Jak coaching pomaga w konflikcie

Mam na myśli klasyczny coaching tzn. taki, w którym uczestniczy jedna osoba – tylko jedna strona konfliktu.

Istnieje odmiana coachingu – coaching konfliktu – gdy procesowi coachingowemu podlegają wszystkie (najczęściej dwie) strony konfliktu. Warto jednak pamiętać, że nawet wtedy najczęściej jeden coach pracuje tylko z jedną osobą. Z inną osobą (innymi osobami) pracuje inny coach (inni coachowie). Każdy coach tylko z jedną osobą będącą stroną konfliktu. Co to daje? Daje każdemu z tych coachów wolność stanięcia po stronie Klienta. Nie osądzania Klienta, nie decydowania kto miał (albo ciągle ma!) rację w konflikcie, nad którym Klient pracuje. A co to daje Klientowi? Poczucie, że coach jest po Jego stronie, że Go rozumie, że Go wspiera, że Go nie osądza, że chce dla Niego jak najlepiej.

Podsumowując: „tak”, klasyczny coaching też może pomóc w przypadku konfliktu.

Jak „klasyczny” coaching pomaga w przypadku konfliktu?

Jako „klasyczny coaching” rozumiem sytuację, gdy tylko jedna strona konfliktu uczestniczy w procesie coachingowym. Druga strona (dla uproszczenia przyjmijmy, że jest to konflikt między dwiema osobami) w ogóle w żadnym coachingu nie bierze udziału. Może nawet jest do coachingu wrogo nastawiona. To nie przeszkadza, aby pomagać jednej ze stron pracować nad konfliktem.

Od razu trzeba zaznaczyć, że mimo iż coach jest po stronie Klienta – to nie zajmuje się ocenianiem drugiej strony konfliktu. Nie stwierdza, że „wina jest całkowicie po tamtej stronie”. Coach, generalnie, nie ocenia. Ani Klienta, ani drugiej strony. Coach nie podpowiada jak zmanipulować drugą stronę, aby w konflikcie zwyciężyć, osiągnąć przewagę.

Co zatem taki coach robi? Wspiera Klienta w Jego poczuciu, że Klient ma prawo czuć takie emocje jakie czuje w związku z tym konfliktem. Pomaga zobaczyć całą gamę oraz głębię tych emocji, poczuć je raz jeszcze w bezpiecznym środowisku. Coach pomaga odkryć, co konkretnie wyzwoliło te emocje:  jakie wartości, zdaniem Klienta zostały naruszone przez drugą stronę. Ustalić, o co naprawdę Klientowi w tym konflikcie chodzi. Skłania do przyjrzenia się temu, co może czuć druga strona. Jaką perspektywę mogła przyjąć.

Jak coaching zajmuje się osobami trzecimi?

W gruncie rzeczy nie da się jednak uniknąć rozmowy o tej drugiej stronie konfliktu. Jak więc coach prowadzi Klienta przez tę cześć?

Po pierwsze: pytaniami:).

Po drugie: z założeniem, że „Klient jest OK i ta druga strona też jest OK”.

Coach nie zakłada złej woli drugiej strony konfliktu – mimo, że jest po stronie Klienta. Ta druga strona też ma swoje wartości – zwykle inne niż Klient – i też może się czuć pokrzywdzona w konflikcie. Ten sposób patrzenia coach próbuje przekazać Klientowi.

Po trzecie: dając Klientowi uznanie, że to Klient chce coś z tym konfliktem zrobić

Po czwarte: przyjmując, że pracuje nad zmianą u Klienta, a nie nad zmianą drugiej strony konfliktu.

Oznacza to, że coach nie przygotowuje Klienta do precyzyjnego wskazania drugiej stronie konfliktu, jakie błędy tamta strona popełniła. Ewentualnie, jeśli Klient odnajdzie w sobie coś do zmiany – przygotowuje Klienta do tej zmiany.

Po piąte: odgrywając z Klientem scenki, w których coach gra rolę drugiej strony konfliktu.

W ten sposób Klient może się przygotować do kolejnej rozmowy z osobą, z którą jest w konflikcie.

Czy to może przynieść skutek?

Krótko? Może. Dłużej? To zależy:). I wcale nie musi.

Jeśli, po drugiej stronie konfliktu będzie wyłącznie zła wola, przekonanie, że to Klient jest wszystkiemu winien, niechęć do słuchania – to niewiele się da zrobić. Najwyżej, po kilku próbach, można pozostać w przekonaniu, że ze swojej strony zrobiliśmy tyle ile byliśmy w stanie w tej sytuacji zrobić. Przypominam: nigdy nie zakładamy na początku złej woli drugiej strony. Zatem taka konkluzja wymaga przynajmniej kilku kolejnych prób dojścia do porozumienia.

Najczęściej jednak, druga strona zauważa zmianę w zachowaniu Klienta, w Jego nastawieniu. Kluczem jest autentyczne przekonanie Klienta, że doszło do nieporozumienia, które można wyjaśnić, że „druga strona jest OK” mimo, że jej zachowanie wywołało u Klienta nielubiane emocje. Tzw. „wyciągnięcie ręki do zgody” bardzo często pozwala drugiej stronie spojrzeć na konflikt z innej perspektywy. I to zapoczątkowuje proces zmiany zachowania tej drugiej strony konfliktu. Paradoksalnie więc – nie próbując w ogóle zmienić drugiej osoby (ale zmieniając swoje nastawienie i zachowanie w stosunku do niej) możemy zapoczątkować proces zmiany u tej drugiej osoby:). A to jest wstęp nie tylko do zażegnaia konfliktu, ale może czegoś więcej, np. przyjaźni. Ja mam za sobą takie doświadczenie.

Verba docent exempla trahunt mawiali starożytni. A Ty? Co o tym sądzisz?

Komentarze

  1. Jestem początkującym coachem. Pracuję, oczywiście, z modelem GROW. Chłonę wszystko w tym blogu – gratuluję.
    Pozdrawiam,
    Katarzyna

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *