nie są prawami przyrody to) dla osób, które dane przekonanie w sobie w wyrobiły są często tożsame z prawami przyrody. Kiedyś próbowałem przekonywać innych, że nie mają racji. Niestety, w ich odbiorze sprowadzało się to do tego, że chciałem im wykazać iż to ja mam rację (czyli, że jestem od nich lepszy). I, jak się temu bliżej przyjrzeć, mieli w tym sporo racji: gdy uważam, że to ja znam prawdę, a ktoś inny się myli to chyba właśnie (może podświadomie) uważam iż „w tym obszarze jestem lepszy”. Czyli startuję z postawy „Ja jestem OK. Ty nie jesteś OK (bo się mylisz)”. A taka postawa rzadko (jeśli w ogóle kiedykolwiek) prowadzi do sukcesu.

W coachingu:) nie pracuje się z przekonaniami mówiąc Klientowi: „nie masz racji”. Natomiast  namawia się Klienta do dostrzeżenia iż w sferze, której dotyczy jego przekonanie mogą występować inne przekonania, czasem nawet przeciwne niż to, które on wyznaje. Namawia się też Klienta, aby zobaczył jak może rozumować ktoś kto ma inne przekonanie. W ten sposób Klient dostrzega, że przekonania ograniczają dostępność pewnych zachowań/działań. Również, że Jego przekonanie Go ogranicza.

A Ty? Jak często jesteś asertywny/a? Tak często jak chcesz? Kiedy nie jesteś? Co powoduje, że nie jesteś? Chcesz to zmienić?

A może uważasz, że asertywność to jakiś amerykański wymysł? Należy po prostu walić prawdę prosto z mostu nie przejmując się niczym, ani nikim? A jak druga strona sobie coś złego o nas pomyśli – to jest to wyłącznie jej problem?

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *