Jak reagować na agresję?

To dość częsta wizja (niekoniecznie wdrażana w praktyce w życie) skutecznego przeciwstawiana się agresji. Jeśli mam do czynienia z agresją fizyczną zagrażającą mojemu (lub moich bliskich) zdrowiu, czy życiu - to rzeczywiście wzbudzenie w sobie jeszcze większej agresji może być (i często jest) skuteczną bronią. O sile agresji napisałem już kiedyś odrębny tekst: Siła agresji.

Natomiast w sytuacji, gdy moje (lub moich bliskich) zdrowie (lub życie) nie jest bezpośrednio zagrożone, a agresor ma zdecydowaną przewagę (np. broń), stawianie na większą agresję może przynieść więcej szkody niż pożytku. Jeśli napada nas bandzior z pistoletem i (z odległości kilkunastu metrów) żąda oddania portfela – chyba nie warto ryzykować.

Jednak dzisiaj nie będziemy się zajmować sytuacją, gdy już doszło do fizycznej agresji, czy też do napadu z zagrożeniem użycia fizycznej agresji.

Problem

Nie chodzi mi o przemoc fizyczną lub rozpętaną już furię napastnika. Przyjrzymy się sytuacji, gdy agresja u drugiej osoby już się zrodziła (albo przynajmniej nam się tak wydaje), ale jeszcze nie wzrosła do poziomu przemocy fizycznej.

Np. ktoś zaczepia Ciebie (lub kogoś innego) słownie. Albo nie szanuje Twojej przestrzeni – staje zbyt blisko. Albo narusza ciszę – wydziera się w Twojej obecności. Albo zapala papierosa w miejscu niedozwolonym. Tak, wszystko to są przejawy agresji – braku poszanowania dla praw innych osób.

Uwaga: Czasem taka agresja nie jest zamierzona. Ktoś się po prostu zbyt rozemocjonował i dlatego głośno krzyczy. Inny stanął tak blisko Ciebie, bo dla niego to nie jest problem. Ktoś inny zapalił papierosa, bo Cię nie zauważył (lub nie zauważył znaku zakazu palenia papierosów). I taką możliwość należy wziąć pod uwagę. W przeciwnym razie sami możemy się stać agresorami.

Co nie działa?

W powyżej opisanej sytuacji nie działają dobrze trzy naturalne (patrz: Chcesz być jaszczurką…) sposoby reakcji:

1. Atak.

Jeśli od razu zaatakuję (wszystko jedno, czy słownie, czy fizycznie) – to sam staję się agresorem. Przecież ten ktoś – kogo uznałem za agresora – mógł się zachować w ten, a nie inny sposób po prostu przez roztargnienie, a nie dlatego, że był agresywny (nie szanował praw innych).

2. Ucieczka.

Klasyczne „schowanie głowy w piasek” (to też rodzaj ucieczki) nie działa, bo na pewno nie zmieni zachowania agresora. Jest nawet gorzej, często taki brak reakcji rozzuchwala agresora, który pozwala sobie na coraz więcej.

3. Podlizywanie się.

Jest to jedna z klasycznych strategii (często stosowanych nieświadomie), która kiedyś była zastygnięciem bez ruchu („mnie tu nie ma”), a która polega na okazywaniu zrozumienia dla zachowania danej osoby. Np. typowe: „upił się więc się tak zachowuje”. To, że ktoś się upił nie upoważnia go do krzywdzenia innych. Podlizywanie się jest chyba gorsze od ucieczki, bo daje wyraźnie przyzwolenie na obecne zachowanie i mocniej rozzuchwala do eskalacji.

Uwaga: Jeśli masz jakiś swój sposób reagowania w takiej sytuacji – to sprawdź uważnie, czy nie jest on przypadkiem odmianą jednego z powyżej opisanych, naturalnych sposobów.

Co jest skuteczne?

Oczywiście trzeba dodać, że mam wygórowane oczekiwania wobec swojej reakcji. Nie chcę dopuścić do niepotrzebnej eskalacji agresji, ale też jasno chcę zaprotestować przeciwko obecnemu zachowaniu.

Skuteczne – zgodnie z podaną powyżej definicją – jest zachowanie asertywne (patrz: Asertywność), czyli jasne i zdecydowane wypowiedzenie swojej opinii i postawienie granicy.

Np. mówię do przeklinającego: „Proszę nie używać w miejscu publicznym słów powszechnie uważanych za wulgarne”. I najczęściej… to skutkuje. Oczywiście istotne jest to jaką mam przy tym postawę: nie szepczę cichutko „uprzejmie proszę…”, ale też nie napadam „Ty chamie, zamknij mordę, bo ja ci ją zamknę”.

Przestroga. Rzecz dzieje się w centrum Londynu. Budka telefoniczna, a w niej młody chłopak wrzeszczy na dziewczynę. Dziewczyna aż się kuli ze strachu. Mnóstwo ludzi przechodzi obok – nikt nie reaguje. Podchodzę do tej budki, otwieram drzwi i mówię spokojnie: „Can I help you?”. Wtedy młodzieniec… jak nie ryknie w moją stronę: „WHAT?!!!”. Aż się cofnąłem. I już byłem na straconej pozycji. Ale moje zachowanie przynajmniej sprowokowało jeszcze jedną osobę do reakcji. Ta kobieta też podeszła do budki i zaczęła młodzieńca uspokajać. W dodatku skutecznie. Oczywiście, popełniłem błąd swoją zbyt delikatną postawą. Należało otworzyć te drzwi i wrzasnąć” STOP IT, NOW OR I’LL CALL THE POLICE”. A jednak sprawa zakończyła się pomyślnie. Morał? Trzeba się adekwatnie przygotować do interwencji. Drugi morał? Jeśli Ty coś zrobisz jest duża szansa, że ktoś inny Ci pomoże.

Skąd wiadomo, że ta metoda jest skuteczna? Czy opieram to tylko na swoich doświadczeniach? Nie. Prawdziwym dowodem jest akcja, którą w Nowym Jorku przeprowadził burmistrz Rudolph Giuliani. Podejście „wybite okno” oznaczało brak przyzwolenia nawet na najdrobniejsze wykroczenia. Jak powiedział Giuliani (tłumaczenie moje): “Oczywiście, że morderstwo i graffiti to dwa przestępstwa, które dzieli przepaść. Jednak są one częścią tego samego continuum, i klimat, który toleruje jedno zwiększa szanse na tolerowanie drugiego.” Stosując takie podejście Giuliani pod koniec XX wieku doprowadził w Nowym Jorku do spadku przestępczości związanej z agresją o ponad 56% (w tym czasie w całym USA nastąpił spadek o 28%). W Stanach Zjednoczonych liczba przestępstw związanych z zaborem mienia spadła wtedy o 26%, a w Nowym Jorku o 65%.

Więcej szczegółów (łącznie z wątpliwościami na ten temat) znajdziesz na stronie: What reduced Crime in New York City.

O czym jeszcze trzeba pamiętać?

Trzeba się oduczyć reagowania automatycznego, a to najczęściej jest dość trudne. Napisałem o tym więcej w tekście o nieco przewrotnym tytule: To jest proste…, gdyż sama zasada jest prosta – trudniejsze jest wdrożenie jej w codzienność.

Oczywiście, że jak już opanowałem pierwszy odruch i przemyślałem, co chcę zrobić to muszę jeszcze opanować swój strach iż moją uwagą zwiększę agresję osoby, do której się zwróciłem. W dodatku agresja ta (która przedtem mogła być skierowana do wszystkich) teraz może się skierować wyłącznie do mnie. Jeśli masz takie obawy zajrzyj do tekstu Asertywność, gdzie bliżej zajmuję się konsekwencjami braku reakcji, ale też podaję przykłady z własnego doświadczenia, gdy zdecydowałem się zareagować. Postawa „nie będę się wtrącał” nie tylko oznacza pewne istotne braki w zakresie pewności siebie (odwagi), ale też najczęściej osąd związany z postawą innych osób: „nikt mi nie pomoże”.

Namawiam Cię – na początek – do podjęcia decyzji, że będziesz reagować. Oczywiście, nie zawsze, nie w każdej sytuacji. Ja też często nie reaguję, gdy mija mnie rozwrzeszczana banda młodych łysoli. Najpierw decyzja – potem wdrożenie. Zgoda?

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *