Odczuwasz zniechęcenie?

Jestem przekonany, że każdy z nas odczuwa, od czasu do czasu, zniechęcenie. Kluczowe są tu dla mnie dwa elementy: „każdy” (czyli nie tylko ja) oraz „od czasu do czasu” (zatem ten stan nigdy nie trwa wiecznie choć ma tendencje do powtarzania się). Obydwa te elementy stanowią dla mnie pocieszenie, gdy sam w taki stan wpadam (trafiam?). Właśnie: wpadam, czy sam się w niego wpędzam? Skąd się ten stan bierze? Dzisiaj chcę się podzielić swoimi obserwacjami dotyczącymi jednego z mechanizmów jakim można się samemu "wpędzić" w stan zniechęcenia.

Co powoduje, że odczuwam zniechęcenie?

Nie mam na myśli depresji, jakiegoś głębokiego smutku, czy długotrwale obniżonego nastroju. Nie odnoszę się też do sytuacji, gdy spotkało mnie jakieś nieszczęście – wtedy odczuwam smutek, złość, żal, lęk, czasem agresję. Odnoszę się teraz do sytuacji, w której na pozór wszystko biegnie ustalonym rytmem, nic spektakularnego się nie wydarzyło. Ot, codzienna rutyna: czasem zdarzy się coś miłego, czasem… mniej miłego. W sumie nic nadzwyczajnego. Dzień jak co dzień. Aż w pewnym momencie zdaję sobie sprawę, że… nie mam ochoty na nic. Nie chce mi się pracować, ale nie mam też ochoty na jakieś rozrywki, na urlop, czy drobne przyjemności. I, na dobrą sprawę, nie mam pojęcia skąd się taki stan wziął. Gdy się temu bliżej przyjrzałem (bazując też na obserwacjach osób, z którymi pracowałem w roli coacha lub mentora) to zauważyłem następującą sekwencję:

a)      pracuję and czymś ->  widzę postęp -> cieszę się

b)      próbuję przyspieszyć postęp -> zwiększam wysiłek -> poświęcam na sprawę więcej czasu

c)      brakuje mi czasu -> skracam „czasu wolny” ->  rezygnuję z niektórych przyjemności

d)      postęp nie jest tak duży jakiego oczekiwałem -> pojawia się zniechęcenie

Oczywiście, moje obserwacje dotyczą osób, które „pracują nad sobą” i stawiają sobie poprzeczkę coraz wyżej. Czy to już jest niezdrowy perfekcjonizm? Wcale nie jestem tego pewien. Niezdrowy perfekcjonizm byłby na pewno wtedy, gdybym co chwila zwiększał swój wysiłek do momentu aż „padnę”. Ale na pewno trzeba być w tym aspekcie uważnym.

Co robisz?

W sytuacji, gdy delikwent już zdiagnozował u siebie zniechęcenie najczęściej spotykam się z trzema reakcjami:

a)     walka z sobą

To jest postawa: „ja się nigdy nie poddam”. „Tak, odczuwam zniechęcenie, ale to nie spowoduje, że coś zmienię. Będę trwał w swoich działaniach aż osiągnę sukces. Może nawet jeszcze wzmogę swoje wysiłki”. Postawa heroiczna niemalże w swoim samozaparciu, godna podziwu. Ale z drugiej strony… czy na pewno rozsądna? Jaki jest najczęstszy efekt takiego podejścia? „Męczarnie” przez kolejne tygodnie lub miesiące, stan zniechęcenia się pogłębia, postępów brak. W końcu następuje poddanie się, rezygnacja.

b)     poddanie się

„Skoro mi nie idzie i jeszcze mam złe samopoczucie – to rezygnuję”. Wydaje się, że rozsądniejsze niż najpierw walka, a potem poddanie się. W końcu oszczędzam sobie tygodni, czy nawet miesięcy życia w pewnym reżimie pracy, w niezbyt fajnym nastroju. Tylko, czy to jest cała prawda? Czy nie pojawią się myśli: „a może za wcześnie zrezygnowałem?”, „jak z tym sobie nie poradziłem to z innym tematami też pewnie nie dam rady”. Długotrwałe efekty takiej bezpośredniej decyzji mogą być bardzo dotkliwe.

c)      wyjazd na urlop

„Aha, jestem przemęczony – potrzebuję odpoczynku.” Chyba znacznie lepsze niż walka albo podanie się. Nie kończy się rezygnacją. Następuje tylko „zawieszenie” (na pewien czas) pracy and danym tematem. Odrywam się od bieżących problemów. Daję sobie przyzwolenie na odpoczynek. Słucham siebie, akceptuję siebie takim jakim jestem. Wydaje się to  rozwiązaniem najlepszym z możliwych. Ale niekoniecznie. Dlaczego? Bo jeśli nic więcej nie zrobię to – gdy wrócę do swojej rutyny – sytuacja się powtórzy. Poza tym nie zawsze taki wyjazd na urlop – w dowolnym momencie – jest możliwy. Najczęściej nie jest też możliwy natychmiast.

Co działa?

Moim zdaniem najskuteczniejsze jest nie dopuszczanie do zniechęcenia:). Tak, wiem. Trochę za późno na niedopuszczanie do zniechęcenia, skoro zniechęcenie już się pojawiło. Ale w kontekście opisanej powyżej sytuacji oznacza to: powrót do „pierwotnego planu”. Skoro wówczas widziałem postęp, dawało mi to radość i napęd do dalszej pracy – to warto do tego wrócić. Owszem, trochę potrwa zanim dobry nastrój wróci. Ale jest szansa. Można oczywiście ten pomysł połączyć z wcześniejszym wyjazdem na urlop, ale – już w tym momencie – z decyzją, że po powrocie wracam do „pierwotnego planu”.

No tak, ale przecież ten „pierwotny plan” niekoniecznie jest perfekcyjny. To prawda. Ale jak zauważyliśmy „działał”. A nowy plan nie działa. Najpierw wrócę do czegoś co działa, ustabilizuję sytuację, odzyskam dobry nastrój. Potem mogę znowu próbować ten plan poprawić. Ale inaczej niż tym razem – na pewno wprowadzając zmianę mniejszą niż przy poprzedniej próbie. Że taka metoda „prób i błędów” może zająć lata? Może. A masz lepszy pomysł? Tak, można skorzystać z pomocy doświadczonego mentora, który sam przez taki proces przeszedł i z wieloma osobami nad nim pracował, w dodatku czyta literaturę na ten temat. Podobnie jak sportowiec korzysta z pomocy doświadczonego trenera. Ale trzeba pamiętać, że każdy z nas jest trochę inny. To co służy jednemu (lub nawet większości) nie musi posłużyć mnie. Dlatego nawet pod opieką mentora – muszę się obserwować i „uczyć się siebie”. A ten proces może zająć trochę czasu.

Chcesz temat pogłębić?

Jeśli zaintrygował Cię temat perfekcjonizmu (w szczególności niezdrowego) polecam tekst: Jesteś perfekcjonistą?

Nie masz przekonania do idei „nie przyspieszania” pewnych procesów? Zajrzyj do tekstu: Łatwość zmiany i poczytaj o zagrożeniach związanych ze zbyt szybko przeprowadzoną zmianą.

Uważasz, że cały ten tekst nie ma sensu, bo prawdziwym problemem w pracy nad sobą jest sytuacja, gdy nie ma postępu? I takie właśnie sytuacje najczęściej wpędzają w stan zniechęcenia? O tym już trochę pisałem: Jak być konsekwentnym? oraz  jak wytrwać w postanowieniu?

W Twoim przekonaniu lekkie zniechęcenie najczęściej jest lekceważone i przekształca się w stale obniżony nastrój? I to jest prawdziwy problem? Zajrzyj, proszę, do tekstu: Długotrwale obniżony nastrój.

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *