Dobrymi chęciami

Dobrymi chęciami

Jak interpretujesz przysłowie dobrymi chęciami jest piekło wybrukowane? Co ono znaczy dla Ciebie? Kiedy sobie o nim przypominasz? Do kogo je kierujesz? Do siebie? Czy do innych? W jakich sytuacjach? Jakie wyciągasz potem wnioski?

Dobrymi chęciami. Historia prawdziwa

Jak potraktowałem córkę, która swoimi dobrymi chęciami sprawiła mi ból.

W czasie, który wspominam, Ewa miała 3 lata. Była radosna, ciekawa świata, inteligentna. Byłem nią zachwycony. Teściowa nie mogła się nadziwić:

? Ale ten Krzysiek w naszej Ewie zakochany!!!

Powroty z pracy to była wielka radość. Ewa podbiegała do mnie. Brałem ją na ręce. Ona się przytulała. I nie było ważne, że za chwilę będę siadał do komputera, aby dorobić do pensji.

Aż pewnego dnia.

Zaczęło się jak zwykle. Wszedłem do przedpokoju. Ewa podbiegła do mnie. Ja się pochyliłem, żeby wziąć ją na ręce. Córcia podskoczyła. Uderzyła mnie wierzchem głowy w podbródek. Przyciąłem sobie język do krwi. Mocno bolało. Zdenerwowałem się. Nie wziąłem córki na ręce. Nakrzyczałem na nią.

Nie pomogły tłumaczenia Żony i Mamy:

? Przecież ona chciała ci pomóc, aby łatwiej ci było ją podnieść.

Miałem swój punkt widzenia:

? Trzeba się zastanawiać, co się robi. Mam czekać aż mi wybije zęby, żeby jej zwrócić uwagę?

Stosowanie przysłowia dobrymi chęciami

Zastosowałem regułę wobec własnej córki. Żałuję, że tak się zachowałem. Przepraszam, Córeczko.

Refleksja przyszła później: jak bym się czuł, gdyby Ewa chciała mi zrobić krzywdę? Nawet jeśli, by się jej nie udało. Czułbym się znacznie gorzej. Istotniejsza byłaby wtedy jej intencja: chciała mnie skrzywdzić niż efekt (nie udało się).

Nie lubię stosować tego powiedzenia w stosunku do innych osób. Przecież to intencja danej osoby powinna decydować o moim odbiorze. A nie wynik działania tej osoby. Zwłaszcza gdy rezultat jest dziełem przypadku, a nie celowego działania.

Ktoś chciał dla mnie dobrze, ale mu nie wyszło. Szkoda, że się nie udało. Ale jestem wdzięczny, że próbował zrobić coś pozytywnego.

Na to powiedzenie można spojrzeć też z innej strony. Kolega chciał mi zaszkodzić. Np. obmawiał mnie przed szefem. Ale mądry szef nie awansował kolegi, tylko mnie. Nie jestem koledze wdzięczny. Co więcej: nie uważam go już za kolegę.

Samymi dobrymi chęciami dużo się nie zdziała

Czy to przysłowie jest głupie? Nie zawsze. Widzę w nim mądrość, gdy stosuję je w odniesieniu do siebie. Chodzi o sytuacje, gdy wiem, że powinienem coś zrobić, ale powstrzymuję się.

Wystartowałem z dobrymi chęciami, aby pomóc chłopakowi atakowanemu przez silniejszego. Ale ostatecznie, nic nie zrobiłem z obawy, że sam oberwę.

W kontekście piekła pojawia się ocena moralna mojego zachowania. Nie mam zasługi: choć zacząłem z dobrymi chęciami. Grzeszę jednak zaniedbaniem: zauważyłem, że kogoś krzywdzą i nic z tym nie zrobiłem. Dobre chęci są zatem dowodem przeciwko mnie. Dowodem, że widziałem, iż sytuacja wymaga interwencji. Takimi właśnie dowodami brukuje się piekło. W takich sytuacjach realizuje się istota tego przysłowia.

A gdybym nie zauważył, że silniejszy robi krzywdę słabszemu? Takimi niezauważeniami piekła nie brukują.

Jak sprawdzasz intencje?

Mam nadzieję, że Twoje przemyślenia pokrywają się z moimi.

Jeśli nie: napisz komentarz.

Jeśli tak: proponuję Ci refleksję. Jak oceniasz intencje innych ludzi? Skąd wiesz, że ten chciał dobrze? A tamta źle? Jaki wpływ na ostateczną ocenę ma wynik ich działania?

Kiedyś napisałem już o tym, jak szybko oceniamy innych -> Ocenianie innych, cz. 1. oraz jak ta ocena wpływa na zachowanie ocenianych -> Ocenianie innych, cz. 2.

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *