Dlaczego coaching?

Chyba głównie radość z tego, co można dzięki niemu osiągnąć. A konkretnie? Można obserwować jak ktoś się zmienia, radzi sobie z trudnościami, osiąga sukces. A nawet można mieć poczucie, że samemu ma się w tym jakiś udział:).

Ten prosty mechanizm radości z obserwowania jak bohater (dzięki ciężkiej pracy i przełamywaniu swoich ograniczeń) pokonuje kolejne trudności i osiąga sukces występuje nawet, gdy oglądam klasyczne produkcje hollywoodzkie z nieodłącznym, naiwnym  happy-endem. Co prawda, ogromną część tej radości blokuje irytacja związana z prymitywizmem i łopatologią klasycznego hollywoodzkiego przekazu. Jeden mój znajomy mawiał nawet: „takie filmy to ja kręcę w lewej ręce”. A jednak nadal na podobne filmy chodzę. I chyba nie tylko ja, bo nie słyszałem, aby Hollywood miało wkrótce zbankrutować:).

Jednak, gdy coś podobnego wydarzało się w realnym życiu – to były to najpiękniejsze chwile jakich doświadczyłem. I nie tylko wtedy, gdy chodziło o moje osiągnięcia.  Także wtedy, gdy widziałem jak inni przekraczali swoje ograniczenia. Może dlatego, że „w realu” rezultat wcale nie jest z góry przesądzony?

Zgodnie z definicją „Coaching to: wspomaganie ludzi w zdobyciu tego czego pragną bez robienia tego za nich lub mówienia im, co mają robić.”

Dla mnie coaching jest teraz atrakcyjniejszy od mentoringu, z dwóch powodów:

– jest (dla mnie) trudniejszy niż mentoring:);

– pozwala pomagać nawet nie mając pojęcia o temacie, nad którym Klient chce pracować.

W mentoringu mam większe doświadczenie. Dzielę się z mentee swoim osobistym doświadczeniem. Mentoring prowadzi się z pozycji osoby, która „już tam była”, dużo doświadczyła i ma ochotę się tym doświadczeniem dzielić. Kilka osób twierdzi, że im swoim mentorowaniem pomogłem.

Z drugiej strony – udział mentora w ostatecznym sukcesie jest zazwyczaj spory, oparty na jego wiedzy i doświadczeniu merytorycznym. Mimo, że to mentee podejmuje decyzję, to jednak odnosi się on też do zaproponowanych przez mentora propozycji. Pozostawia to zazwyczaj świadomość, że bez mentora mogłoby się w ogóle nie udać.

W dobrze prowadzonym coachingu nie ma żadnych wątpliwości, że to coachee (Klient) sam znalazł rozwiązanie swojego problemu. Coach tylko go prowadził przez pewien proces, który pozwolił Klientowi szybciej dojść do rozwiązania niż gdyby coacha przy nim nie było. Ostatecznie jednak Klient nie tylko ma rozwiązany konkretny problem, ale też umacnia wiarę w swoje możliwości, a nawet może się przy następnych sytuacjach sam coachować.

Dla oddania sprawiedliwości warto dodać, że zazwyczaj mentoring szybciej prowadzi do rozwiązania konkretnego problemu. Oczywiście wtedy, gdy mentor rzeczywiście ma duże doświadczenie w obszarze, nad którym wspólnie z mentee pracują.

Jest dla mnie wyzwaniem coachować w sytuacji, gdy temat jest mi bliski jako mentorowi. Tak bardzo mam ochotę się pochwalić:), że ja już się z takim problemem zetknąłem… i podsunąć rozwiązanie. I niestety, nie zawsze udaje mi się taką pokusę zwalczyć:(. Ale pracuję nad tym. Jeśli ktoś miałby ochotę przepracować ten problemu ze mną jako mój coach – jestem otwarty na propozycje. W końcu coach też człowiek i czasem potrzebny mu jest coaching:) żeby szybciej osiągnąć postęp.

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *