Komunikacja, a zmiana

Komunikacja, a zmiana
Komunikacja a zmiana? Trafiłem kiedyś na cytat z Konrada Lorenza. Nie pamiętam już gdzie. Gdy dzisiaj próbowałem ten sam cytat ?wygooglać? ? nie umiałem go znaleźć. Ale cytat pamiętam. Mam go zapisany jako dokument, a także wydrukowany i leżący pod ręką. Po co? Aby do niego wracać, cieszyć się jego mądrością i próbować zgłębiać jego sens.

Dla mnie ten cytat ma ogromną wartość zarówno w kontekście obserwacji jak wygląda komunikacja międzyludzka, jak i w sytuacji, gdy zmiana kontekście trudności w przeprowadzaniu zmiany.

Poniżej serwuję ten cytat w kawałkach (jako śródtytuły) i dodaję swój komentarz. Licząc na to, że Ty, Drogi Czytelniku, dodasz swój.

Powiedziane nie jest jeszcze usłyszane

Ile razy zdarzyło mi się, że nie słyszałem co do mnie mówiono? Setki, tysiące? I nie zawsze dlatego, że ktoś powiedział zbyt cicho. Albo, że wokół był zbyt duży hałas. Bardzo często po prostu dlatego, że nie słuchałem. Niby byłem, ale tylko ciałem: a mój duch (umysł) był gdzie indziej. A ile razy nawet słyszałem, ale chwilę potem o tym zapomniałem?

To dlaczego denerwuje mnie, gdy żona po raz trzeci pyta o to samo? Ona nie ma prawa nie słuchać? Skąd założenie, że jak ja coś powiem: to klękajcie narody🙂

Teraz chyba rozumiem skąd się biorą stwierdzenia: coś powiedziane dwa razy jest trzy razy bardziej skuteczne, a powtórzone trzy razy jest sześć razy bardziej skuteczne.

Coaching uczy uważnie słuchać. Bez tego nie ma mowy o pomaganiu innym.

Usłyszane nie jest jeszcze zrozumianym

Ile razy wydawało mi się, że coś usłyszałem, a potem okazywało się, że mówiący powiedział coś innego? A ile razy zrozumiałem całkiem opacznie jego wypowiedź?

Skąd się to bierze? Częściowo pewnie z nieuważnego słuchania: umysł trochę słucha, a trochę błądzi gdzie indziej. Czasem z powodu braku wiedzy: ktoś powiedział laikiem, a ja zrozumiałem lajkonikiem. Zdarza się, że nie zrozumiałem, bo było to niezgodne z moim przekonaniem (które uważam za prawo przyrody): ktoś mówi o lewitacji, a ja przestaję słuchać, bo to bzdury. I nie mam szansy zrozumieć, o co rozmówcy chodziło. Czasem powodem jest zarozumiałość: uważam, że lepiej znam temat od rozmówcy więc puszczam mimo uszu, gdy mówi coś, co się nie zgadza z moim stanem wiedzy. Pewnie może być więcej powodów, że usłyszałem, ale nie zrozumiałem albo zrozumiałem inaczej:)

Co robić? Dokładnie to co zaleca coaching. Upewniać się u źródła (u rozmówcy), czy dobrze zrozumiałem to co on powiedział. Najlepiej oddając sens jego wypowiedzi swoimi słowami.

A teraz odpowiedz sobie uczciwie: jak często to robisz? Czy nie przystępujesz raczej od razy do riposty? Z praktyki wiem, że nawet, gdy całkowicie nie zgadzam się z moim rozmówcą to upewnienie się, że dobrze zrozumiałem co powiedział stwarza przestrzeń do dalszej dyskusji. W odróżnieniu od prostej konkluzji: Nie masz racji.

Zrozumiane nie jest jeszcze tym, z czym się zgadzamy

Właśnie. Nawet, gdy coś dobrze zrozumiem (a wiem, że dobrze, bo się upewniłem u źródła): to niekoniecznie się z tym zgadzam. Ktoś mi mówi, że najlepszym sposobem na odchudzanie się jest mniej żryć. I ja to rozumiem. Ale się nie zgadzam: bo uważam, że lepszym jest więcej ruchu i mniej żryć. Albo nie zgadzam się, że to ja mam mniej żryć. Czyli: to jest dobry pomysł dla innych, ale niedobry dla mnie.

I coaching uczy szanowania również takiej niezgody. To Klient wie najlepiej, w co wierzy i co Mu może pomóc. Ma prawo do niezgody nawet na ogólnie panujące przekonania. On jest inny i to jest Jego prawo.

Ale załóżmy, że się akurat zgadzam z tym co usłyszałem.

To z czym się zgadzamy nie jest jeszcze zastosowanym

Niestety. To co zaakceptowałem swoim umysłem (komunikacja), a praktyka mojego postępowania (zmiana) to często dwie różne sprawy. Tak, zgadzam się, że najlepsza dieta to więcej ruchu i mniej żryć.  Ale przecież: nie mam czasu, mi się nie chce, lubię dobrze zjeść, jest fajny film, itp., itd.

Co się robi w coachingu? Pyta się Klienta: jak to wdrożysz? I Klient coś planuje, zapisuje, opowiada coachowi. A potem będzie się starał tego trzymać: dla siebie samego, ale też trochę dla coacha. Bo coach Go wspiera i trochę będzie wstyd powiedzieć coachowi, że się nie  wywiązało ze swoich własnych planów.

A więc udało się. Całe dwa tygodnie od ostatniej sesji ciężko pracowałem. Można świętować? Można. I warto. I trzeba pamiętać, że

Od zastosowania czegoś raz czy drugi jest jeszcze daleka droga do stałej praktyki

Często jest tak, że raz się uda, a dwa razy nie. I taka jest praktyka, gdy wprowadzamy w naszym życiu jakąś zmianę. Warto wiedzieć, że wszyscy tak mają. I się nie przejmować chwilowymi:) trudnościami. Zazwyczaj jest tak, że na początku jest gorzej niż było: już nie stosujemy starych metod żywienia, ale jeszcze nie umiemy stosować nowej strategii mniej żryć.

Dodatkową trudność stanowi otoczenie. Ze swoim szufladkowaniem , a więc z pamięcią o tym jacy byliśmy przed zmianą. I te wredne osoby nie zauważają, gdy mi się uda mniej żryć, ale do razu widzą, gdy jem jak zwykle: ten to potrafi zjeść. Rzecz jasna, średnio to motywuje do dalszych wysiłków. Ale wiesz co? Oni nie robią tego złośliwie. Po prostu wszyscy tak mamy: nie dostrzegamy faktów, które burzą nasz uporządkowany (zaszufladkowany) świat. Ale dostrzegamy te, które nasz (jedyny słuszny) obraz utwierdzają.

A coach? Coach wie nad czym Klient pracuje. I wie o niebezpieczeństwach. Daje więc uznanie, za każdy sukces. I przypomina, że upadki są częścią procesu.

A Ty co sądzisz o cytacie  Konrada Lorenza? Zgadzasz się? Masz jakiś dodatkowy komentarz?

A może nie zgadzasz się z moimi komentarzami? Napisz o tym, proszę. Może nawet zaczniesz od upewnienia się, czy dobrze mnie zrozumiałeś?

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *