Jak się spierać

Chodzi też o to, aby na zakończenie rozmowy moja relacja z rozmówcą nie była gorsza niż na początku. Jeśli się da – to nawet lepsza. Nie wiem jak zawsze skutecznie przekonać mojego oponenta do mojego zdania. Uważam, że to jest bardzo trudne, a czasem wręcz niemożliwe. Ludzie nie zmieniają tak łatwo swoich przekonań – przecież to oznaczałoby, że się mylili. Ile znasz osób, które z łatwością przyznają innym, że nie mieli racji? Właśnie. Takich masz szanse przekonać. Pozostałych – raczej nie. A Ty? Jak często przyznajesz innym rację? Rzadko? Czyli w większości wypadków to Ty masz rację? Jesteś dużo mądrzejszy / mądrzejsza od swoich znajomych i przyjaciół? Masz dużo większą wiedzę? Skąd więc się bierze ta statystyka, że to Ty masz częściej (dużo częściej?) rację niż inni?

Po co dyskutować?

Jeśli raczej nie można innych przekonać do swojego zdania to po co dyskutować? Skoro masz takie nastawienie, że dyskusja ma się skończyć tym iż „Twoje będzie na wierzchu” to raczej będziesz się kłócić niż spierać. Ty tak nie masz? Sprawdź. Czy masz gotowość – rozpoczynając dyskusje – przyznać rację komuś innemu?

Właśnie. Większość z nas wchodzi w dyskusje po to żeby innym dowieść, że to Ci inni się mylą. Wtedy nie słucham co mówi druga strona, tylko czekam, aby wygłosić swoją tezę. A potem ją powtarzam. Dorzucam argumenty. Znowu powtarzam. Czasem znajdę fajny argument, aby obalić tezę mojego przeciwnika – to się wtedy odniosę do jego tezy. Zauważ: to jest teraz “przeciwnik”, a nie partner w dyskusji.

Wniosek: Nie wchodzę w dyskusję, gdy jestem w 100% pewien, że mam rację.

Dyskutuję po to żeby się czegoś dowiedzieć. Dopuszczam, że nie wiem wszystkiego. Że ktoś inny może wiedzieć więcej (lub lepiej) ode mnie. A przynajmniej, że ktoś inny widzi inne aspekty sprawy niż te, na które ja zwracam uwagę. Rozmawiam jak jeden poszukiwacz prawdy z drugim poszukiwaczem prawdy. Z otwartością na słuchanie drugiego. Z chęcią dzielenia się swoją opinią. Nie po to, aby się wzajemnie przekonywać, ale wzajemnie poszerzać swoje horyzonty.

Wniosek II: Mało zyskam dyskutując z osobami, które mają identyczne poglądy jak ja.

Rozmowa z osobami podobnymi do mnie raczej nie poszerzy moich horyzontów. Owszem, sprawi mi przyjemność. Oto ktoś inny myśli tak jak ja – zatem miałem rację tak właśnie myśląc. I tylko się utwierdzam, że mam rację. Im więcej razy się utwierdzam, że mam rację – tym trudniej przyjdzie mi dopuścić możliwość, że mogę racji nie mieć. I tym trudniej będzie mi dyskutować z kimś kto ma inne poglądy.

Zagrożenie?

Zaraz, zaraz. Jak będę dyskutował tylko z osobami, które mają inne poglądy niż ja to w końcu oni mnie przekabacą na swoją modłę. Tak myślisz? Czyli, że opierasz swoje opinie na statystyce? Im więcej osób sądzi, że coś jest prawdą tym bliższe jest to prawdy? Skoro tak sądzisz to dlaczego wybierasz tylko tych, którzy myślą podobnie jak Ty? W ten sposób manipulujesz statystyką. Rozsądniej byłoby najpierw zbadać jaki jest rozkład statystyczny osób, które mają opinię w danej sprawie. I dobierać rozmówców zgodnie z takim rozkładem. Robisz tak?

Dygresja. Tak robi ostatnio BBC. Jeśli w globalne ocieplenie wierzy 95% naukowców, a zaprzecza mu 5% naukowców – na dyskusję zaprasza się 9 naukowców wierzących w ocieplenie i jednego naukowca z grupy „nie ma ocieplenia”. Wcześniej BBC zapraszała po jednym przedstawicielu każdej opcji. A w dyskusji „zwyciężał” wyszczekany przedstawiciel „nie ma ocieplenia”. Po prostu przedstawicieli „nie ma ocieplenia” jest mniej – więc statystycznie każdy z nich był zapraszany częściej niż typowy przedstawiciel „głównego nurtu”, a więc był bardziej „otrzaskany” w występach telewizyjnych.

Ja uważam całkiem inaczej. Jeśli mam na coś dowody to choćbym rozmawiał z tysiącem osób to oni mnie nie przekonają. Bo ja mam dowody na słuszność moich racji. Chyba, że moi rozmówcy obalą moje dowody. I wtedy się cieszę, bo wyprowadzono mnie z błędu.

A jeśli nie mam dowodów? To ich szukam. I nie zmieniam swojego poglądu tylko dlatego, że ktoś ma inny pogląd niż mój. Owszem, zauważam ten inny pogląd, wyłapuję jakieś nowy sposób patrzenia na daną sprawę. Szukam faktów.

Rozmawiam o faktach

W końcu dotarliśmy do sedna tego przydługiego wywodu. Spieramy się wtedy, kiedy wspólnie poszukujemy prawdy bazując na faktach. Prowadząc rozmowę słucham opinii, ale pytam skąd się ta opinia wzięła. I nie przyjmuję odpowiedzi „przecież wszyscy to wiedzą”. Dopytuję: skąd “Ci wszyscy” to wiedzą?

Kiedy przerwać dyskusję

Nie rozmawiam – nie kontynuuję dyskusji – z osobami które:

  1. Nie chcą rozmawiać o faktach.
  2. Zaprzeczają faktom.
  3. W odpowiedzi na fakty przytaczają swoje opinie i chcą, aby je traktować jak fakty.
  4. Zmieniają temat, gdy w dyskusji pojawia się niewygodny fakt.

Oczywiście, najpierw informuję rozmówcę, że zauważam u niego taką tendencję. Jeśli to nie skutkuje – staram się  jak najszybciej skończyć rozmowę. W gruncie rzeczy (mentalnie) przestaję brać udział w takiej rozmowie. Przestałem już liczyć, że się czegoś dowiem.

Co może nie zadziałać?

Warto uważać na swoje emocje. Jeśli mój dyskutant jest bardzo nieuporządkowany, albo zaczyna mną manipulować to pojawia się sprzeciw, złość, gniew. Wtedy “upuszczam pary” – jasno komunikuję, że taki sposób prowadzenia rozmowy budzi moje emocje i – jeśli będzie kontynuowany – doprowadzi do tego, że przestanę dyskutować. Jeśli tego nie zrobię spokojnie, odpowiednio wcześnie – to zrobię później w postaci wybuchu, który będzie dla wszystkich zaskoczeniem. A przy dużych emocjach trudno nawet racjonalnie wytłumaczyć innym skąd się ten mój wybuch wziął. O sensownym prowadzeniu dyskusji nie wspominając.

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *