Jak sobie radzić z porażką?

Jak sobie radzic z porazka
Taaak. Unikać porażek. Świetna rada, prawda? A znasz kogoś kto świadomie dąży do porażki? Jeśli znasz to chyba warto się zastanowić, czy ten człowiek nie powinien aby skonsultować się z psychiatrą. Zdrowy człowiek chce odnosić sukcesy. Niektórzy chcą ich do tego stopnia, że każde niepowodzenie jest dla nich wielkim nieszczęściem. Na potrzeby tego tekstu ustalimy tylko, że nie każde niepowodzenie nazwiemy porażką.

Co to jest porażka?

Porażka to poważne niepowodzenie. Co to znaczy poważne? Dla każdego znaczy to co innego. Ale na tym etapie pozostaniemy przy tej, nieprecyzyjnej, definicji. Jeśli uznajesz, że była to porażka – masz do tego prawo. O ile tylko potrafisz też odnotowywać drobne niepowodzenia, których nie nazywasz porażkami:). Ten tekst mówi o tym jak sobie radzić z porażką. I jakie sposoby nie działają.

Przykład. Mecz siatkówki. Drużyna „X” przegrała pierwszego seta. Porażka, czy drobne niepowodzenie? Z jednej strony mamy fakt: przegrany set – więc chyba porażka. Z drugiej strony: mecz wygrywa drużyna, która wygra trzy sety –  więc chyba na razie to tylko niepowodzenie. Tak. Zazwyczaj jest tak, że jak ktoś wygra pierwszego seta to nabiera większej pewności siebie i jego szanse na zwycięstwo rosną. Ale, jeśli drużyna „X” nie załamie się tą przegraną w pierwszym secie, a nawet wyciągnie wnioski z własnych błędów i wymyśli sposób na zneutralizowanie silnych stron przeciwnika… to może to początkowe niepowodzenie przekuć na ostateczne zwycięstwo. Oczywiście, drużyna „X” może się też załamać po przegraniu pierwszego seta i resztę meczu oddać bez walki.

Jak sobie radzić z porażką? Czego chcę?

Już widać do czego zmierzam? Tak. Zmierzam do tego, że porażka może mi posłużyć, a zwycięstwo mieć opłakane skutki. Polecam tekst o tym, co mnie niepokoi, gdy sukces przychodzi zbyt łatwo:  Łatwość zmiany.  Jednak dzisiaj mierzę się z tematem, jak postępować, aby porażka mnie nie osłabiała – wręcz przeciwnie, aby pomagała w byciu coraz lepszym.

Nie wiesz jak sobie radzić z porażką? Używasz złych technik

Punkt wyjściowy: sam uznaję, że poniosłem porażkę. Zatem, muszę sobie z tym jakoś poradzić. Co robię?

1. Udaję, że nic się nie stało

Dość powszechna technika. Nie wiem jak sobie radzić z porażką więc udaję, że jej nie było. Wprawdzie każdy widzi, że poniosłem porażkę, ale dopóki się o tym głośno nie powie to… jakby porażki nie było. Czyżby? Jak ktoś głośno nic nie mówi to na pewno nie szepcze o tym po kątach? Jest chyba raczej odwrotnie. Im „ciszej nad tą trumną” tym więcej szepcze się o tym ukradkiem, wyolbrzymiając rozmiar porażki: „Skoro nawet boją się o tym wspomnieć!”.

Pamiętasz jeszcze „Nic się nie stało. Polacy, nic się nie stało!”? Jak bardzo takie okrzyki pomogły naszej reprezentacji?

2. Zwalam winę na innych

Równie powszechne jak udawanie, że nic się nie stało. Tak, to była porażka, ale ja wiem jak sobie radzić z porażką. Ale teraz też nie byłoby porażki. Gdyby nie… tępota ”iksińskiego”, upierdliwość klienta, zbyt mało czasu, zła wycena, itd., itp. – to odnieślibyśmy sukces.

Czasem znajduję jednego „kozła ofiarnego”, a czasem wiele drobnych powodów. Wszystko po to, aby nie przyznać, że sam też nie jestem w porządku.

3. Użalam się nad sobą

Też w miarę powszechny sposób reakcji. Zawsze mi dają najtrudniejsze zadania (w tym jest też trochę zwalania winy na innych); ja to mam pecha – jak inni coś zawalą to im się zawsze upiecze, a jak ja – od razu cały projekt leży; zawsze mówiłem, że ja się do tego nie nadaję.

I jeszcze bardziej spada moja samoocena. Z każdym kolejnym zadaniem rośnie moje przekonanie: znowu coś zawalę.

4. Zwalam winę na okoliczności zewnętrzne

Chyba najrzadziej stosowane, ale jednak. Mieliśmy pecha; jeszcze nigdy znalezienie błędu nie zajęło mi tak dużo czasu; zabrakło tak niewiele; gdyby nie ten upał (mróz); gdybyśmy mieli więcej czasu, pieniędzy, przestrzeni, komputerów, itp.

Powoduje wrażenie, że nic ode mnie nie zależało. Więc nic nie muszę zmieniać. Zatem nic nie zmieniam. W rezultacie: następnym razem… powtarzam swoją śpiewkę.

Dowcip. Stary, kopę lat! Ale nic się nie zmieniłeś. Robisz te same błędy, co kiedyś.

Jak sobie radzić z porażką? Skutecznie:)

O jaką skuteczność mi chodzi? Chodzi mi o takie podejście, które daje szansę na „wygranie drugiego seta”.  Innymi słowy, akceptuję rzeczywistość (fakt, że poniosłem porażkę), ale:

Patrzę na porażkę jako na szansę do zmiany.

Co się stało to się nie odstanie. Porażka. Inni też ją widzą. Następnym razem będą ode mnie mniej wymagać. Np. łatwiej mi będzie ich przyjemnie zaskoczyć, zdobyć uznanie.

Warto zapamiętać. Wyżej oceniamy tych, którzy popełnili błąd, przyznali się do niego, a potem błąd naprawili i dorzucili coś ekstra „jako zadośćuczynienie za spowodowane niedogodności” – od tych, którzy wszystko od początku do końca zrobili dobrze.

1. Rzeczowo oceniam sytuację

Przyglądam się obiektywnie sytuacji. Nawet, gdy poszło beznadziejnie to na pewno było coś się udało, coś zostało zrobione dobrze. Pytam o opinie innych. Chcę mieć wiele różnych perspektyw. Proszę o szczerość – mówię o tym, że chcę się uczyć na błędach, ale sam nie jestem obiektywny.

2. Ustalam co było dobre, co akceptowalne, a co nieakceptowalne

Rozbijam całość na mniejsze cegiełki: np. kolejne etapy projekty, albo osobno oceniam różne produkty projekty, albo pojedyncze cechy produktu. Ale też “odsiewam ziarno od plew”: sprawdzam co było dobre, co takie sobie, a czego się naprawdę wstydzę.

3. Podejmuję decyzję: co następnym razem zrobię inaczej

Bazując na pkt. 2 powyżej oceniam swój wkład w najgorszy element (chcę udrożnić „najwęższe gardło”). Szukam swojej odpowiedzialności za ten najgorszy element. Nie uciekam w wymówki typu: „iksiński zawalił” albo „gdyby igrekowski zrobił”. Nawet jeśli rzeczywiście główny problem polegał na tym, że „iksiński zawalił”, a „igrekowski nie zrobił” – to zastanawiam się jak ja mogę temu zapobiec następnym razem.

Jak sobie radzić z porażką? Pamiętać, że…

Pamiętać należy, że od decyzji do wdrożenia droga często bywa daleka. Dość często zaczyna się od „mocnego postanowienia poprawy”… i na tym postanowieniu się kończy. Zaczyna się nowe zadanie, a ja… wkraczam na „utarte ścieżki” – polecam tekst Czy jesteś automatem?

Bywa też i tak, że pamiętam o swojej decyzji, ale ponieważ nie od razu wszystko mi się udaje tak jakbym chciał, spada mi motywacja… i rezygnuję. Polecam ćwiczenie „podróż do przyszłości w opcji – co będzie, gdy tego nie zrobię”, o której piszę w tekście: Brak Ci motywacji?

Komentarze

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *