Co ślina na język…

Co ślina na język
Uważamy, że mowa jest nam dana po to, aby się komunikować. W każdym razie większość z nas tak uważa. A co myślą osoby plotące, co ślina na język przyniesie? Że mowa jest po to, aby wypełniać pustkę?

?Pleść, co ślina na język przyniesie? oznacza gadać bez sensu, bez zastanowienia. Mówić, nie po to, aby się komunikować, ale aby być przy głosie. Znasz takie osoby? Ja znam. Frustruje Cię przebywanie z taką osobą?  Mnie frustrowało. I nie tylko dlatego, że sam jestem gadułą:) Frustrowało, ale ? tak mi się wydaje ? teraz frustruje mnie coraz mniej.

Stresuje Cię mewa, która plecie, co ślina na język przyniesie?

Mewy potrafią być krzykliwe. Natarczywe. Nie dają spokoju. Co wtedy robisz? Odganiasz mewę. A jeśli mewa wraca? Odganiasz ponownie. Znowu wraca? Odchodzisz w miejsce, gdzie mewa już Cię nie dopadnie.

Masz pretensje do mewy? Apelujesz do niej, aby przestała? Przekonujesz ją żeby mówiła ciszej? Domagasz się, aby dopuściła Cię do głosu? Strofujesz ją, gdy nie czeka aż skończysz swoją wypowiedź? Zakładam, że na wszystkie powyższe pytania Twoja odpowiedź brzmi: ?Nie?.

Proponuję Ci stosowanie strategii ?krzykliwa mewa? w stosunku do osoby, która plecie, co ślina na język przyniesie.

Twój stres ? Twój problem

Jeśli ktoś, kto plecie, co mu ślina na język przyniesie – wywołuje Twój stres: to jest to Twój problem. Są przecież ludzie, których osoby gadające o niczym – nie frustrują. Przypominam: emocje biorą się z interpretacji faktów ? nie z samych faktów (skąd się biorą emocje?). Twój stres (złość, gniew, itp.) wynika z Twojej interpretacji zachowania danej osoby. Jaka jest ta interpretacja? Najczęściej: ona mnie nie szanuje, opowiada głupoty, nie słucha mnie, nie zwraca uwagi na to, co mówię, itp.

Prawda o osobach paplających, co im ślina na język przyniesie

Z moich obserwacji wynika, że najczęściej są to osoby, delikatnie mówiąc, uzależnione. Uzależnione od ?. gadania. To ?schorzenie? może przybierać aż formę słowotoku. Ale są też formy łagodniejsze. Zorientowałem się, w pewnym momencie, że taka osoba wcale nie chce nawiązywać dialogu. Nie zależy jej na moich odpowiedziach. Wręcz przeciwnie: moje odpowiedzi jej przeszkadzają. W największe zdumienie wprawiło mnie to, że, w gruncie rzeczy, nie zależy jej na tym, abym słuchał z uwagą. “Pleciuga” potrzebuje tylko kogoś kto jest w zasięgu jej głosu. Aby snuć coś w rodzaju zapętlającej się opowieści. Opowieści, która nie musi być logiczna. Która może, nawet co chwila, zmieniać temat. Tu nie chodzi o treść. Chodzi o niepowstrzymaną potrzebę wypowiadania słów.

Na czym polegał problem?

Traktowałem takie osoby zbyt poważnie. Chciałem ich słuchać. Rozumieć ich wypowiedzi. Dopytywałem o szczegóły. Irytowało mnie, gdy ignorowały moje pytania. Byłem zły, gdy pomijały moje uwagi porządkujące. Itp. Ale gdy zorientowałem się, że nie muszę słuchać ze zrozumieniem ? życie stało się łatwiejsze. Staram się wyłączyć. Myśleć o czymś innym. Ostatecznie nawet zaczynam czytać książkę. Okazało się, że to nie wzbudza sprzeciwu osoby, która plecie, co ślina na język przyniesie.

Jeśli nie umiem się wyłączyć?

Wtedy informuję, że temat mnie nie interesuje. Potem powtarzam. Wreszcie odchodzę żeby już nie słuchać.

A co Ty robisz w takich sytuacjach?

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *