Jesteś niedouczony

To komunikat, którego nie lubię. Dlaczego? Bo neguje mój status. I automatycznie reaguję jedną z reakcji: atak, ucieczka lub podlizywanie się (u gadów pojawia się zastygnięcie w bezruchu -> Chcesz być jaszczurką?). Dopiero potem zdaję sobie sprawę z tego, że pojawił się strach przed utratą statusu, odrzuceniem. Pojawia się złość, gniew, agresja. I to wszystko jest OK – mam prawo to odczuwać. Emocje, jako takie, są moralnie obojętne -> Emocje, cz.1. Nie jest moralnie obojętne jednak, co zrobię pod wpływem tych emocji. To ja (i tylko ja sam) odpowiadam za swoje emocje -> Emocje, cz.4. Na koniec - gdy mózg racjonalny dojdzie do głosu - pojawia się refleksja, że niepotrzebnie tak się zachowałem.

W tym tekście nie chcę się jednak zajmować sposobami na panowanie nad swoimi emocjami – pisałem na ten temat już dość dużo. Chcę się obiektywnie – bez emocji:) – przyjrzeć istocie stwierdzenia „jesteś niedouczony” oraz idealnej, racjonalnej reakcji na takie stwierdzenie.

Jeśli ktoś Ci mówi „jesteś niedouczony” – ma rację

Nie chcesz się z taką tezą zgodzić? Oburzyłeś / oburzyłaś się na mnie? Przecież Cię nie znam, nie wiem w jakiej dziedzinie i jak świetnym jesteś ekspertem, nie wiem kto tak do Ciebie mówi i (mimo to) śmiem twierdzić, że ten … ktoś – ma rację? Tak właśnie twierdzę. Przeczekaj, proszę, swoją emocjonalną reakcję (jeśli się pojawiła), a potem… czytaj dalej. Może się ze mną zgodzisz?

Istota stwierdzenia „jesteś niedouczony” zawiera przecież, tak naprawę, informację: „nie wiesz wszystkiego na ten temat”.  I takiemu komunikatowi nikt rozsądny nie zaprzeczy. Nawet jeśli jestem ekspertem najwyższej światowej klasy, siedzę w temacie od kilkudziesięciu lat, śledzę najnowsze odkrycia w mojej dziedzinie – to nie mogę powiedzieć, że „wiem wszystko”. Nawet w kontekście „wszystko, co ludzie na ten temat odkryli” – bo może właśnie ktoś coś nowego odkrył (nawet o tym gdzieś napisał), ale ja jeszcze tam nie dotarłem.

Skąd się więc bierze moje oburzenie?

Reakcja oburzenia bierze się z mojej oceny osoby (patrz -> Ocenianie innych, cz.1) , która taką opinię wypowiada. Przecież gdyby ją wypowiedział ktoś, kto (w mojej ocenie) jest większym ekspertem niż ja – to najprawdopodobniej bym go spokojnie wysłuchał dopytując, gdzie widzi braki w mojej wiedzy. Natomiast jak mi to zarzuca ktoś (moim zdaniem) kto wie na dany temat dużo mniej ode mniej (lub wręcz prawie nic) – to się obrażam: „jak on śmie mnie pouczać”.  I znowu moje oburzenie jest nieracjonalne. A niby dlaczego nie może się zdarzyć, że ktoś kto mało wie na dany temat nie dotarł przypadkiem do jakiejś (nawet pojedynczej) informacji związanej z tym tematem, do której ja nie dotarłem? Mogło się tak zdarzyć? Mogło. Ale jest to bardzo mało prawdopodobne? Jest. Jednak nie jest wykluczone? Nie jest. Więc: co powinien zrobić człowiek racjonalny?

Co robić?

Jeśli ktoś stwierdza – przecież zgodnie z prawdą – że nie wiem wszystkiego: pytam o konkrety. Czego konkretnie nie wiem? Chętnie się tego nauczę. Pytam z ciekawością i radością – może właśnie dostałem dar: ktoś mi pomoże poszerzyć moją wiedzę. Że najczęściej poucza mnie ktoś kto nie ma racji? Podaje swoje przekonanie jako dowód na to, że on wie lepiej? I co z tego? Jeśli np. dotąd spotykałem głównie ludzi mało inteligentnych to muszę każdego traktować jak idiotę? Przecież istnieją ludzie inteligentni, w tym dużo inteligentniejsi ode mnie. Ale jeśli będę ich traktował jak idiotów – nie będą chcieli utrzymywać ze mną kontaktu. Wtedy rxeczywiście będę miał do czynienia tylko z ludźmi mało inteligentnymi. A w praktyce: nikt nie będzie chciał ze mną utrzymywać relacji – nawet mało inteligentni ludzie nie lubią, gdy się ich traktuje jak idiotów.

Moje hasło brzmi: „daj mu / jej szansę”. Zanim się oburzysz: wysłuchaj (niezależnie od tego kto zarzuca Ci brak wiedzy).

Gdzie jest haczyk?

Rzecz jasna zastosowanie mojej rady nie jest łatwe. Haczyk tkwi nie tylko w emocjach. Można się przecież nauczyć wykrywać swój wyzwalacz (Emocje, cz.4), przeczekiwać pierwszy impuls do działania (To jest proste).

Większy haczyk tkwi  w moim nastawieniu. Jeśli chodzę w przekonaniu, że „jestem naj…”, że „nie ma nikogo kto wie więcej”, że „jeśli ja nie wiem – to nikt inny nie wie”: to w zasadzie nie słucham innych tylko ich pouczam. A gdy oni próbują mnie pouczać – natychmiast się obrażam.  Więc mam udawać, że nie jestem ekspertem? To byłoby bez sensu. Rzecz w tym, że bycie ekspertem nie oznacza, że muszę wiedzieć wszystko. Prawdziwi eksperci pokazują swoja ekspertyzę w działaniu. Obrażanie się na innych nic nie wnosi. Jeśli ktoś (nie będący ekspertem) obserwuje moją (eksperta) rozmowę z kimś kto mi zarzuca, że mam luki w wiedzy – to ten obserwator dokonuje oceny na podstawie emocjonalnych reakcji: mojej i mojego oponenta. Jeśli ja się denerwuję, a mój oponent jest spokojny – on zostanie uznany za zwycięzcę w tym sporze. Natomiast jeśli ja też jestem spokojny i proponuję jak zweryfikować kto ma rację  – to zawsze wygrywam. Przecież albo mój oponent się zgodzi – wtedy wszyscy zobaczą kto miał rację, albo mój oponent się nie zgodzi i… wszyscy zobaczą, że to on boi się konfrontacji.

A gdyby w tym teście się okazało, że to mój oponent miał rację? Odnoszę ogromną korzyść – przecież ja (ekspert) żyłem w błędnym przekonaniu, które teraz mogę porzucić. Nauczyłem się czegoś nowego. Ale co pomyślą o mnie obserwatorzy? A to bardzo zależy do sposobu w jaki prowadziłem dialog z moim oponentem. Jeśli dawałem do zrozumienia, że tracę czas, bo to przecież ja mam rację, a tu muszę przez tego… typa udowadniać, że „nie jestem wielbłądem” – wszyscy ocenią mnie jako zarozumiałego du.ka. Natomiast jeśli z moich wypowiedzi wynikało, że poszukuję prawdy, gdyż też mogę się mylić (albo nie rozumieć argumentów oponenta) – wszyscy docenią moją otwartość oraz dążenie do sprawdzania faktów zamiast pustosłowia.

Prawdziwy ekspert też się może mylić – ale wtedy szybko przyznaje się do swojego błędu i natychmiast go naprawia. Tą błyskawiczną naprawą pokazuje, że jest ekspertem, a pomyłką pokazał, że jest… człowiekiem. Generalnie: bardziej lubimy „ludzkich” ekspertów niż chodzące ideały.

Namawiam Cię do postawy: jestem ekspertem: wiem dużo, ale nie wszystko. Nawet wtedy, gdy jestem czegoś pewien / pewna – dopuszczam, że mogę się mylić. Powodzenia.

Na koniec: moje doświadczenia z pewnością mojej wiedzy

Zdałem w swoim życiu wiele egzaminów. Również po studiach. Część z nich to były egzaminy testowe. Spośród nich niektóre pozwalały (po egzaminie) sprawdzić, na które pytania udzieliło się niewłaściwej odpowiedzi.

Mam taki swój system, że w trakcie egzaminu notuję sobie na ile pytań udzieliłem odpowiedzi, której byłem pewien na 100%, na ile z szansą 50% (wybór z dwóch), na ile z szansą 33% (wybór z trzech), itd. To mi daje możliwość oszacowania jaki powinien być ostateczny wynik mojego egzaminu.

Porównując moje notatki z ostatecznymi wynikami egzaminów zauważyłem, że zawsze mam więcej niż 50% prawidłowych odpowiedzi dla tych pytań, gdzie swoje szanse oceniałem na 50%, więcej niż 33% dla tych, które oceniałem na 33%, itd.

Uwaga: dla tych pytań, co do których byłem pewien na 100%, że wiem jaka jest właściwa odpowiedź – mam (uśredniony po wielu egzaminach) wynik 95%. Czyli w  5% przypadków myliłem się sądząc, że wiem coś na pewno. Polecam pod rozwagę.

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *