Ocenianie innych, cz. 1

Ocenianie innych
Jak działa ocenianie innych? Ile czasu potrzebujesz, aby wyrobić sobie zdanie o kimś kogo pierwszy raz spotkałaś?

Ile czasu zajmuje ocenianie innych? Kilka godzin, kilkadziesiąt minut, kilka minut? A może klika sekund? Na pewno więcej?

Już dość dawno temu odkryto, że nasz mózg wyrabia sobie zdanie na temat innych osób w ciągu zaledwie kilku sekund. Najczęściej pada liczba … 7 sekund. Czytałem też o tym, że ten czas zależy od kultury/klimatu. Podobno w krajach o klimacie cieplejszym może wynosić nawet 4 sekundy; tam, gdzie jest raczej zimno – do kilkunastu sekund.

Masz problem z zaakceptowaniem tych faktów? Uważasz, że Ty tak nie robisz? Jest wielce prawdopodobne, że tak właśnie robisz. I nie ma nic dziwnego w tym, że o tym nie wiesz. Twój mózg (Twoja podświadomość) robi to za Ciebie bez Twojego świadomego udziału. Jest to część strategii naszego mózgu, który “uważa”, że w braku faktów lepiej mieć coś niż nic. W (odległej) przeszłości  chodziło głównie o stwierdzenie „czy trzeba się bać?”. Ci którzy nie dość szybko umieli sobie na takie pytanie odpowiedzieć … mogli nie dotrwać do dzisiaj. A zatem my jesteśmy … potomkami tych, którzy oceniali szybko. Obecnie oceniamy również atrakcyjność i osobowość innych.

Nadal masz wątpliwości? Przypomnij sobie kiedy ostatnio dotarło do Ciebie, że nie lubisz jakiejś osoby, którą dopiero co zobaczyłeś/aś? Albo, że lubisz kogoś „od pierwszego wejrzenia”. Jakie uczucia Ci towarzyszą, gdy widzisz menela zmierzającego w Twoją stronę? Aha. A skąd wiesz, że to menel? Przedstawił się?

Ocenianie innych przeprowadzasz w mgnieniu oka

A co powiesz na odpowiedź: mniej niż sekundę? Teraz to już naprawdę nie wierzysz? Zajrzyj tu: how many seconds to a first impression

Poniżej krótkie podsumowanie powyższego artykułu.

Potrzebujesz dziesiątą część sekundy żeby wyrobić sobie zdanie o innej osobie na podstawie jej twarzy. Wydłużenie tego czasu nie zmienia zasadniczo tego pierwszego wrażenia, a tylko utwierdza Cię w przekonaniu o jego słuszności. Najszybciej oceniasz, czy obiekt jest godny zaufania oraz jaka jest jego/jej atrakcyjność.

Co w tym złego?

OK. A więc oceniam szybko. Dużo szybciej niż myślałem. Może nawet szybciej niżbym chciał. Czy jest w tym coś złego? Prawdziwe pytanie brzmi: jak trafna jest taka ocena?

W tekście http://www.sciencedaily.com/releases/2011/04/110415104544.htm opisano eksperyment, gdzie oceniający innych … oceniali również swój stopień pewności tejże oceny. Okazało się, że Ci którzy byli umiarkowanie przekonani iż ich ocena jest właściwa … mieli rację. Natomiast, Ci którzy byli bardzo mocno przekonani o swojej trafności – wcale nie byli bliżej prawdy od „umiarkowanych”.

Wniosek: nawet, gdy oceniamy szybko (podświadomie) to często jest to ocena trafna. I dość często wiemy jak bardzo możemy swojej ocenie ufać. No, chyba, że jesteśmy swojej oceny pewni… właśnie wtedy powinniśmy szczególnie uważać.

Ocenianie? Szufladkowanie!

Spotkałem kogoś nieznajomego. Mam już pierwsze wrażenie. Wkładam tę osobę do jakiejś szufladki w moim mózgu, niech to będzie np. „palant”.

Teraz pojawia się problem. Jak często się zastanawiam, czy moja ocena jest trafna? Niezbyt często? Rzadko? Wcale? Jeśli się nie zastanawiam, nie podważam od czasu do czasu swojej oceny to mam wszelkie szanse, że będę ją utrwalał. Znowu podświadomie:), będę kolekcjonował wszystkie fakty, które umocnią/wesprą moją ocenę. Np. „palant” nie przepuścił kobiety w drzwiach – a ja myślę: „miałem rację, że to palant: nawet kobiet nie szanuje”. „Palant” kupuje papierosy –  a ja myślę „prawdziwy palant, zaraz będzie zatruwał innych”. Itd.

I co z tego? A to, że każdy fakt mogę zinterpretować na korzyść lub niekorzyść. Jeśli osoba z innej szufladki np. „silny” nie przepuści kobiety w drzwiach – pomyślę „szybki, silny facet: zdążył wejść przed tą kobietą”. Jeśli „silny” kupi papierosy – ja myślę „silny nie przejmuje się żadnymi ostrzeżeniami o skutkach palenia”. Przy okazji może sobie pomyślę, że „silny” raczej nie trafi do szufladki „mądry”, ale to inna historia.

Dochodzi do tego jeszcze wybiórcza percepcja. Gdyby się zdarzył jakiś fakt, którego nie umiem odpowiednio zinterpretować żeby to umocniło moją ocenę „palanta” to najpewniej ten fakt zignoruję. Nie będę o nim za chwilę pamiętał.

Co robić, gdy ocenianie innych szkodzi?

Pilnować się:). Jeśli wybieram się na spotkanie z „palantem” to przypominam sobie jak długo się znamy. Jakie fakty spowodowały, że dostał się do szufladki „palantów”? Za co go lubię? Co musiałoby się zdarzyć żebym przestał o nim myśleć: „palant”? Czy pamiętam takie fakty, które zaprzeczają tezie o „palancie”?

Jeśli spotkam „palanta” przypadkiem? Po pierwszej myśli „o kurde, palant!” robię głęboki wdech, potem wydech… i myślę sobie „daj mu szansę”.

Czy to działa? Niestety, u mnie nie zawsze. Ale próbować trzeba.

Po co przekładać „palanta” do innej szufladki?

Przede wszystkim dla samego siebie. A co jeśli mój „palant” jest naprawdę wspaniałym człowiekiem? A ja go błędnie zaklasyfikowałem, bo miałem gorszy dzień i trafiłem na jego gorszy dzień. Nigdy nie odkryję wspaniałych cech „palanta” dopóki będzie w szufladce „palantów”. Nie zaprzyjaźnię się z nim, nie skorzystam z jego wiedzy, doświadczenia, mądrości. Sporo mogę stracić.

Jest też element związany z faktem, że „palant” podświadomie wie iż ja uważam go za „palanta”. Czuje się więc uprawniony do postępowania jak palant. Przecież żeby nie wiem jak się starał ja i tak tego nie zauważę i on nadal będzie dla mnie „palantem”. To po co on ma się wysilać?

Ale o tym i innych przykrych konsekwencjach szufladkowania … może za tydzień -> ocenianie innych, cz. 2.

A jak Ty sobie radzisz z szufladkowaniem? Nie radzisz sobie? A chcesz sobie radzić? A może nie szufladkujesz? Napisz jak unikasz szufladkowania, proszę.

Komentarze

  1. Dodałabym jeszcze syndrom samospełniającej się przepowiedni. Kiedy szufladkujemy osobę, z którą później jeszcze mamy kontakt, zdarza się, że określony sposób postępowania wobec niej (a zgodny z wydaną przez nas etykietą), sprawia, że ta osoba rzeczywiście zaczyna do tej szufladki pasować. Rzeczywiście, teoria 7 sekund zdecydowanie się zdezaktualizowała, i teraz to już z pewnością jest jedna sekunda. Szufladkuję, niestety, choć staram się tego unikać. Wrodzona życzliwość zdecydowanie mi w tym pomaga. Problem w tym, że jednocześnie przeszkadza w obronie przed szufladkowaniem. Z tym sobie, faktycznie, nie radzę.

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *