Jak pomagać

Sądzisz, że pomaganie ma zawsze pozytywny wymiar? Że jeśli komuś pomagam to jest to dla tego kogoś zawsze korzystne? A czego pozbawiasz osobę, której pomagasz? Niczego? Na pewno? Zastanówmy się przez chwilę nad kilkoma prostymi przykładami.

Przykład pierwszy. Daję pieniądze osobie, która mnie o to prosi. Pomagam? Tak. Pozbawiam czegoś? Być może. Czego? A np. motywacji do pracy. Skoro ktoś zauważy, że prosząc dostaje szybciej (i np. więcej) niż pracując – to może zrezygnować  z poszukiwania pracy i pozostać przy proszeniu. Tak, wiem. Samo proszenie może być trudne. Wymaga przełamania w sobie oporów, schowania gdzieś swojej dumy (pychy?), zaakceptowania wielu odmów i osądów (leń, żebrak, pijak?). Jednak, gdy już tę barierę pokonałem i uodporniłem się na krytykę świata zewnętrznego (np. traktując ją jako lekcję pokory), a zauważam korzyści – to mogę poszukiwanie pracy odkładać. I im więcej korzyści z proszenia odnoszę, tym mniejszą mam ochotę na poszukiwanie pracy.

Czy to znaczy, że nie powinno się wspomagać proszących? Wręcz przeciwnie. Warto jednak rozważyć, jak pomagać. Np. zamiast dawać pieniądze zaproponuję zakup żywności. To prawda. Zwykle nie mam na to czasu. Ale przecież mogę dzięki temu sprawdzić reakcję osoby proszącej i na tej podstawie podjąć decyzję o jej wsparciu lub nie.

Klasycznie mówi się o dawaniu wędki, a nie ryby. Co to znaczy? Że większą wartość ma zasugerowanie sposobu na zdobywanie pieniędzy niż samo dawanie pieniędzy. Ale co można zasugerować osobie żebrzącej? A np. że dam jej pieniądze jak zrobi coś dla mnie. Co?  Np. zaniesie mi zakupy do mojego domu, albo chociaż do samochodu. Albo umyje szyby w moim samochodzie – ja dam szmatkę i płyn do mycia szyb. Albo odprowadzi wózek na zakupy. Wtedy to, co taka osoba otrzyma to nie jest jałmużna, ale zapłata za pracę:). A może też być sugestią na przyszłość. A może potrzebuję kogoś żeby raz na jakiś czas umył mi samochód? Albo żeby wytrzepał dywany, wypielił ogródek, pomalował płot, pomógł wynieść zbędne graty do piwnicy, czy na śmietnik? A może znam kogoś kto potrzebuje jakiejś prostej usługi? Że nie mam czasu na takie rozmowy, sugestie? Że to i tak nic nie da? Być może. A spróbowałeś/aś kiedyś? Naprawdę nigdy nie masz wolnych 5. minut, aby z taką osobą ponegocjować?

Przykład drugi. Mój Kolega nie radzi sobie w pracy z jakimś zadaniem. Więc wykonuję to zadanie za Niego. Pomagam? Tak. Pozbawiam czegoś? Tak. Pozbawiam Go możliwości nauczenia się jak może to sam zrobić dobrze. A jak mogę dać Mu wędkę? Np. nauczyć Go jak może sam się z tym zadaniem uporać. Tak, to zajmie więcej czasu niż zrobienie tego za Kolegę. A ja zazwyczaj tego czasu nie mam? A może tak naprawdę chodzi mi bardziej o to żeby pomóc … sobie? Niewielkim kosztem kupić sobie zadowolenie z „dobrego uczynku”. A długofalowy interes Kolegi nie jest w tym wypadku najważniejszy. Pytanie brzmi: co się stanie, gdy z podobnym zadaniem Kolega zmierzy się w przyszłości, a mnie nie będzie w pobliżu? Kolega będzie musiał zrobić je sam. Co więcej, odbiorca tego zadania może oczekiwać terminu i jakości takiej, jaka była poprzednio, gdy ja to zrobiłem. A Kolega tak nie umie. Będzie więc w gorszej sytuacji niż poprzednio, bo oczekiwania wobec Niego wzrosły bazując na jakości i terminie wywiązania się z poprzedniego zadania.

Przykład trzeci. Udzielam rad bliskiej osobie. Podaję możliwe rozwiązania problemu. Sugerują wybór najlepszego. Podpowiadam jaki powinien być pierwszy krok. Pomagam? Jak najbardziej. Szkodzę? Możliwe. Może odbieram tej osobie sposobność samodzielnego poradzenia sobie z tematem, zdobycia doświadczenia, zbudowania na tym poczucia swojej większej wartości, wiary w siebie.

Czyli… nie pomagać?

To byłby klasyczny przykład „wylania dziecka razem z kąpielą”. Warto pomagać, nawet mając świadomość, że pomagając innym pomagam też sobie budować poczucie własnej wartości. Trzeba jednak sprawdzać: co jest głównym motywatorem? Czy chodzi mi przede wszystkim o podwyższenie poczucia własnej wartości, czy też będzie to tylko efekt uboczny mojego działania? Reflektować, czy długotrwały efekt mojej pomocy nie będzie odwrotny od zamierzonego. Zastanawiać się, czego, w takiej sytuacji, ja oczekuję od osoby, która chce mi pomóc. Dociekać, czego naprawdę chce od nas osoba, która potrzebuje pomocy, co będzie dla Niej najlepsze.

„Coaching to pomaganie innym bez robienia tego za nich lub mówienia im co mają zrobić.” Jak Ci się podoba takie podejście do pomagania? Trudne? A jaką masz satysfakcję z robienia rzeczy łatwych?

A jak Ty pomagasz innym? Zastanawiasz się nad długofalowymi konsekwencjami swojej pomocy? A może masz jakąś własną receptę na to jak pomagać, aby nie szkodzić?

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *