Co robisz ze swoimi emocjami?

Mam nadzieję, że nie negujesz faktu iż emocje wpływają na Twoje funkcjonowanie. A większe emocje mają większy wpływ niż mniejsze. A bardzo duże emocje  mają tak duży wpływ, że nawet prawnicy to dostrzegli i wprowadzili pojęcie „zbrodni w afekcie”  - który to termin oznacza ograniczoną odpowiedzialność przestępcy w momencie popełniania zabronionego czynu. Fachowo w psychologii używa się też pojęcia „zawężenie pola świadomości””, co oznacza iż w sytuacji, gdy targają mną duże emocje nie odbieram wszystkich bodźców i nie potrafię jasno, logicznie myśleć.

Gdzie jesteś obecnie?

W sensie: jaką automatyczną strategię stosujesz, gdy pojawiają się emocje? Przypomnij sobie jakąś sytuację z niezbyt odległej przeszłości. Sytuację, w której pojawiły się emocje. Na tyle duże, że tę sytuację zapamiętałeś /zapamiętałaś. Masz? Świetnie. A teraz przypomnij sobie co zrobiłeś / zrobiłaś. Już? Bardzo dobrze. Co to było? Zapisz to sobie. Poświęć jeszcze chwilę: czy zazwyczaj tak właśnie (lub podobnie) reagujesz?

Dygresja: Warto zauważyć, że sytuacje związane z konotacją emocjonalną zapamiętujemy lepiej od tych, gdy emocji nie było (lub były dużo mniejsze). Uwagę tę polecam zwłaszcza tym, którzy uważają, że emocje przeszkadzają im w życiu.

Wybuch

Dość częsta strategia przejęta najczęściej od wychowawców lub wyuczona w dzieciństwo, bo była skuteczna w osiąganiu swoich celów.  Coś się dzieje nie po mojej myśli, nie podoba mi się (emocja) – wiec daję temu bardzo gwałtowny wyraz zewnętrzny. Krzyczę, rozwalam sprzęty, może nawet biję kogoś kogo uważam za źródło moich nielubianych emocji.

Ta strategia bywa nawet skuteczna, zwłaszcza w gronie bliskich. „Dla świętego spokoju” najbliżsi ulegają takiemu szantażowi emocjonalnemu i dostosowują swoje zachowane do oczekiwań awanturnika. Można powiedzieć: sukces, dostałem to czego chcę. Problem w tym, że pozostały świat zewnętrzny zazwyczaj nie chce się dostosowywać do oczekiwań awanturnika, a wręcz uważa takie zachowanie za karygodne (i czasem nawet wymierza karę). A najbliżsi też mogą kiedyś stracić cierpliwość i po prostu zrezygnować z utrzymywania relacji z takim indywiduum.

Tłumienie

Drugą z podstawowych strategii quasi-„zarządzania” emocjami jest tłumienie. Pojawiła się jakaś emocja. Uważam, że mi nie służy (przeszkadza) więc ją tłumię. Nie pozwalam, aby znalazła wyraz w moim zachowaniu.

Wydaje się, że to całkiem dobra strategia. Zachowuję się w sposób „cywilizowany”. Na nikim niczego nie wymuszam(?). No właśnie. A jest ktoś pokrzywdzony w tej sytuacji? Jest. Kto? Ty! Nie odpowiedziałeś / nie odpowiedziałaś na jakąś swoją potrzebę. W gruncie rzeczy zanegowałeś / zanegowałaś tę potrzebę. Bo nic z nią nie zrobiłeś / nie zrobiłaś. Długofalowo, taka niezaspokojona potrzeba będzie się pojawiała coraz częściej, z coraz większą siłą. Aż doprowadzi do… wybuchu (patrz wyżej).

Ważna uwaga: Emocje oddają mój (Twój też)  stosunek do rzeczywistości. Jeśli pojawia się jakaś emocja – to sygnał, że mam jakiś stosunek do tego co się dzieje. Np. odczuwam złość, gdy ktoś głośno rozmawia przez telefon w autobusie. I mam prawo do mojej złości. Bo czuję się przymuszany do wysłuchiwania jakie problemy ma osoba rozmawiająca.

Druga ważna uwaga. Właśnie: „czuję się przymuszany” oznacza, że nastąpiła moja interpretacja faktu. Być może innym nie przeszkadza to, że ktoś rozmawia głośno w autobusie. Zatem moje emocje to mój problem. Nie mogę obarczać innych odpowiedzialnością za emocje, które odczuwam. Ale nadal mam prawo je odczuwać.

Co robić?

Skoro wybuchać nie chcę, a tłumienie też prowadzi do wybuchów to co mam robić? Upuszczać pary. Co to znaczy? To znaczy, że trzeba dawać upust swoim emocjom, gdy jeszcze nie są zbyt duże. Wtedy jeszcze nie tracę kontroli nad tym co się dzieje. A nie zwiększam ciśnienia w moim “szybkowarze” poprzez tłumienie pojawiających się emocji.

Czyli, co: pokrzyczeć cichutko na innych? Czy też tylko leciutko przylać żonie? Nie. Głośno nazwać emocję, która odczuwam. Ale uwaga – bez agresji. Nie mówię zatem (nawet całkiem spokojnie): „Przestań wreszcie wredna babo jazgotać przez ten telefon, bo już mi uszy spuchły”. W ten sposób: po pierwsze obarczam winą za moje emocje drugą osobę: po drugie najprawdopodobniej wzbudzam w niej spore emocje. To byłby przykład zachowania typu „mały wybuch”.

Pokazuję innym, że ja mam problem. Mówię np. „Jak pani rozmawia – dla mnie dość głośno – przez telefon to mi to przeszkadza”. Nazwałem swój stan. Powiedziałem, że to ja mam problem. Dałem szansę drugiej stronie, aby się do tego odniosła. Np. żeby zakończyła rozmowę. Oczywiście, ta druga strona może zareagować wybuchem „Odczep się Pan! Chcę rozmawiać to rozmawiam. I będę rozmawiać. Nic Panu do tego!” To prawda. Może się tak zdarzyć. Ale czy na pewno tak się zdarzy? Jeśli tak uważasz to Ci współczuję, bo odnoszę wrażenie, że masz kiepskie zdanie na temat innych ludzi. A jak Ty byś w takiej sytuacji zareagował / zareagowała? Inaczej? Czyli jesteś lepszy / lepsza niż reszta?

Anegdota.  Rozmawiałem kiedyś przez telefon w autobusie. Widziałem z jak dużą dezaprobatą patrzy na mnie pewien pan. Gdy skończyłem rozmowę podszedłem do niego i powiedziałem: „Bardzo Pana przepraszam. Ja też nie lubię, gdy ktoś rozmawia przez telefon w autobusie. Ale ja teraz prowadzę nowy projekt i w momencie gdy wsiadałem do autobusu zadzwonił mój nowy szef. Nie chciałem go zbyć informacją, że nie mogę teraz rozmawiać. Myślałem zresztą, że sprawa będzie krótka.” I ten pan uśmiechnął się do mnie i skinął głową, ze jest OK.

Gdzie jest haczyk?

Nie ma haczyka. Jest trudność polegająca na tym, że nawet jeśli już postanowię co zrobię, gdy pojawią się emocje – to nie znaczy, że w konkretnej sytuacji postąpię tak jak zaplanowałem. Dość często „włączy mi się autopilot” – zareaguję w stary, automatyczny sposób. Ale zmiana tej starej automatycznej procedury jest możliwa. Choć często wymaga sporo czasu i cierpliwości. Najczęściej odbywa się to w kilku etapach.

Etap1. Zauważam dopiero po fakcie, że znowu zachowałem się w sposób automatyczny. A przecież chciałem się zachować inaczej.

Etap 2. Zauważam w trakcie zdarzenia, że się zachowuję w sposób automatyczny, a nie tak jak sobie postanowiłem.

Etap 3. Zauważam w trakcie zdarzenia, że wystartowałem „starą procedurę”, ale przerywam “starą procedurę” i postępuję tak jak zaplanowałem.

Etap 4. Od czasu do czasu stosuję od początku do końca sposób postępowania jaki zaplanowałem.

Etap 5. Ten nowy sposób staje się moją „procedurą automatyczną”.

Masz wolę zmiany? Starczy Ci cierpliwości żeby przez ten proces przejść? Powodzenia. Trzymam kciuki.

 

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *