Jak przeżywać stratę?

W zeszłym tygodniu poniosłem dużą stratę. Jestem przekonany, że była to też duża strata dla mojej Żony. Odszedł do Krainy Wiecznych Łowów nasz kot: Leo. Po spędzeniu wspólnie 10 lat byliśmy z nim bardzo zżyci. Gdybym tego nie doświadczył nie uwierzyłbym, że możliwa jest tak głęboka relacja między człowiekiem, a zwierzęciem. Leo okazywał nam ogromnie dużo miłości. Pokazywał jak bardzo mu zależy na naszej miłości. Nie mieliśmy wyjścia:) Zakochaliśmy się w nim. A teraz boleśnie odczuwamy stratę. Jest nam trudno.

Panta rhei

„Wszystko płynie” jak powiedział Panta Rhei, brat Mikołaja Reja:). Potrafię żartować – nie jest ze mną tak źle. “Nic nie trwa wiecznie” to podstawowa maksyma, którą się teraz pocieszam. Z czasem mój ból zmaleje. A potem zniknie. Pozostaną dobre wspomnienia. I wdzięczność za to, co Leo nam ofiarował.

Jak będę przeżywać?

Dam wybrzmieć temu poczuciu straty. Nie będę przyspieszać „przejścia do porządku dziennego”. Chcę sobie przypominać wszystkie piękne chwile jakie, dzięki niemu, przeżyłem. Będę mu w myślach dziękował. Będę też sobie przypominał chwile, gdy widziałem jak on był szczęśliwy. Jak był mi wdzięczny – on umiał fenomenalnie dziękować. Będę sobie uświadamiał, że też dla niego dużo zrobiłem. Że zależało mi, aby był zdrowy i szczęśliwy. Opiekowałem się nim. A on opiekował się mną. Pozwolę sobie na płacz przy wspominaniu najpiękniejszych chwil. Będę też opowiadał o tym, co czuję bliskim mi osobom. Właśnie opowiadam Tobie, gdy czytasz ten tekst. Trochę mi lżej, gdy inni rozumieją, co czuję.

Użalam się nad sobą

Tak naprawdę to żałuję siebie. Brak mi teraz wielu powtarzalnych zachowań naszego kota. Jego „gadania”. Przybiegania po picie. Zazdrości o drugiego kota. Próśb o klepanie i „mizianie”. Mruczenia. Pokazywania na drapaku, że jest dobrym kotem. Ocierania się. Przytulania. Nawet porannego budzenia wąsami. Itd. Świadomość, że użalam się nad sobą, a nie nad nim – da mi silę do opanowania chęci wchodzenia w rozpacz. Leo już nie cierpi. Wiem, że mnie kochał i nie chciałby, abym cierpiał z jego powodu.

Poczucie winy

Będę unikał powrotu do rozważań: „mogłem być dla niego lepszy, więcej robić, okazywać mu więcej miłości, być bardziej wyrozumiałym”. Owszem, „stanąłem w prawdzie”, jeśli chodzi o moje zachowanie wobec niego. Mogłem dać mu od siebie więcej. Nie dałem. Żałuję. Przepraszam. Chcę się zmienić. Wyciągnąć z tego doświadczenia wnioski, które wprowadzę w życie.

Czy ta śmierć miała sens?

Myślę, że to zależy ode mnie. Jeśli jakaś strata mnie bardzo porusza, to nadam jej sens, gdy wyciągnę wnioski dla siebie. W przypadku śmierci Leo: chcę więcej czasu poświęcać istotom dla mnie ważnym. Nawet kosztem liczby zadań, które wykonam. Jeśli tego się będę trzymał – to śmierć Leo nie będzie daremna.

Czy istnieje Kraina Wiecznych Łowów?

Nie wiem. Ale taka myśl mi bardzo pomaga. Chcę wierzyć, że kiedyś spotkam Leo po Drugiej Stronie. I będziemy szczęśliwi nawet bardziej niż byliśmy tutaj.

Z pomocą przychodzi mi… kościół katolicki. A w zasadzie o. Dariusz Kowalczyk SJ (Dziekan Wydziału Teologii Papieskiego Uniwersytetu Gregoriańskiego w Rzymie), który w książce “Między herezją, a dogmatem” pisze (str. 218/219): „…nadzieja na życie wieczne zwierząt na pewno nie jest heretyckim lub frywolnym pomysłem, który zasługiwałby na natychmiastowe odrzucenie. Ma rację ks. Wacław Oszajca, kiedy stwierdza ‘Chrystus ofiarowuje siebie nie tylko ludziom, ale całemu stworzeniu. Dzięki czemu, nie tylko człowiek, ale całe stworzenie dostępuje przebóstwienia’. Bóg kocha to co stworzył, a skoro tak to można mieć nadzieję, że ta relacja miłości owocuje darem nieśmiertelności również dla zwierząt.”

Komentarze

  1. Hm… smutne też to przeżywałem 3 lata temu, ja i cała moja rodzina tylko nasza kotka (Flater) – dla odmiany zginęła śmiercią tragiczną 🙁

    Rozumiem twój smutek, moim rozwiązaniem było: po upływie roku adoptowanie nowej małej kotki (Florka) trochę mi ulżyło, ale cały czas wracam wspomnieniami do dawnej Flater. Wszyscy z czasem odchodzimy im jestem starszy trochę inaczej na to patrzę głównie chyba przez upływ czasu, tak musi już być.
    W mojej rodzinie ostatnio odchodzi bardzo dużo ludzi i bliskich mi osób, rodzice moi którzy zawsze byli dla mnie pomocni też się starzeją i to przeraża mnie najbardziej.

    Z wyrazami współczucia Andrzej Olszak

  2. Bardzo Ci dziękuję, Andrzeju,

    Liczyłem na to, że ten tekst przeczytają też Ci, którzy mnie zrozumieją. To daje trochę ulgi.
    W sprawie kolejnego kota: też o tym myślimy z żoną. U nas jednak jest jeszcze drugi kot, starszy niż Leo (ma 14 lat), bardzo emocjonalny. Boimy się, że nowy, młody kot mógłby być zbyt dużym stresem. W dodatku Lulek ma chore nerki, dostaje specjalną karmę. Więc ten drugi kot też musiałby mieć chore nerki: Lulek wyjadał karmę Leo (ale Leo też miał problemy z nerkami). Na razie nie podjęliśmy żadnej decyzji.
    Historia Leo uświadomiła mi, że obserwacja jak inni odchodzą na Drugą Stronę to dużo trudniejsza sprawa niż mi się wydawało. Tym trudniejsza im bliższa była relacja. Ja pocieszam się myślą, że może jedna Druga Strona istnieje. Albo się o tym przekonam, gdy sam się tam znajdę. Albo, gdy odejdę, nie będzie to miało dla mnie żadnego znaczenia, bo już nic nie będę czuł ani myślał. Tak więc nic nie tracę:)

    Pozdrawiam Cię ciepło

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *