Strata Przyjaciela

Strata przyjaciela

Zdarzyło się kiedyś, że trzy bliskie mi osoby przeżywały bardzo trudne chwile. Wszystkie sytuacje dotyczyły relacji z ważnymi dla nich osobami. Chodzi o stratę Przyjaciela, kogoś ważnego. W jednym przypadku chodziło o śmierć. W pozostałych: o rozstanie z istotną osobą. Z dwiema z tych osób rozmawiałem. Przeżywają ogromny stres. Ten tekst dotyczy trudnych sytuacji. Bazuje na moich osobistych przeżyciach. Ale także na moich doświadczeniach jako mentora, pracującego z ludźmi, znajdującymi się czasem w bardzo trudnych sytuacjach życiowych. Nie posiadam panaceum na pozbycie się bólu. Proponuję jednak kilka refleksji i technik, które pomagają zmniejszyć stres. Albo zapobiegają jego zwiększaniu.

Straciłeś Przyjaciela? Przetrwasz to

Zakładam, że zdarzały się w Twoim życiu trudne chwile. I jakoś to przetrwałeś. Więc zapewne i z tą sytuacją sobie poradzisz. Teraz chodzi o to, aby straty były jak najmniejszeNie neguj bólu, który odczuwasz. Ale też nie rozdrapuj rany, bo wtedy bardziej boli. O tym, jak dbać o siebie w podobnym stanie, napisałem w tekście: długotrwale obniżony nastrój.

Czy strata Przyjaciela jest definitywna?

Śmierć jest definitywna. Choć, z punktu widzenia wiary w życie pozagrobowe: ziemska śmierć nie jest końcem. Dla osób wierzących w nieśmiertelność duszy powinno być to pocieszające. Dla Ciebie nie jest? Przyjrzyj się bliżej swojej wierze.

Rozstanie z osobą, która nadal żyje, nie musi być definitywne. Nawet, jeśli teraz myślisz, że to naprawdę koniec. Po jakimś czasie, możesz zmienić zdanie. I Twój Przyjaciel też może je zmienić. Ta myśl może Ci przynieść dużą ulgę. Zwłaszcza jeśli nadal bardzo zależy Ci na tej relacji.

Uwaga: Kiedy i jak zabiegać o odbudowę relacji, to temat na osobny artykuł.

Opowiedz bliskiej osobie o stracie Przyjaciela

Mówienie o tym, co czujesz, to bardzo skuteczna technika zrzucania z siebie ciężaruGdy dotyczy spraw mniejszego kalibru, nazywam ją upuszczaniem pary. Ale mechanizm zawsze jest ten sam.

Napisz list miłosny

Napisanie listu to inny sposób na zmniejszenie bólu. Pozwala uporządkować różne sfery. Nie wymaga słuchacza. Można taki list pisać po trochu. Poprawiać. Dodawać. Doprecyzowywać. Najważniejsze: aby pisać w nim o dobrych chwilach, dobrych wspomnieniach. Dlaczego ceniłeś Waszą Przyjaźń? Z jakich względów była dla Ciebie ważna?

Taki list może w przyszłości posłużyć do próby odbudowania relacji. Pamiętaj, że strata Przyjaciela nie musi być definitywna.

Ta strata to Jej wina? Odpuść

Obwinianie drugiej strony o zaistniałą sytuację to częsta pokusa. Niestety, takie rozumowanie tylko pogłębia ból. Mnożą się pytania typu: jak on tak mógł postąpić, jak ona mogła, tak mnie osądzić itp. Za każdym razem, gdy zaczynasz takie myślenie, przeżywasz swój ból od nowa. To tak jakbyś ponownie zadawał sobie ranę, którą otrzymałeś. Ale teraz to Ty sam sobie szkodzisz. A jeszcze zwalasz winę na kogoś innego. Im szybciej odpuścisz, tym mniej będziesz cierpieć4 sposoby na odpuszczanie.

Mogłem być dla Niego lepszy? Na pewno

Druga skrajność to obwinianie wyłącznie siebie. Każdy z nas może być lepszy, niż jest. Jednak rzadko bywamy najlepszą wersją samego siebie. Jeśli będziesz surowy dla siebie, będziesz też surowy dla innych. To by oznaczało, że nie będziesz najlepszą wersją siebie. Zatem, w przyszłości nic się nie zmieni. Więcej o tym, że to jak traktujesz siebie, wpływa na to, jak jesteś traktowany, napisałem w tekście: być kochanym.

Strata Przyjaciela może przynieść korzyść

Strata Przyjaciela przyniesie korzyść, jeśli wyciągniesz z niej wnioski dla siebie. To mogą być wnioski dotyczące zmiany, którą wprowadzisz w swoim życiu. Ale mogą być też inne refleksje. Np. o tym, że jesteś silniejszy, niż sądziłeś. Albo bardziej empatyczny, niż dotąd myślałeś.

O przeżywaniu straty napisałem kiedyś po śmierci mojego kota. Nie chcę Cię urazić, ale dla mnie ten kot był Przyjacielem. I dzięki niemu podjąłem pewne decyzje o zmianie w moim życiu: jak przeżywać stratę.

Podobał Ci się ten artykuł? Chcesz więcej? W dni robocze przypominam na LinkedIn (LI) moje najciekawsze/najpopularniejsze artykuły. Jak zacząć mnie obserwować?
Kliknij mój profil na LI, przewiń do Aktywność, kliknij + Obserwuj również (po prawej).
Uwaga: trzeba być zalogowanym do LinkedIn.


Podobał Ci się ten artykuł? Chcesz więcej?
W dni robocze na LinkedIn (LI) przypominam moje najciekawsze/najpopularniejsze artykuły. Jak zacząć mnie obserwować?
Kliknij mój profil na LI, przewiń do Aktywność, kliknij Zobacz wszystko, kliknij + Obserwuj (na prawo od mojego nazwiska).
Jeśli użyjesz aplikacji in: wyświetl mój profil, przewiń do Aktywność, kliknij + Obserwuj również.
Uwaga: w obu przypadkach trzeba być zalogowanym do LinkedIn.

Komentarze

    1. Pani Sylwio,

      Bardzo Pani współczuję. Wydaje mi się, że wiem co Pani czuje.
      W takiej sytuacji nie mam żadnych 'mądrych rad’ jak sprawić, aby ból ustąpił. To zresztą napisałem w artykule.

      Jeśli jest Pani osobą wierzącą pewną ulgą może być nadzieja na spotkanie 'po drugiej stronie’, gdzie nie ma bólu i cierpienia.

      Pozdrawiam

      Krzysztof Skubis

    2. Też miałam przyjaciela. Poznałam się z nim 2 lata temu, w czerwcu 2020 r.

      Jest ode mnie starszy o 34 lata. Ja mam 24 lata, a on ma 58 skończone.
      Wiemy o sobie praktycznie wszystko. Ja o nim, on o mnie. Jest żonaty, ja wolna. Zakochałam się w nim. On oczywiście o tym nic kompletnie nie wie (choć prawdopodobnie się domyślił). Od roku, w każdą sobotę przyjeżdża na kawę. A kilka dni po poznaniu się wdaliśmy się w romans. Kocham go, ale mu powiedziałam, że musimy zakończyć tę przyjaźń.

      On, oczywiście, tego nie chce. Bo wprost powiedział, że byłoby mu wtedy bardzo smutno (ma na imię Rysiek).

  1. Wydawało mi się, że mam przyjaciela od 10 lat. Pojawiła się kobieta, która zabrała mi go w 2 spotkania.

    Kurczę, dlaczego czuję się źle, skoro po tym jak się zachował, wiem, że nie był wart mojej przyjaźni?

    1. Pani Elwiro,

      Szczerze współczuję.
      Myślę (ale mogę się mylić), że Pani złe samopoczucie wynika z tego iż rozczarowała się Pani do obydwu tych osób.

      Być może pojawia się też myśl: 'jak mogłam się zaprzyjaźnić z takim człowiekiem?’ Ale to jest myśl od wewnętrznego krytyka.

      To, że Pani komuś zaufała to Pani zaleta, nie wada. Istotne jest teraz, aby Pani tej pięknej cechy nie zatraciła z powodu jednego człowieka.
      To dopiero byłaby Pani porażka. Gdyby stała się Pani nieufna wobec wszystkich przez jedną (dwie?) osoby.

      Pozdrawiam

      Krzysztof Skubis

  2. Moją 'przyjaciółką’ była od przedszkola. Byłam z inną koleżanką raz w kinie. Ta się obraziła i, tak jakby, zerwała ze mną kontakt. Mimo tego że chodzimy razem do klasy.

    I z inną koleżanką zawarła przyjaźń. Poprzez co mnie ignoruje. Raz jej wszystko wygarnęłam, a ona się w ogóle tym nie przejęła. I tak straciłam swoją przyjaciółkę. Ale jak rozkazywała mi, co mam robić. I chciała abym ja to zrobiła, abym jej zadania robiła. To się nazywa przyjaźń??

    1. Magdo,

      Dziękuję za komentarz. Do przyjaźni trzeba przynajmniej dwóch osób. Przyjaźń jednostronna nie istnieje.
      Z tego co piszesz wnioskuję, że może tylko Ty uważałaś tę znajomość za przyjaźń. Jeśli tak było, to chyba lepiej, że zorientowałaś się teraz niż jeszcze później?

      Pozdrawiam

      Krzysztof

  3. Straciłam przyjaciółkę. Było wszystko dobrze. Byłyśmy nierozłączne. Aż pewnego dnia pojawił się on. Zabrał mi Ją.

    Teraz mnie nienawidzą, a ja zostałam sama. Myślałam, że to na zawsze, ale nie. Nienawidzę go. Gdybym mogła, to cofnęłabym czas i nie zaczęła z nim znajomości. Nienawidzę go, nienawidzę. Jak Ona to skończyła, powiedział mi tylko 'Większego zjeba nie widziałem od 14 lat. Mam nadzieje, ze starzy zrobili cię przez przypadek, zjebie. Tutaj nasza znajomość się kończy. Pa, pa :)’.

    Nie zabolało to aż tak bardzo, jak reszta. Ale teraz czuję, że nie mam nikogo. Niby mam 2 przyjaciółki, ale to nie to samo. Nie wiem jak się pogodzić z Jej stratą. Ponad pół roku temu potwierdzono mi depresję. Myślę, że gdybym nie miała tej choroby, szybciej bym o tym zapomniała. Codziennie płaczę, słucham smutnej muzyki, oglądam moje zdjęcia z Nią.

    Czuję, że się rozpadam. Tęsknię za Nią i dałabym wszystko, żeby wrócić do chwil spędzonych z Nią.

    1. Dzień dobry,

      Dziękuję za komentarz. Myślę, że wiem jak się czujesz. Rozumiem też, że będąc w depresji trudno jest cokolwiek zmienić.
      Proponuję Ci tekst o stopniowym wychodzeniu z marazmu: Jak się otrząsnąć z marazmu

      Pytanie podstawowe jednak brzmi: czy Ty chcesz wyjść z obecnego stanu?

      Czytając Twój komentarz przyszło mi na myśl, że świadomie chcesz się pogrążyć w jeszcze większej depresji. Nie stawiam diagnozy: stawiam pytanie.

      Trzymam za Ciebie kciuki

      Krzysztof

    2. Mam dokładnie tak samo… wychowywałyśmy się razem, traktowałyśmy jak siostry. Obydwie wyciągałyśmy się nie raz z kłopotów. A nagle pojawił się bolec i już mnie zupełnie nie potrzebuje. Jeszcze tak się zmieniła przez niego a ona tego nie widzi… Każdy dookoła widzi okropną zmianę na gorsze… tylko nie ona. Staram się odciąć ale to trudne przez wspólnych znajomych i wieloletnią historię wspólną. Życie byłam gotowa za nią oddać a ona zostawiła tę przyjaźń, która była jedyna w swoim rodzaju jak za machnięciem różdżki bo pojawił się chłopak w dorosłym życiu…

  4. Przyjaźniłam się z moimi przyjaciółkami cztery lata.

    Nagle, obie nie chcą mi już dać ostatniej szansy. Zostałam sama. Bez nikogo. To tak bardzo boli. One się teraz bawią bez mnie. A mieliśmy zawsze, co tydzień nocki. To tak bardzo boli.

    1. Roksano,

      Dziękuję za Twój komentarz. Myślę, że rozumiem Twój ból. Z czasem on osłabnie, a potem całkiem minie.

      Możesz (jeśli chcesz) świadomie przyspieszyć ten proces. Skupiając się na tym, co przed Tobą. I unikając myśli o tym, co już za Tobą.

      Wiem, że to trudne. Ale możliwe. Pytanie podstawowe brzmi: czy Ty chcesz skrócić ten czas cierpienia?

      Pozdrawiam

      Krzysztof

  5. Wiem, że już długo po czasie od wydania, ale ostatnio pokłóciłem się z kolegą w jednej grze, ponieważ nie mogłem już grać. A moi koledzy odrabiali to co 'ukradliśmy w wojnie’ i kiedy przyszedłem, to kazali mi odrabiać to samemu. A kiedy powiedziałem, że to dla mnie za dużo, to wyrzucili mnie z drużyny.

    Kiedy starałem się uświadomić, na spokojnie wytłumaczyć, to pisali że to moja wina. Bo napisałem za nerwowo, że nie dam rady.
    Czy da się to jakoś naprawić?

    1. Mikołaju,

      Dziękuję za pytanie.
      W relacji są zawsze przynajmniej dwie strony. Więc nie ma gwarancji, że jak jedna strona coś zrobi, to na pewno przyniesie to efekt.

      Ale próbować można i trzeba (jeśli Ci zależy).
      Polecam tekst: https://skris.pl/jak-poprawic-relacje/ i postępowanie zgodnie z opisem.

      Powodzenia

      Krzysztof

  6. Straciłam mojego przyjaciela. Traktowałam go jak młodszego brata. Miał 22 lata.
    Zamordowano go tydzień temu i nie umiem się z tym pogodzić. Ja mam 27 lat, rodzinę. Gdyby nie mój syn i Partner: nie wiem co by było 🥺
    Ale ból, poczucie straty, obwinianie się, to moja codzienność.

    1. Chyba rozumiem Twój ból. Współczuję.

      Ale obwinianie się to jest ból, który sami sobie zadajemy. Zacznij świadomie wspominać dobre chwile z tą osobą, zamiast się obwiniać.

      Trzymaj się

      Krzysztof

  7. Straciłam przyjaciela, bardzo mi drogiego. Choć nie odszedł na zawsze, czuję się jakby zamknął przede mną drwi i wyrzucił klucz.

    Fakt, coś zaczęło się psuć kilka lat temu. Z dnia na dzień, z roku na rok, coraz bardziej zaczął się od mnie oddalać. Ale najbardziej bolało mnie za każdym razem kiedy ktoś (czy ja) się pytał kim jesteśmy: odpowiadał zawsze szybko 'tylko kolegami/znajomymi’. A jak spytałam się, czy jesteśmy przyjaciółmi to powiedział 'nie’.
    I to mnie boli, bo zawsze miałam go za przyjaciela, a nawet brata. A kiedy mu opowiedziałam o moich uczuciach, jak się z tym czuję: dostałam tylko w odpowiedzi że dramatyzuję i wszystko to moja wina.

    1. Ana,

      Utrata Przyjaciela zawsze sprawia ból. Każdemu.
      To co możemy w takiej sytuacji robić to odpuścić: sobie i Przyjacielowi -> 4 sposoby na odpuszczanie.

      Jednak często w ramach 'żałoby’ zmierzamy w stronę rozdrapywania ran, obwiniania się, itp. W ten sposób sami siebie ranimy. Wielokrotnie. Moim zdaniem, takiemu 'przeżywaniu żałoby’ należy się aktywnie przeciwstawiać. Jeśli tego nie robisz: jesteś marionetką.

      I świadomie kierować myśli w stronę dobrych wspomnień z zakończonej relacji.

      Pozdrawiam Cię ciepło

      Krzysztof

  8. Straciłam przyjaciółkę, do której czułam tak ogromne przywiązanie. Pomimo, że przyjaźń była internetowa, ale jednocześnie toksyczna.

    Trwała dwa lata. Ona chyba szybko zapomniała, widząc jej nowe towarzystwo. A ja nie umiem się z tym pogodzić. Chciałabym ją zablokować, odciąć się, ale nie potrafię. Bo cały czas mam naiwną nadzieję, że napisze. I że jeszcze wszystko uda nam się naprawić. Wiem, że bezustannie będę porównywać się do jej nowych koleżanek, czy przyjaciółek. Że znów nie będę wystarczająca.

    Mimo wszystko, winy szukam i widzę jedynie w sobie.

    1. Gosiu,

      Dziękuję Ci za podzielenie się swoim bólem. Współczuję Ci.

      Piszesz, że Wasza Przyjaźń była toksyczna. Dla mnie 'toksyczna’ oznacza, że przynajmniej jednej z Was szkodziła. Jeśli tak rzeczywiście było: dobrze, że się skończyło.

      To, rzecz jasna, nie zmniejsza bólu. Ale (ciągle pod warunkiem, że chodziło o 'toksyczny’ związek) to jest ból 'ozdrowieńca’.

      Zachęcam Cię, żebyś pogodziła się z tą stratą. I pocieszała myślą, że właśnie zdrowiejesz. I, w miarę możliwości, unikaj wracania do przeszłości związanej z tą relacją.

      Może zajrzyj do tekstu: jesteś marionetką?

      Pozdrawiam Cię ciepło

      Krzysztof

  9. Prawie 12 lat temu poznałem dziewczynę, która stała się moją przyjaciółką.
    Podkochiwałem się w niej od samego początku. Ale wyjaśniliśmy sobie już dawno te sprawy, że z jej strony to tylko przyjaźń. Przez te wszystkie lata mieliśmy kontakt tel./sms non stop. Często się spotykaliśmy na jakieś 'piwo’. Zdarzały się wyjazdy, w większym gronie, na jakieś weekendy, itd. Przeżyliśmy przez te 12 lat dużo różnych rzeczy zawsze mogąc na siebie liczyć.

    Ostatnio ona poznała faceta. I kontakt, jakby z dnia na dzień, się urwał. Życzę jej jak najlepiej. Trzymam kciuki żeby ułożyła sobie życie.

    Ale strasznie się boję straty tej relacji. I przeżywam ogromny ból z tego powodu. Nie wiem jak sobie z tym poradzić.

    1. Arturze,

      Dziękuję za komentarz. Ból po stracie występuje zawsze. Z drugiej strony: z czasem ten ból słabnie.

      To co możesz robić, to wpływać na to w jakim tempie ten ból maleje. O tym jest trochę ten artykuł.

      Wybierz dla siebie to, co Ci służy. Unikaj tego, co Twój ból powiększa. Można sobie radzić z natrętnymi myślami: https://skris.pl/jestes-marionetka/

      Pozdrawiam

      Krzysztof

  10. Moja przyjaciółka wyprowadziła się z mojego miasta, zmieniła szkołę i straciłem z nią kontakt.
    Nie mam pojęcia jak go odnowić.

    W szkole ogólnie jestem popychadłem i kurwa nie wiem jak to zmienić.

    Mam dużo znajomych, ale żadnego prawdziwego przyjaciela. Odwrócę się na chwilę, a ona obgaduje mnie za plecami. I wytyka wszystkie wady z dużą koloryzacją.
    Cała moja klasa, w sumie szkoła, to debile. Tam nie da się zwyczajnie pogadać lub spotkać z kimś.

    1. Dziękuję za zaufanie Max,

      ja bym poszukiwał tej przyjaciółki przed media społecznościowe: facebook, itp. Jak znajdziesz osobę o takim nazwisku to po zdjęciu pewnie poznasz. W razie czego możesz dopytać, czy to Twoja przyjaciółka.

      Bycie popychadłem na pewno jest bolesne. I nie jest to Twoja wina. Pewnie wpadłeś w tym środowisku w rolę 'czarnego charakteru’ (zajrzyj do tekstu: Role jakie odgrywam). Przy czym istotne jest, że to się dzieje tylko 'w tym środowisku’. Myślę, że raczej chodzi o klasę niż o całą szkołę. Przyjrzyj się temu bliżej. W jakich innych grupach się obracasz? Jakie tam masz role? Zobaczysz, że w różnych środowiskach pełnisz różne role. To powinno Ci dać perspektywę. I większy spokój.

      A w środowisku klasy możesz powalczyć o rolę 'trefnisia’ (jeśli uznasz to za właściwe): opowiadać dowcipy, obracać wszystko w żart. Z 'czarnego charakteru’ chyba najłatwiej przejść do roli 'trefnisia’.

      Trzymam za Ciebie kciuki

      Krzysztof

  11. Miałem przyjaciela, z którym dogadywałem się od 2 klasy. Było dobrze, aż poznaliśmy inną osobę.

    Na początku była miła. Ale powoli zabierała mi mojego najlepszego przyjaciela. Ja nawet o tym nie wiedziałem.

    Codziennie nie mogę tego zapomnieć. Dalej chodzę z moim byłym przyjacielem do klasy. I nie mogę o tym zapomnieć. Często graliśmy w cs i inne gry.

    Teraz muszę to robić sam i jest mi bardzo smutno.

    1. Dziękuję Ci, że podzieliłeś się swoim smutkiem.

      Może warto porozmawiać z tym 'byłym przyjacielem’ o tym, że chciałbyś z nim spędzać więcej czas i np. czasem pograć w cs. Zdarza się, że relacje się pogarszają przez nieporozumienia.

      Trzymam za Ciebie kciuki

      Krzysztof

  12. Dzisiaj powiedziałam swojemu 'przyjacielowi’, że nie chcę go znać, ponieważ uważał, że cięcie się jest normalne. I, że osoby, które pokazują miejsca intymne są słodkie.

    Zaczęłam mówić, że przekroczył granice. Ale ten na to: 'każdy ma swoje zdanie’. I wtedy powiedziałam, że mnie denerwuje. I wolę byśmy się nie przyjaźnili.

    Nie wiem, czy dobrze zrobiłam.

    1. Doroto,

      Dziękuję za komentarz.

      Twój Przyjaciel ma rację: ludzie się różnią, mają różne opinie.
      Ty też masz rację: chcemy, aby osoby bliskie podzielały nasze wartości.

      Najczęściej dopiero w sytuacji konfliktu orientujemy się, że druga osoba ma inne wartości.
      Czy dobrze postąpiłaś? Nie wiem. To zależy od tego co jest dla Ciebie ważne.

      Ja bym to sobie jasno uświadomił: na jakie różnice mam zgodę, a gdzie jest granica, której nie przekroczę. A potem porozmawiał z Przyjacielem: jak On to widzi.
      Może się okazać, że Wasz konflikt był nieporozumieniem. Moim zdaniem, warto to sprawdzić.

      Trzymam za Was kciuki

      Krzysztof

  13. Miałam przyjaciółkę od przedszkola. Potem dołączyła do nas jeszcze jedna przyjaciółka.

    Ta z którą przyjaźniłam się od przedszkola, ta pierwsza: czułam, że się ode mnie oddala. Byłyśmy nierozłączne, a zaczęłam czuć, że ta nowa chce mi ją odebrać. Nie pokazywałam tej przykrości, bo nie chciałam stracić przyjaciółek. I zależało mi na nich. Ale, nie ukrywam, że czułam się jak 'ta trzecia’.

    Po trzech latach, ta nowa oskarżyła mnie o coś czego nie zrobiłam. A podkreślam, że nie miała na to dowodów. Zaczęła mnie wyzywać, a potem zerwała ze mną przyjaźń. Potem, ta pierwsza też zerwała ze mną przyjaźń, bo nie chciała się odróżniać od tej co doszła do nas. Doprowadziły mnie do okropnego stanu.

    To było jakiś czas temu, a ja do teraz codziennie płaczę. Nie pokazuję tego wobec innych, ale czuję, że od środka mnie rozwala. Ból się jątrzy, pomimo tego, że wygadałam się już kilka razy bliskim mi osobom. Wiem, że skoro tak mnie potraktowały, to nie były prawdziwymi przyjaciółkami. Ale ciężko jest mi zapomnieć przyjaźń, która trwała ponad 8 lat.

    Przeżyłyśmy tyle wspólnych chwil. Naprawdę czuję się okropnie. Czuję jak kłuje mnie serce. To uczucie jakby ktoś je wyrywał i rozrywał. Mam jeszcze dwie 'przyjaciółki’, które mnie wspierają. Ale czuję, że to nie to samo.

    A najgorsze jest to, że nie chcą mi uwierzyć. Tylko założyły, że ja zrobiłam wszystko co najgorsze. Zrzuciły całą winę na mnie i mnie zostawiły. One są we dwie i się wspierają nawzajem. A ode mnie się dosłownie odwróciły. Zostawiły mnie samą. Niektórzy mówią, że dobrze, że się nie przyjaźnimy. Bo przez nie miałam złą opinię w społeczeństwie. Dlatego, że one są tak jakby popularne w szkole. Ale i tak mnie to boli. Odkryłam jakie są naprawdę i, nawet gdyby błagały, to bym nie zgodziła się znowu być ich przyjaciółkami.

    Ale czuję, że nadal je kocham. A to, że wygadam się komuś, porządnie wypłaczę, to nie pomaga. Albo pomaga, ale tylko na chwilę. A potem jest jeszcze gorzej. Nie wiem czasami, co mam ze sobą zrobić. Patrzą na mnie w szkole jak na obcą osobę. I ja po prostu się rozklejam, kiedy widzę jak świetnie się bawią, śmieją i przytulają we dwie. A kiedyś robiłyśmy to we trzy. One też nie odczuwają takiego bólu, bo są we dwie. A ja w zasadzie, oprócz siostry i mamy, nie mam nikogo komu mogę się wygadać.

    Ciężko mi jest.

    1. Marto,

      rozumiem (tak sadzę) jak Ci jest ciężko. Też przeżywałem różne sytuacje w życiu. W tym rozstania z najbliższymi osobami.
      Mam wrażenie, że masz kłopot z 'odpuszczeniem’ i ciągle wracasz do tej sytuacji. A to nie pozwala na 'zagojenie rany’.

      Sugerowałbym rozważenie wizyty u terapeuty w celu zdiagnozowania, czy jest Ci potrzebna terapia, abyś się z tego wyzwoliła. Ja nie jestem terapeutą.

      Trzymam za Ciebie kciuki

      Krzysztof

  14. Trafiłem w sumie przypadkiem tutaj.

    Moja sytuacja jest nieco inna. Może na początku wyjaśnię, że jestem osobą homoseksualną i cóż.

    Kilka lat temu miałem kontakt z chłopakiem, który mi się bardzo spodobał. Ale zerwał kontakt, ponieważ jego były, za którym podejrzewam tęskni do tej pory, dał mu szansę. A że nasza znajomość trwała ok 2 tygodnie, to wiadomo, co wybrał. Zniknął bez słowa.

    Po 3 latach trafiliśmy na siebie na FB.
    Moja wiadomość przez cały ten czas była w spamie i nie widział, że napisałem kilka lat temu. Okazało się, że z byłym nie wyszło. I zaczął mnie szukać. Ale nawet nie pamiętał jak miałem na imię. Pamiętał jedynie mój wygląd.
    Uważałem, że skoro trafiliśmy na siebie znowu, to że musi się udać. Mamy tę samą pasję i pracę. Nie wyróżniamy się w środowisku, na czym nam obu zależało. I przez pierwsze 3-4 miesiące było spoko! Miłe słówka, małe gesty.
    Ruszyło to jak z kopyta. Wyglądało to, jakbyśmy mieli się ku sobie. I bardzo mi się to podobało. Bo, możesz wierzyć lub nie, ale dla mnie to ideał, którego szukałem od lat.

    Niestety, z czasem kontakt zaczął się sypać. Nie było już miłych słów, przynajmniej z jego strony. Więc i ja je ograniczyłem, ale w środku krzyczałem z rozpaczy.
    W końcu stwierdził, że gdy zaczęło się robić poważnie, to uznał, że to nie to czego oczekiwał od kontaktu. Ja już się wtedy odpaliłem uczuciowo, choć nie powiedziałem mu o tym. Nie chciałem go stracić przez to wyznanie. Wolałem mieć w nim kumpla, choć mu powiedziałem, że jeśli ktoś się znajdzie w jego życiu, to odejdę, bo nie jest mi obojętny.
    Ale cóż, stało się. Uznał, że nie chce mnie ranić sobą. I nie potrafi się przede mną otworzyć, co mnie zabolało. Ponieważ każdy mówi, że: jak można się nie otworzyć przede mną.

    I kontakt się urwał na 2 miesiące. Choć moja rozpacz była ogromna. Tęskniłem za nim każdego dnia. Za tym motoryzacyjnym świrkiem, którym był tak jak ja. Jednym z niewielu homo pracującym w motoryzacji.
    Podjąłem decyzję o wyjeździe z kraju, bo myślałem, że pomoże mi się to z tym pogodzić. Głupi byłem, bo przekorny los sprawił, że ,2 tygodnie przed wyjazdem za granicę, się odezwał. Wiedział, że to przez niego wyjeżdżam. Chciał odnowić relacje koleżeńskie, bo przy mnie mógł być sobą. Myślałem, że jak zacznie się teraz starać to, że może, małymi kroczkami, stopię ten lód, przez który nie mogę się od tylu miesięcy przebić.
    Ale niestety. Kontakt kulał od nowa. Może miesięcy półtora było spoko, że wykazywał chęci. Pewnego dnia przestał pisać odbierać telefony. Po dwóch tygodniach napisał, że nie chce mi dłużej zawracać głowy i ranić swoją osobą. Przyznał, że nie był ze mną szczery od początku znajomości. Ponieważ od kilku lat jest uzależniony od używek i przez to jego dziwne zachowania wobec mnie oraz brak zaangażowania. Przeprosił, życzył mi wszystkiego dobrego i przestał już odpisywać.

    Dałem mu nawet czas do Wigilii. W sumie cały miesiąc, by przemyślał, czy znajdzie w sobie odwagę, by się ze mną spotkać i powiedzieć mi prawdę o co tak naprawdę chodzi. I wiesz co? Do końca liczyłem, że jak będę wracał na urlop z zagranicy, to że on będzie chciał się spotkać. Wyjaśnić, i jak dorośli zakończyć to face to face. A nie przez pieprzony komunikator.

    Nawet życzeń mi nie złożył. Zastanawiam się, jak może spać po nocach. Że tak rok można wyrzucić do kosza. Nie umiem sobie z tym poradzić. Tak cholernie tęsknię! Choć wiem, że to już koniec, to nie potrafię sobie tego przetłumaczyć. Żałuję, że traktowałem go z takim szacunkiem. Że nie pocałowałem jak była na to ochota i nie zrobiłem wielu innych rzeczy. Zbytnio się bałem, że jak zrobię coś nie tak, że jak pocałuje go lub mu powiem, że czuję coś do niego, to że go stracę.

    A i bez tego go straciłem. Stać pod czyimś domem po 13h jazdy i wiedząc, że nawet nie możesz się przywitać, bo pewnie nawet o Tobie nie myśli, to coś strasznego. Boję się, że to wydarzenie zmieni mnie pod względem uczuć do innych. Że będę bał się teraz pokazać, że mi zależy. Że czułość jaką potrafiłem dotychczas obdarzyć drugiego człowieka będzie wzbudzała strach przed przywiązaniem.

    Przepraszam. Wiem, że to nie do końca o przyjaźni. Ale musiałem to z siebie wyrzucić. Ogólnie, na co dzień gram twardego gościa. Ale w środku łzy same leją się po policzkach jak wiesz, że ten ktoś komu byś dał gwiazdkę z nieba, nigdy nie będzie dla Ciebie.

    Choć wszystko wskazywało, że będzie inaczej, to jednak ta strata, a bardziej ta znieczulica z jego strony, boli mnie do szpiku kości.

    1. Dzień dobry,

      dziękuję, że podzieliłeś się swoją historią.

      Proponuję Ci inną perspektywę na to co się wydarzyło.
      A jeśli Twój przyjaciel zrobił to co zrobił naprawdę w trosce o Ciebie? Poświęcił się (i sam cierpi) myśląc, że chroni Cię przed jeszcze większym cierpieniem? Bo sam nie wierzy, że prowadzi sobie z nałogiem. I boi się, że Ciebie też w to wciągnie.
      Co by to znaczyło?

      Myślę, że jesteś wartościową osobą i Twój przyjaciel to dostrzegł. Mam przekonanie, że inni też to dostrzegają. Życzę Ci, abyś spotkał kogoś innego kto dostrzeże jaki jesteś.

      Ja też kiedyś zrezygnowałem z jednej ważnej dla mnie relacji, aby chronić przed moją wybuchowością tamtą osobę.

      Pozdrawiam

      Krzysztof

  15. Trafiłem tutaj, bo właśnie tydzień temu straciłem przyjaciela.

    Po dwóch latach przyjaźni, po pięknych chwilach spędzonych razem. Zacząłem zauważać, że tak naprawdę, mu na mnie nie zależy. Nie wysłuchiwał mojego zdania. Kiedy on coś potrzebował, ja mu zawsze pomagałem. Ale, od czasu do czasu, kiedy ja coś od niego potrzebowałem: już tej pomocy nie było.

    Ale najgorsze było to, że co parę tygodni mnie wyzywał, obrażał. Aż w końcu zaczął mówić, z błahego powodu: obraźliwe słowa, przekleństwa. Zaczął mi mówić, że jestem frajerem, nie mam przyjaciół.

    Piszę ten komentarz, bo potrzebuję pomocy. Bo nadal mi na nim zależy. I w każdy dzień wspominam miłe chwile spędzone z nim.

    Prosiłbym pana o odpowiedź. Dziękuję.

    1. Kamilu,

      dziękuję za zaufanie. Rozumiem (tak sądzę) jak się czujesz.

      Napiszę wprost: nie można nikogo przymusić do przyjaźni, czy miłości. Można próbować na innych wpływać, ale zwyczajowo stosowane metody (komplementy, pomaganie, itp.) najczęściej są nieskuteczne. Jeśli chcesz zawalczyć o tego 'przyjaciela’ zajrzyj do tekstu: Chcesz, aby Cię lubili?

      Napisałem 'przyjaciela’ (w cudzysłowie), gdyż z opisu wcale nie wynika, że to Twój przyjaciel. Raczej, że to osoba toksyczna. Kontakt z taką osobą raczej szkodzi niż pomaga. W przypadku osób toksycznych zaleca się unikanie z nimi kontaktu.

      Wiem, że to będzie trudne. Ale jestem przekonany, że znajdziesz jeszcze w życiu prawdziwych przyjaciół.

      Ja też miałem przyjaciół, z którymi teraz się już nie spotykam. Z jednymi straciłem kontakt, z innymi nie chce się spotykać, bo to nie byli przyjaciele.

      Nic mądrzejszego nie umiem Ci poradzić.

      Trzymam za Ciebie kciuki.

  16. Moja przyjaciółka wybrała inną.

    Znudziłam się jej? Nie wiem. Ale wiem jedno: ból po stracie jest prawdziwy mimo tego, że minęło 6 miesięcy. Cały czas boli tak samo. A nawet gorzej.

    Co zrobić by nie tęsknić?

    1. Iwanko,

      współczuję Ci. Jeśli ból (po 6 miesiącach od straty) jest większy niż na początku, to sugeruje, że za dużo o tym rozmyślasz. Gdy pojawiają się natrętne myśli, związane z tą stratą, warto szukać dla umysłu innego (intensywnego) zajęcia. Zajrzyj np. do tekstu: Jesteś marionetką

      W warstwie głębszej, myślę, że warto sprawdzić, czy potrafisz odpuszczać: 4 sposoby na odpuszczanie

      Trzymam za Ciebie kciuki

      Krzysztof

  17. W ostatnim miesiącu mój kontakt i mojego przyjaciela był slaby. Myślę, że to przeze mnie, bo kiedy on dzwonił, czy chcę przyjść do niego i jego brata często mówiłam, że mi się nie chce. Więc nie spotykaliśmy się jakoś bardzo często.

    Ale tydzień temu kiedy wróciłam do domu on i jego brat chcieli coś pożyczyć od mojego taty. Ale to coś było w garażu, a ja nie miałam klucza, a mój tata spał. Więc powiedziałam że nie mogę im tego dać. On dalej prosił, a jak powiedziałam że 'nie’. To nazwał mnie 'głupią szmatą’ i się rozłączył.

    Następnego dnia znowu dzwonili, ale stwierdziłam, że dlatego że tak mnie nazwał to im tego nie dam. I powiedział żebym się potem nie zdziwiła, jak nie będzie więcej po mnie dzwonił, ani nigdzie zabierał. Bardzo mnie to zabolało. Nie odzywaliśmy się do siebie 2 lub 3 dni. Potem on mnie zawołał i w miarę normalnie gadaliśmy.

    Wczoraj znowu dzwonił, ale tylko dlatego, że coś chcieli. Czuję że go straciłam. I czuję się wykorzystana. Tak jakby zadawał się ze mną, bo mogę mu załatwić różne rzeczy.

    1. Kasiu,

      dziękuję za komentarz. Poruszyłaś bardzo ważny wątek: nasza ocena intencji drugiej osoby.

      To zawsze jest ryzykowne. Nigdy nie wiemy na pewno jakie druga osoba ma intencje. W Twoim przypadku widzę pewną jednostronność ostatniej Twojej oceny: 'czuję się wykorzystywana tak jakby zadawał się ze mną, bo mogę mu załatwić różne rzeczy’.
      Wcześniej piszesz przecież 'kiedy on dzwonił, czy chcę przyjść do niego i jego brata: często mówiłam, że mi się nie chce. Więc nie spotykaliśmy się jakoś bardzo często’. Wygląda na to, że chciał się spotykać bez oczekiwania przysługi z Twojej strony.

      Generalnie, uważam, że warto uświadomić sobie: co powoduje, że ta znajomość jest dla Ciebie ważna? Ale też warto zadać to samo pytanie Twojemu znajomemu.

      Trzymam kciuki za Waszą relację.

  18. Niedawno straciłam kotka. To było w tym roku, w dzień kota.

    Jakiś dupek przejechał ją (zawsze wypuszczaliśmy Mimi samą z domu od kiedy miała 5 miesięcy). Moja mama zobaczyła jak Mimi już miauczała pod drzwiami ok. 1 w nocy, jak ją wpuściła do domu. Miauczała takim dzikim głosem, jak nigdy. Doczołgała się do kuchni i się napiła wody. Później poszła do mojej siostry pokoju. I tam miauczała i miauczała.

    Później już moja mama poszła spać. Ale jakoś około 3 w nocy kotka miauknęła na cały dom. I już szybko mama podbiegła do Mimi. I jak ją pogłaskała to kotka już była cała zimna, tylko miała lekkie drgawki na łapkach.

    ZABIJĘ TEGO GNOJA, KTÓRY JĄ PRZEJECHAŁ. MIMI TO BYŁA MOJA NAJLEPSZA PRZYJACIÓŁKA.

    1. Olu,

      jestem przekonany, że doskonale Cię rozumiem.

      Ja rozstałem się już dwoma kotami, które kochałem i które mnie kochały. W dodatku, musiałem dwa razy podjąć dwie decyzje o uśpieniu (bo cierpiały na przewlekłe chory).

      Starta Przyjaciela zawsze boli. Ale, prędzej czy później to się musiało stać (koty żyją 15-20 lat). Ja mam teraz (od 3 lat) dwie nowe kotki. I znowu się wzajemnie w sobie zakochujemy. Tego Ci właśnie życzę w przyszłości: nowych przyjaciółek.

      Co do osoby, które 'przejechała Twoją kotkę’. Nie masz pewności, czy to było przejechanie. I nie wiesz na pewno, czyja to była wina (może Twojej kotki?).

      Trzymam za Ciebie kciuki, abyś wspominała wszystkie dobre chwile ze swoją Przyjaciółką. Z myślą, że Ona już teraz nie cierpi -> Jak przeżywać stratę.

      Krzysztof

  19. Straciłam niedawno 2 przyjaciółki.

    To strasznie boli, a codziennie muszę patrzeć jak lepiej się dogadują beze mnie. Tak jak bym nigdy nie istniała. Jestem świadoma jak każdy mówi, że czas leczy rany. Ale teraz, dla mnie, oznacza to tylko zwykle powiedzenie. Ludzie zawsze mówili, że przyjaźń w trójkę jest niemożliwa. Nie zgadzałam się z tym aż w końcu zostałam sama.

    Potrzebuję naprawdę dobrych rad jak przetrwać cały rok.

    1. Julio,

      dziękuję za komentarz. Współczuję Ci.
      Artykuł napisałem, gdy sam zmagałem się z podobnym bólem.

      Piszesz, że potrzebujesz 'naprawdę dobrych rad’. Zakładam, że artykuł przeczytałaś. Którą z rad opisanych w artykule wdrożyłaś? Pytam, bo lepszych rad nie mam.

      Jeśli jedna moja rada nie pomogła, może inna będzie w Twoim przypadku bardziej skuteczna. Nie przekonasz się, jeśli nie spróbujesz.

      Pozdrawiam

      Krzysztof

  20. Dziś straciłam swojego przyjaciela, przez to, że zakochał się w jednej dziewczynie. Nasza relacja od kilku tygodniu była niestabilna. Ciągle kłótnie, walczyliśmy o to żeby to przetrwało, ale pożegnał się słowami 'wal się 🖕’. Strasznie zabolało, nie potrafię się pozbierać.

  21. Oliwio,

    współczuję Ci.
    Z drugiej strony: wygląda na to, że Twojemu przyjacielowi brakuje klasy (styl w jakim się z Tobą pożegnał). Więc może lepiej, że to się już stało?

    Jestem przekonany, że znajdziesz jeszcze Przyjaciela, z którym będziesz bardzo blisko. W każdym razie, tego Ci życzę.

    A teraz raczej 'nie rozdrapuj rany’: staraj się myśleć o czymś innym niż Twój (były) przyjaciel. Wtedy ból szybciej zmaleje.

    Pozdrawiam

    Krzysztof

  22. Ja też straciłem przyjaciela. W dzieciństwie był on adoptowany. Wszyscy mu pomagali w szkole podstawowej i na naszym osiedlu. Znałem go od młodych lat. Chodził z moją, o rok starszą, siostrą do tej samej klasy w szkole podstawowej. Jeździliśmy nad rzekę rowerami. Pływaliśmy, robiliśmy sobie foty.

    Jego przybrani rodzice, którzy go adoptowali, mieli już po 82 lata. I zaprzestali oferować mu dach nad głową.

    Moja mama go dokarmiała makaronem przede wszystkim z sosem lub podając rosół. Ja dawałem zupy wojskowe, grochówkę lub z konserwy zupę meksykańską. Ciągle palił papierosy, zawsze je miał, nie wiem od kogo. Ale bardzo był lubiany. A inni też palili jak on. Kiedyś ktoś był agresywny wobec mnie za to, że ja mu pomagałem. Bo on chciał pomóc. Wytłumaczyłem temu człowiekowi, że ja go znam od dzieciństwa i ze szkoły. Wychowywaliśmy się właściwie razem, a on zna go od tygodnia albo dwóch. Ten ktoś jednak był tak niebezpieczny. Robił znak krzyża w powietrzu i mnie przeklinał, wyzywał od Hitlera. Więc poszedłem do siebie.

    Czy warto czynić dobro?

    1. Marku,

      zawsze lepiej czynić dobro niż zło. Niestety, to, że czyni się dobro, nie gwarantuje, że odpłacą nam dobrem.
      Pozostaje kwestia, czy czynić dobro, czy go zaniechać. Ale przecież nie ma gwarancji, że gdy nic nie robisz to nikt Cię nie zaatakuje.

      Dopóki nie mam wystarczająco mocnych przesłanek, że 'moje dobre uczynki’ wywołają 'czyjeś złe uczynki’: staram się czynić dobro.
      Gdy mam takie przesłanki: staram się 'przewidzieć’ jaki będzie wynik końcowy. Czy więcej będzie dobra, czy zła? I odpowiednio działać.

  23. Przyjaźniliśmy się 17 lat. Jako studentki balowałyśmy. Jako młode mamy pomagałyśmy sobie. Jako rozwódki wspieraliśmy się w trudnych momentach.
    Nasze dzieci były dla siebie najważniejsze. Spędzaliśmy razem Święta. Pomagałyśmy sobie zawsze i wszędzie. Przez 17 lat nigdy nie miałyśmy konfliktu.

    Do momentu aż pojawił się 'nowy chłopak’. Wulgarny typ. Jeszcze do tego żonaty. Niestety, zakończyła naszą znajomość pod jego wpływem. Byłam w żałobie.

    Pierwszy raz w życiu bez nikogo. Bo całe dorosłe życie wykluczałam innych. Bo miałam ją.

    Dziś jest lepiej. Ale nie potrafię zrozumieć.

    1. Aniu,

      zrozumienie motywów czyjegoś postępowania to, moim zdaniem, najtrudniejsze zadanie w (każdej) relacji. Nie wiemy, co dana osoba myśli w danej chwili, jakie emocje przeżywa, co zauważyła (usłyszała), a co jej umknęło. Nie znamy (najczęściej) jej systemu wartości, ograniczeń (przekonań) jakie wypracowała, historii jej życia i schematów (także schematów myślenia), które jej wdrukowano w dzieciństwie.

      W bliskiej relacji wydaje nam się, że to wszystko wiemy i stąd szok, zaskoczenie. Ale prawda jest taka, że przyjmujemy takie założenie (wiem jaka ona jest) i ono przeszkadza nam lepiej poznać drugą osobę.

      Zrozumieć znaczy wybaczyć. Ja w to wierzę. Ale 'zrozumieć’ jest bardzo trudno. Dla siebie mam przepis następujący: 'poszukaj takiej interpretacji zachowania drugiej osoby, która wskazywałaby na jej dobre intencje. Z tym pozostań’.

      Pozdrawiam Cię serdecznie

  24. Straciłam przyjaciółkę, Polę.

    Przeszła do innej szkoły, w innym mieście. A teraz nie mogę nawet zasnąć. Bo to była moja najlepsza przyjaciółka.

    1. Kingo,

      rozumiem Twój smutek. Ale nawet najlepsi przyjaciele nie są nam dani raz na zawsze.
      Może ta zmiana szkoły przez Twoją przyjaciółkę to sygnał, aby inną osobę 'awansować’ na najlepszą przyjaciółkę?

  25. Przez 6 lat miałam najlepszą przyjaciółkę. Świetnie nam było w swoim towarzystwie. Śmiałyśmy się i bawiłyśmy. Niczego nie musiałyśmy.

    Miałyśmy pewne problemy z taką jedną dziewczyną, która chciała żebyśmy wszystko zaczęły robić z nią i nie miały swojej dwuosobowej relacji. Potem ta dziewczyna zaczęła mnie odtrącać. Więc przestałyśmy się z nią zadawać. Potem znowu wróciła do nas. Itp. Itp. Ale nawet to nas nie złamało. Cały czas trzymałyśmy się razem.

    Potem pojechałam na wyjazd ze szkoły muzycznej. I nie widziałyśmy się trzy dni. Potem nie przyszłam na koncert, na którym ona była, bo miałam imieniny babci. Następnego dnia, w szkole, cały czas mnie ignorowała. Nie odzywała się do mnie. Uciekała przed rozmową. Potem pisałam do niej: co się stało? Dowiedziałam się tylko, że pomimo ze było nam razem świetnie i bawiłyśmy się itp., zależało nam na sobie, ona napisała mi że nie zachowuję się jak przyjaciółka. Że nie może na mnie polegać. A że jej na mnie zależało. I że to nie wygląda na przyjaźń. I to tyle. Prosiłam o wyjaśnienie. Pisała tylko 'nie chcę z tobą gadać’. I nic się nie zmieniło.

    OKROPNIE za nią tęsknię. Próbuję odzyskać naszą relację. Piszę do niej, itp. Chcę się spotkać. Ale ona się zachowuje jakbyśmy były takimi słabymi znajomymi. Nie siedzi ze mnę. Nie gada. Odpisuje tylko typu 'Ok’, 'fajnie’, 'No tak xd’. Nie odpisuje, gdy piszę o spotkanie. A ja cały czas próbuję ją odzyskać.

    Co mam robić? Nie znajdę drugiej przyjaciółki jak ona. Uwielbiam ją. Kocham po koleżeńsku. Dobrze bawię się i jestem szczęśliwa tylko z nią, moją byłą najlepszą przyjaciółką.

    Proszę, powiedz: co mam zrobić?

    1. Rito,

      dziękuję, że dzielisz się swoją historią. Współczuję Ci.
      Mam przekonanie, że nastąpiło między Wami nieporozumienie. I to jest, niestety, bardzo częste źródło pogorszenia relacji. I wtedy może pomóc szczera rozmowa.
      Skoro Twoja przyjaciółka odmawia nawet wysłuchania Ciebie, to ja bym się zastanowił, czy rzeczywiście jest to Przyjaciółka. Przyjaciel to ktoś komu zależy na drugiej stronie, na relacji. Kto dopuszcza też, że ta druga strona mogła popełnić błąd (choć to chyba nie Wasz przypadek). Ktoś, kto stara się coraz lepiej rozumieć swojego Przyjaciela.

      Czy na pewno chcesz relacji z osobą, która nawet nie chce Cię wysłuchać w tak ważnej sprawie? Wygląda na to, że mają się liczyć tylko jej potrzeby, a Twoje nie są istotne. To nie wróży dobrze żadnej relacji.

      Zgadzam się z Tobą, gdy piszesz że 'nie znajdę drugiej przyjaciółki jak ona’, gdyż uważam, że znajdziesz lepszą. Taką, która będzie brała pod uwagę Twoje uczucia i Twoje potrzeby (a Ty będziesz brać pod uwagę Jej emocje i potrzeby).

      Tego Ci życzę z całego serca.

      Krzysztof
      PS. Zajrzyj też może do tekstu: 4 sposoby na odpuszczanie

  26. Cześć,

    zajrzałem tutaj, bo też mam problem. Trwa to już 3 lata. Byłem z nimi na wspólnym wyjeździe. Na powrocie doszło do trudnej sytuacji, w której powiedziałem kilka słów za dużo. Nie zachowałem się jak mężczyzna. Po ponad roku braku kontaktu, byłem u nich bez zapowiedzi, bo mnie męczyło, musiałem pojechać, choć bez pewności, czy ich zastanę. Przyjęli mnie jakoś. Potem spotkaliśmy się w zeszłym roku na urodzinach u wspólnego, choć mojego byłego, Ziomka na urodzinach. Tam dostałem do zrozumienia od nich, że raczej nici.

    Boli do dziś jak cholera.

    1. Michale,

      dziękuję za komentarz.
      Sądzę, że nadal boli, bo wracasz do swojego błędu. Czy w czasie tej wizyty 'bez zapowiedzi’ przeprosiłeś za swoje zachowanie? Zgodnie ze schematem: jak przepraszać?

      Jeśli 'nie’: uważam, że warto to zrobić, aby sytuację oczyścić. Nawet, gdy tego nie uznają za wystarczające. Będziesz wtedy wiedział, że temat zamknięty.

      Jeśli 'porządnie’, przeprosiłeś, a jednak odpowiedź brzmi 'nie’: to temat już jest zamknięty. I nie warto do niego wracać.

      W ramach wspomnień skup się na dobrych momentach Waszej znajomości. Lepiej się cieszyć, że coś dobrego Cię spotkało niż rozpaczać, że się skończyło.

  27. Jak mogę pomóc mojej córce? Jej najlepsza przyjaciółka była/jest córką mojej byłej najlepszej przyjaciółki, która nie ma ochoty na utrzymywanie kontaktu ze mną. Jest obrażona, nie chce rozmawiać. Żadna próba rozmowy nie działa, wymyśliła sobie mnóstwo absurdalnych historii i tego się trzyma. Nie ma szans na konfrontację, wyjaśnienie tych wszystkich rzeczy. Córka też nie ma możliwości kontaktu ze swoją przyjaciółką. I o ile ja przetrwam zakończenie tego związku, martwię się o córkę. Co robić? Jak jej to wszystko wytłumaczyć, nie mając żadnych konkretnych argumentów?

    1. Emmo,

      dziękuję za zaufanie.
      Nikogo na siłę nie zmusisz do kontaktów. A tym bardziej do przyjaźni. Jeśli nadal dobrze życzysz „byłej najlepszej przyjaciółce” – po prostu uszanuj jej postawę. To będzie też zdrowsze dla Ciebie.

      Co do córki. Piszesz „też nie ma możliwości kontaktu”. Brzmi dziwnie. Czyżby nie posiadała telefonu, dostępu do mediów społecznościowych?
      Wygląda na to, że córka „przyjaciółki” nie ma ochoty na te kontakty. Może to jej matka „jaj zabroniła”? Tego nie wiemy.

      Co można powiedzieć córce? Że ludzie są niedoskonali, popełniają błędy, osądzają. I nawet mając dobre intencje można kogoś skrzywdzić.
      Wiem, że to bolesne, ale akceptacja tej wiedzy bardzo „odciąża” z myślenia „jak ona tak może…”. Może. I robi. I może nawet myśli, że postępuje właściwie.
      Każdy z nas popełnia błędy, o których później może pomyśli: „jak to możliwe, że tak postąpiłem?”

  28. Straciłam najbliższego przyjaciela i nie potrafię sobie z tym poradzić… Przyjaciela od lat, który był dla mnie jak brat… Nie mogę się z tym pogodzić, bo kto odchodzi w wieku 33 lat we śnie…
    Piszę to by móc się wygadać, by było mi lżej… Bo jak żyć kilka dni po pogrzebie, gdy wiesz, że już go więcej nie zobaczysz, gdy go dotykasz a on się nie rusza… Jestem osobą wierząca i mam taką nadzieję, że kiedyś się z nim spotkam, ale dlaczego nie teraz… Wierzę, że jest mu teraz dobrze, że jest ze swoim najlepszym kumplem, którego pochowaliśmy kilka lat temu… Że byłam jego towarzyszem, powiernikiem, przyjacielem, który spełnił rolę w jego życiu…
    Lecz nie mogę się pogodzić z tą stratą…

    1. Wyrazy współczucia, Aniu,

      też traciłem już swoich Przyjaciół. Potwierdzam, że z czasem ból maleje. A do nadziei na „spotkanie po drugiej stronie” coraz częściej się uśmiecham.

      Dobrze robisz, że dzielisz się swoim bólem. To trochę tak, jakbyś część tego cierpienia zrzucała ze swoich ramion. Rób to częściej, a będzie troszeczkę łatwiej.

      Pozdrawiam Cię serdecznie

  29. Cześć,
    może i minęło sporo czasu od pierwszej publikacji tego artykułu, ale może warto spróbować.

    W wieku 8. (może 9.) lat zmieniłem szkołę. Nikt mnie tam nie lubił, ale z biegiem lat udało mi się zdobyć wielu kolegów i przyjaciela. I wszystko szło pięknie. To była osoba, której mogłem powiedzieć wszystko. Mogłem zawsze zaufać i zawsze robiliśmy wszystko razem.

    Teraz jestem w 8. klasie i mój przyjaciel jakby lubi mnie teraz mniej. A przynajmniej mi się tak wydaje. Zaczął chodzić na imprezy, na które mnie nie zapraszano (dlaczego nie wiem). Zaczął więc zadawać się z ludźmi ze szkoły, którzy chodzili na imprezy. Szczególnie zaprzyjaźnił się z jedynym kolegą Maćkiem, a mnie odstawił mocno na bok. Tak jak kiedyś robiliśmy wspólne wypady, graliśmy w gry, to teraz robi to wszystko nadal. Tylko już nie ze mną. Jestem teraz bardziej drugoplanowym kolegą. A właściwie kamieniem u nogi, bo prawda jest taka, że nie ma innej paczki, z którą mogę się trzymać. Więc siłą rzeczy muszę trzymać się z nimi.

    Mój przyjaciel ciągle mnie teraz krytykuje, co bym tak naprawdę nie zrobił. Ja, na przykład, jestem słaby z angielskiego, on jest za to dość dobry. Kiedyś jak czegoś nie rozumiałem, jakiegoś słówka, to mi tłumaczył. Teraz spotykam się z krytyką i śmiechem, że czegoś nie rozumiem.

    Tak na prawdę Maciek (jak wspomniałem aktualny przyjaciel mojego przyjaciela) jest obecnie dla mnie dużo milszy niż mój przyjaciel. I tak naprawdę tylko on hamuje go kiedy za bardzo mnie krytykuje.

    Nie wiem, czy mój przyjaciel wie, jak się czuję. Nigdy mu tego wprost nie powiedziałem, bo szczerze boję się, że uznają mnie za osobę przewrażliwioną i ogólnie dziwną. Jeżeli macie jakieś pomysły, jak mogę sobie z tym poradzić, to proszę o pomoc (warto wspomnieć, że w Internecie proszę o pomoc w tej sprawie pierwszy raz i długo myślałem czy to zrobić, chociaż problem zauważyłem i byłem pewny już w 7. klasie, czyli niecały rok temu).

    Dobra, wydaję mi się, że to wszystko.

    Pozdrawiam

    1. Ksawery,

      dziękuję Ci za odwagę podzielenia się swoją sytuacją. Mam nadzieję, że samo to przyniosło Ci ulgę.
      Odniosłem wrażenie, że zależy Ci na tym, aby być Najważniejszym Przyjacielem swojego przyjaciela. Przyjrzyj się temu bliżej. Może to zaburza Twoją perspektywę? Ja jestem przekonany, że Przyjaźń oznacza też zostawianie wolności swojemu Przyjacielowi. W tym wolności do wyboru przyjaciela, który dla niego będzie najważniejszy.
      Może Twój przyjaciel lepiej się teraz czuje w towarzystwie Maćka. Ale to nie musi oznaczać, że nie chce być Twoim przyjacielem. Myślę, że warto zadać takie pytanie wprost:
      – Czy nadal jesteśmy przyjaciółmi?
      Jeśli padnie odpowiedź ‘tak’ to możesz dopytać, co w Twoim zachowaniu przeszkadza Twojemu przyjacielowi. A potem powiedzieć, co przeszkadza Tobie w jego zachowaniu.
      A gdy usłyszysz ‘nie’? Wiesz przynajmniej na czym stoisz. I możesz zainwestować swój czas w poznawanie nowych osób. Z czasem, któraś z nich może zostać Twoim Przyjacielem.

      Pozdrawiam i trzymam za Ciebie kciuki

  30. Witajcie,

    mam 13 lat i z własnej głupoty moja najlepsza przyjaciółka po prostu mi napisała 'kończę’.
    Nie wiem, co mam robić. Stresuje się i martwię.
    Wstawałem po to by ona miała dobrze w życiu. Pisałem codziennie i codziennie się martwiłem.

    Co mam zrobić, proszę pana?

    1. Mikołaju,

      dziękuję za zaufanie.
      Dobrze, że dzielisz się swoją historią. Zwykle to pomaga 'zrzucić część ciężaru’.

      Sugeruję abyś zapytał, co naprawdę miała na myśli Twoja Przyjaciółka pisząc 'kończę’. Może też dowiesz się, co sprawiło, że w ten sposób do Ciebie napisała. Może, w emocjach, napisała coś, żeby Cię zabolało, bo sama poczuła się jakoś przez Ciebie zraniona.
      Myślę, że istnieje szansa iż nastąpiło nieporozumienie, które da się wyjaśnić.

      'Storming’ (burza) w relacji to coś normalnego. To takie burze pokazują nam wzajemnie, co jest naprawę ważne dla drugiej osoby. Relacje, w których nie ma burz, nie zasługują (moim zdaniem) na miano przyjacielskich. Nad relacją trzeba pracować, żeby przetrwała i stawała się coraz głębsza. Idea 'drugiej połówki’ to mit (kłamstwo), które bardzo przeszkadza w budowie relacji.

      Jeśli pojawiają się emocje u drugiej strony, to dobry znak. Oznacza, że jesteś dla tej osoby ważny. Dużo gorsza jest obojętność.

      Poruszyło mnie Twoje stwierdzenie 'wstawałem po to by ona miała dobrze w życiu’. Mam wrażenie (sprawdź to sam), że Wasza relacja nie była symetryczna. Ty się 'poświęcałeś’ (tak zrozumiałem) żeby zaspokajać potrzeby Twojej przyjaciółki. To nie jest dobra sytuacja. I ja nie nazywałbym jej przyjaźnią. Przyjaźń jest wtedy, gdy obie strony są równe. I wzajemnie dbają o swoje potrzeby.
      Niesymetryczne 'przyjaźnie’ długoterminowo nie mają szans.

      Daj znać, proszę, jeśli chciałbyś o coś dopytać.

      Pozdrawiam i trzymam za Ciebie kciuki

      Krzysztof

  31. Jest określenie – najlepsza przyjaciółka.
    Skoro coś jest najlepsze, musi być też gorsze. Czy jest też gorsza przyjaciółka? Skoro już nie ta najlepsza, to może nie przyjaciółka, a koleżanka, znajoma?

    Zastanawiam się nad tym i martwię. Jak to tłumaczyć 10-letniej wnuczce, bo jest na etapie zachłystywania się 'najlepszymi przyjaciółkami’, które co jakiś czas się zmieniają. A wnuczka ciężko na to reaguje. Robi się smutna, zamknięta w sobie, niedostępna. Boję się, żeby nie psuło jej to charakteru.

    Jak rozmawiać?

    1. Dzień dobry,

      dziękuję za pytanie.

      Zakładam, że dobrze jest mieć więcej niż jednego przyjaciela. Choćby po to, żeby (jeśli jeden np. wyjedzie) nie zostać bez żadnego przyjaciela.
      'Najlepsza’ oznacza wartościowanie, któremu jestem przeciwny. Wolałbym określenie 'obecnie najbliższa mi’ przyjaciółka. To daje przestrzeń na relację z większą liczbą przyjaciół. Ale też możliwość przesunięcia akcentów. W kolejnym etapie życia może będzie mi się lepiej rozmawiało z kimś innym. I wtedy to ten przyjaciel będzie mi 'najbliższy’.

      Z wnuczką, moim zdaniem, trzeba rozmawiać. Ale delikatnie. Dopytując co się takiego wydarzyło, że nastąpiła zmiana. Z mojego doświadczenia: najczęściej chodzi o rozczarowanie drugą osobą. 'Bo ja myślałam, że…’
      I wtedy jest miejsce na refleksje, że:
      – budowa oczekiwań bez uzgodnienia z drugą sobą jest 'chciejstwem’
      – nigdy nie wiemy wszystkiego o drugiej sobie
      – relacje buduje się poznając się wzajemnie i akceptując swoje ograniczenia
      – duże emocje pojawiają się, gdy dotyczą ważnych wartości – to jest szansa na lepsze poznanie zrozumienie drugiej strony
      – nie istnieje 'druga połówka’, z którą bez wysiłku zawsze się będę dogadywać we wszystkim.

      Mimo, że wnuczka ma 10 lat, to sugerują rozmawiać z nią jak z dorosłą. Żeby poczuła, że jest dla Pani ważna. Że jest partnerem do takich rozmów. A nie dzieciakiem, którego trzeba pouczać.

      Mam nadzieję, że coś wniosłem do tematu. W razie wątpliwości – proszę pytać.

  32. Witam,

    z moją przyjaciółką znamy się rok (poznałyśmy się w pracy), ale przez ostatnie pół roku bardzo się zżyłyśmy. Wiemy o sobie praktycznie wszystko. W pracy współpracownicy wiedzą i widzą, że mamy ze sobą mega kontakt.

    Od jakiegoś czasu wiem, że poznała kogoś i się spotykają. Widzę po niej, że się zakochała. Ja, oczywiście, cieszę się, że w końcu kogoś poznała. Jednak od paru dni widzę zmianę w jej zachowaniu. Mniej ze sobą piszemy (i to znacznie), bo wcześniej pisałyśmy lub rozmawiałyśmy praktycznie non stop (ja też nie chcę się narzucać, bo wiem, że każdy ma swoje prywatne życie i chce poświęcić mu więcej czasu).

    Tymczasem ja od tych paru dni odczuwam lęk i stres. Nie potrafię normalnie zjeść. Jak zjem jeden posiłek, prawie na siłę, to jest dla mnie duży sukces. Nie wiem dlaczego. Tłumaczę sobie, że to przez to, że boję się iż ją stracę. Ale też dla mnie ta zmiana jest drastyczna. Bo wcześniej mając z nią kontakt codziennie prawie przez całą dobę, a teraz obniżyło się to do max paru wiadomości na dzień. I to jeszcze na temat jej nowo poznanej osoby. Przez chwilę też myślałam, że to zazdrość. Ale zazdrość inaczej odczuwam i to nie jest to uczucie (przynajmniej tak mi się wydaje). Być może też za dużo o tym myślę. Ale nie jestem w stanie się zająć czymś innym, bo zaraz do tego wracam. Albo sprawdzam telefon w nadziei, że w końcu odpisze. Nie wiem jak sobie pomóc 😔

    1. Klaudio,

      dziękuję Ci za podzielenie się swoją historią.

      Nie potrafię określić, czy to, co opisujesz to zazdrość, czy inne uczucie. Mam natomiast przekonanie, że Twój stan ma cechy uzależnienia. Uzależnienie jest wtedy, gdy nie potrafisz od czegoś się oderwać, nawet, gdy chcesz to zrobić. A jeśli się oderwiesz to ciągle do tego wracasz, nie możesz się skupić.

      Każde uzależnienie odbiera wolność (decyzyjność, sprawczość). Jest więc niezdrowe. I warto się z niego uwalniać.

      W kontekście: ” wcześniej pisałyśmy lub rozmawiałyśmy praktycznie non stop”.
      To nie jest normalna sytuacja nawet w dobrej głębokiej przyjaźni (miłości). Owszem, na początku znajomości, gdy jesteśmy zafascynowani druga osobą – możemy tak funkcjonować. Ale na dłuższa metę – uznałbym to za niezdrowe (uzależniające). Moim zdaniem, nawet gdyby nie pojawiła się nowa osoba, to (z czasem) intensywność Waszych kontaktów by zmalała. I to jest normalne. Warto to świadomie (intelektualnie) zaakceptować. Choć emocjonalnie będzie to trudne. Wiem: sam też byłem w takiej sytuacji, gdy druga strona chciała zmniejszyć intensywność naszych kontaktów.

      Jeśli mówimy o przyjaźni to dla mnie kluczowa jest rozmowa z drugą stroną. Co mnie boli, co mi dokucza. Z tym, że nie mam prawa niczego „wymagać”. Mogę tylko prosić. Istotą prawdziwej przyjaźni (miłości) jest poszanowanie wolności drugiej osoby. A prośba jest wtedy, gdy z łatwością przyjmuję odmowę (szanuję wolność drugiej strony). W przeciwnym wypadku – było to wymaganie, czyli chęć zaspokajania własnych potrzeb kosztem drugiej osoby. To nie jest przyjaźń (miłość).

      Mam nadzieję, że coś wniosłem.

      Pozdrawiam Cię serdecznie.

  33. Straciłam przyjaciółkę. I to przez własną głupotę.
    Zaczęłam się od niej odcinać. Lecz później zaczęłam działać i starałam się to odbudować.
    Było już świetnie między nami, ale gdy wyprawiam 18, która była tylko dla rodziny. Ale zaprosiłam 3 przyjaciół, którzy do mnie przyjechali, bo chcieli mnie też odwiedzić.
    Gdy ona się dowiedziała napisała mi, że miałam robić tylko dla rodziny. I że mogłam jej powiedzieć, że oni będą. I że jej jest teraz przykro.

    Wiem, głupio zrobiłam. Ale nawet nie miałaby gdzie spać. I też w tym terminie miała obóz.
    Powiedziała mi że zaufałam osobie, którą znam zaledwie rok. A jej nie potrafiłam zaufać i powiedzieć o problemach, przez co czuła się odrzucona.
    Tylko ja jej już kiedyś tłumaczyłam, że z osobami które przechodzą czasem podobne rzeczy co ja, jest mi łatwiej rozmawiać.
    Teraz unika moich wiadomości. I pisała, że nie czuje już takiego flow jak kiedyś.

    Strasznie mi z tym ciężko, bo bardzo długo się znamy. I ciężko mi z tym się również pogodzić i poradzić.

    1. Lauro,

      dziękuję Ci za podzielnie się swoją historią.
      Każdy z nas popełnia błędy. Ale istotne jest jak się po takim błędzie zachowamy.

      Czy przeprosiłaś swoją Przyjaciółkę?
      Z opisu wynika (dla mnie), że wprawdzie poczuwasz się do winy, ale zaraz przechodzisz do szeregu usprawiedliwień. Co, w pewnym sensie, neguje przyznanie się do winy.

      Sugeruję Ci uczciwą rozmowę z Twoją przyjaciółką i przeprosiny zgodne z opisem w tekście: Jak przepraszać (bez powoływania się na okoliczności usprawiedliwiające). Usprawiedliwiać to Cię może Twoja Przyjaciółka, ale nie Ty sama.

      Pozdrawiam Cię serdecznie i trzymam kciuki za dobre przyjęcie Twoich przeprosin

  34. Straciłam przyjaciółkę która popełniła samobójstwo. Wszystko w/w mnie dotyczy w pod każdym względem. Wszystko.

    Najgorsze jest obwinianie się. (…)

    Zbyt dużo myśli, wspomnień, problemy z wiarą, etc. Ech…

    1. Marto,

      dziękuję, że podzieliłaś się swoją sytuacją.

      Każdy jest odpowiedzialny za swoje życie. Twoja przyjaciółka też.

      Nie jesteś niewolnikiem natrętnych myśli o Twojej „winie”. Szukaj raczej dobrych wspomnień z relacji z Twoją Przyjaciółką. W szczególności takich, gdy Jej pomogłaś, wsparłaś Ją, ucieszyłaś, etc. W każdej relacji są zarówno dobre chwile, jak i te trudne. Takie, gdy zachowaliśmy się zgodne ze swoimi wartościami i takie, gdy zachowaliśmy się nie tak jakbyśmy chcieli. Warto to przyznać, z postanowieniem, że następnym razem, chcę coś zrobić inaczej (choć bez gwarancji, bo część naszych reakcji jest odruchowa).

      Szczerze polecam https://skris.pl/4-sposoby-na-odpuszczanie/, jeśli jeszcze tam nie zajrzałaś.

      Pozdrawiam i trzymam za Ciebie kciuki

  35. Straciłem przyjaciela, który popełnił samobójstwo.
    Mam odczucie, że wszystkim ludziom jest to na rękę, że zostałem sam, bez niczyjego wsparcia, przeciwko całemu okrucieństwu ich rodzaju ludzkiego.
    Teraz nie mam wsparcia w nikim. Nawet moja mama mówi mi, że jestem samotny, bo „nie wychodzę do ludzi”, w ogóle ignorując czynniki niezależne ode mnie, które wpływają na to, że jestem samotny. Także moja mama wymaga ode mnie, żebym funkcjonował w neurotypowym świecie, neurotypowym społeczeństwie, jak osoba neurotypowa (tak, jestem osobą ze spektrum autyzmu), co jest dla mnie krzywdą, a nie wsparciem, bo wiadomo, że osoby neuroatypowe (między innymi osoby z autyzmem) nigdy nie nauczą się funkcjonować tak, jak osoby neurotypowe. To jest działanie identyczne do tego, w którym osobom przykutym do wózka inwalidzkiego zabieramy ich wózki i żądamy od nich, by nauczyły się chodzić o własnych nogach. Nawet każe mi „wychodzić do ludzi” na takich samych zasadach, jakie obowiązują ludzi neurotypowych.
    Wspomniałem też o czynnikach niezależnych ode mnie, które przyczyniają się do mojej samotności. Doliczyłem się sześciu:
    1. system – kapitalistyczny system, który uznaje bezinteresowną pomoc drugiemu człowiekowi za działanie nastawione na straty, a nie zyski
    2. państwo – tak, państwo polskie bagatelizuje problem chronicznej samotności i wykluczenia społecznego mniejszości nie wpisujących się w ramy „polaka-katolika”
    3. kościół – tak, kościół katolicki też ostoją wsparcia nie jest i postrzega chroniczną samotność jako „uszlachetniające cierpienie” (powinienem być już szlachetniejszy nawet od diamentu)
    4. demografia – państwo ściąga na potęgę mężczyzn zza granicy, którzy oprócz innych moich rówieśników z kraju, są dla mnie dodatkową konkurencją w zdobyciu kobiety, z którą nie mam szans, zważając na preferencję Polek
    5. autyzmofobia społeczeństwa – tak, ludzie nienawidzą osób ze spektrum autyzmu, nazywają autyzm „chorobą psychiczną” podczas gdy autyzm nie jest chorobą psychiczną (ani nawet w ogóle chorobą), traktują osoby ze spektrum jak śmieci i najchętniej by nas powystrzelali, albo nam zrobili drugą „akcję T4”.
    6. hipergamia kobiet – kobiety wolą zdrowych i silnych „samców alfa” a nie osoby ze spektrum autyzmu (prawo Briffaulta)

    Strata przyjaciela, depresja po tej stracie (tak, byłem u mojego psychiatry, ale zamiast pomóc mi znaleźć jakąkolwiek grupę wsparcia (działanie na leczenie przyczynowe), to jedynie zwiększyła mi dawkę antydepresantu (działanie na leczenie objawowe)) i brak perspektyw na znalezienie nowego przyjaciela, czy w ogóle pomocnej dłoni i kogokolwiek kto mi powie „nie jesteś sam z tym problemem, masz moje wsparcie”, sprawiły, że zostałem sam przeciwko całej ludzkości, z bólem, depresją i nienawiścią do całego rodzaju ludzkiego.

    Nawet doszło do tego, że zacząłem wierzyć w to, że prędzej moje tulpy pojawią się w tym świecie w swoich fizycznych formach, niż, że znajdę nową bratnią duszę wśród ludzi w tym świecie.

    1. Robercie,

      dziękuję za Twój komentarz. Współczuję Ci.

      Ja też odkrywam u siebie elementy autystyczne. Wydaje mi się, że (przynajmniej w części) Cię rozumiem. Często czuję podobnie.

      Z innego punktu widzenia: wszyscy doświadczamy strat. Często mniejszych, od czasu do czasu dużych, a zdarza się też, że wielkich. Nie jesteś wyjątkiem.
      Ja straciłem najlepszego Przyjaciela kilkadziesiąt lat temu. Było trudno. Ale przetrwałem. Mam teraz kilka osób, które nazywam Przyjaciółmi. W tym jednego bardzo bliskiego Przyjaciela.

      Myślę, że Twoje Przyjaźnie nie muszą się skończyć po stracie tego Przyjaciela. Jestem przekonany, że istnieją inne osoby podobne do tamtego Przyjaciela, które też mogłyby zostać Twoimi Przyjaciółmi.
      Inna sprawa to: jak takie osoby znaleźć? Może tak jak poprzedniego Przyjaciela?
      Od Ciebie zależy, czy pogrążysz się w smutku, czy zaryzykujesz (po przeżyciu żałoby) poszukiwanie kogoś, kto zostanie potem Twoim Przyjacielem.

      Czytając Twój komentarz dochodzę do wniosku, że masz mocno sprecyzowane poglądy (przekonania). To jest i siła, i słabość jednocześnie.
      Siła: bo masz silny kompas pozwalający Ci oceniać świat wokół Ciebie i podejmować decyzje zgodne z Twoimi przekonaniami.
      Słabość: bo jeśli Twoje przekonanie nie odpowiada rzeczywistości, to podejmujesz błędne decyzje (startując z błędnych założeń).
      Polecam Ci tekst: https://skris.pl/bledne-kolo-przekonan/ (o tym jak nasze przekonania wpływają na zachowanie innych ludzi).

      Osobiście nie zgadzam się z większością tak ostro opisanych poglądów. Nawet, jeśli cześć z nich oddaje pewną część rzeczywistości to (według mnie) nie opisuje jej w 100%.
      Np. >>kobiety wolą zdrowych i silnych „samców alfa” a nie osoby ze spektrum autyzmu<< uważam za zbytnie uogólnienie. Pracowałem kiedyś w Klinice Psychiatrii (tam obroniłem doktorat). Jednym z pacjentów był osobnik, który sobie "nie radził" z prostymi obowiązkami codziennymi. Kilka kobiet się nim opiekowało i mu pomagało. Zdumiony zapytałem panią profesor: "Jak to możliwe?" Odpowiedź była prosta (jak to sobie potem uświadomiłem): "Ten człowiek odwołuje się do instynktu opiekuńczego (macierzyńskiego) każdej kobiety. A to bardzo silny instynkt (jeśli nie najsilniejszy)".Mam wrażenie, że odbierasz rzeczywistość w barwach (w większości ciemnych). Też tak miałem. Teraz uważam (i nie tylko ja), że nie jest to prawda o świecie w jakim żyjemy. Tylko mamy mózgi utorowane (wytrenowane) do wyszukiwania w rzeczywistości rzeczy trudnych, niedobrych, a pomijania rzeczy dobrych, wspomagających. Mówi o tym badacz szczęścia z Harvardu: https://www.ted.com/talks/shawn_achor_the_happy_secret_to_better_work?language=pl

      Daj znać, proszę, jeśli chcesz kontynuować nasz dialog.

      Pozdrawiam Cię serdecznie

  36. Witam,

    moja historia zaczęła się jakoś 29 lat temu. Poznałem przyjaciela w wieku 10 lat i tak mijały nam lata wspólnego życia. Od szkoły praktyk, po wspólną pracę w jednej firmie.

    Przyjaciel założył dużo szybciej rodzinę. Bardzo się z tego cieszyłem. Byłem zapraszany na wszystkie imprezy, urodziny, komunie, itd. 5 lat temu poznałem aktualną partnerkę i zaproszenie się skończyły. Troszkę to zabolało, ale każdy ma wybór. I taka była ich decyzja.

    Bywaliśmy dalej na wspólnych spotkaniach wszystkich znajomych. Zostali zaproszeni na nasz ślub. Jakieś dwa lata temu postanowiliśmy z przyjacielem założyć wspólny interes. Na początku było wszystko ok, ale z czasem kryzys się pogłębiał. Różnice zdań, brak zaangażowania, brak zleceń, całkowity brak kontaktu po pracy. I rozstanie, zakończenie współpracy, itd.

    Myślałem, że 'co tam – żyje się dalej’. Kilka razy osobne projekty. Ale jak doszło do mnie, że to już naprawdę koniec…
    Nie umiem sobie z tym poradzić.
    Bóle brzucha, brak snu w nocy, brak apetytu, brak chęci do życia. Zero sportu na siłowni, gdzie wcześniej regularnie ćwiczyłem. Czuję się tak, jakbym został sam z tym wszystkim. Brak znajomych, bliskich, itd.

    Od żony słyszę, że mam się ogarnąć, wziąć w garść. A ja jednak dalej się źle z tym czuję. Nie potrafię sobie poradzić.

    Brak motywacji do dalszego działania i wiary w siebie. Czy sobie poradzę, co powiedzą inni znajomi, itd. Jak żyć?

    1. Michale,

      dziękuję Ci, że podzieliłeś się swoją historią.

      Współczuję Ci. Też doświadczam czasem całkowitego niezrozumienia przez moją Żonę. To bardzo bolesne.
      Zwłaszcza w sytuacji, gdy cierpisz i potrzebujesz pomocy, a dostajesz połajanki.

      Mam wrażenie, że jesteś w depresji. Możesz to wstępnie zweryfikować: https://kulepszemu.pl/skala-depresji-becka/

      Sugerowałbym rozważenie terapii (ja terapeutą nie jestem), na której przepracowałbyś historię swojej przyjaźni i zobaczył (z pomocą życzliwej osoby) jakie są Twoje prawdziwe perspektywy. Bo w tej chwili (tak sądzę) widzisz świat na szaro (a może nawet na czarno).

      Pozdrawiam Cię ciepło

  37. Odnosząc się do tego, co wcześniej napisałem….

    Oprócz tego, co wyżej napisałem, to po prostu (w dzisiejszym, dynamicznym świecie) ludzie są zabiegani. Zawsze się gdzieś spieszą, są gdzieś umówieni. Więc nie mają w ogóle czasu i chęci na spontaniczne rozmowy z nieznajomymi.

    Ponadto ludzie trzymają się z reguły swoich hermetycznych, wąskich grup znajomych. Te grupy raczej są zamknięte i nie akceptują obcych, próbujących do nich dołączyć. Według mojej mamy, mojego brata i ogółu tak zwanych „normików” – jestem samotny, bo „nie wychodzę do ludzi”.

    Przez ostatnie 11 lat (po pierwszej depresji, po tym jak moja ostatnia z dziewczyn, z którymi byłem, porzuciła mnie z powodu mojej depresji – uznała mnie za „słabego”) po powrocie do domu, codziennie wychodzę na miasto. Chodzę po parkach, sklepach, centrach handlowych i nikt do tej pory do mnie nie zagadał.

    „Normiki” mówią, że już głupie wyjście do sklepu po bułki jest okazją do nawiązania nowej relacji. Do sklepu chodziłem codziennie przez minione 11 lat i nie wróciłem przez ten czas z zakupów bogatszy o nową relację.

    Problem ze światem i interakcjami społecznymi jest taki, że w ogóle nie ma taryfy ulgowej dla osób nieśmiałych, czy wręcz z fobią społeczną (między innymi mam na myśli też siebie samego). Zarówno od osoby, dla której zagadanie do drugiej osoby jest tak samo naturalne jak oddychanie. Jak i od osoby, która zapadłaby się pod ziemię na samą myśl o zagadaniu do kogokolwiek, wymaga się opanowania umiejętności społecznych, żeby nauczyli się tego samego, tak samo i w tym samym czasie.

    A co do tego przyjaciela, gdzie go poznałem? Cóż, to on mnie znalazł i pierwszy do mnie napisał. A teraz, gdy jestem w depresji po stracie tego przyjaciela, to przytłaczająca większość tekstów, jakie słyszę, to te, które pochodzą z chmurki: „Czego nie mówić osobom w depresji?”, czyli popularne: „weź się w garść”, „otrząśnij się”, „przestań użalać się nad sobą”, „wyjdź do ludzi”, „idź pobiegać”, „inni mają gorzej”, czy „znajdź coś, co sprawi, że będziesz szczęśliwy”.

    W szczególności ten ostatni tekst. Człowiek jako istota stadna potrzebuje kontaktu z innymi ludźmi. I nie istnieje substytut dla kontaktu z ludźmi, który sprawiłby, że człowiek będzie szczęśliwy długoterminowo. Inne aktywności mogą, co najwyżej krótkoterminowo zagłuszyć naszą potrzebę kontaktu z innymi ludźmi.

    I właśnie dlatego moja reakcja na tekst „otrząśnij się i znajdź coś, co sprawi, że będziesz szczęśliwy”, który był odpowiedzią tamtego kolegi na moją depresję po stracie przyjaciela to było całkowite zerwanie kontaktu na Discordzie z tym kolegą. I to w dodatku przez ghosting.

    1. Robercie,

      dziękuję za przybliżenie Twojej sytuacji.

      Nadal uważam, że zbyt uogólniasz. „Ludzie” to zwrot, który przeszkadza Ci zauważyć, że ludzie są bardzo różni. Nawet, jeśli statystycznie większość zachowuje się tak jak opisujesz, to niczego całkowicie nie przesądza.

      Nie wiem ile jest procent osób podobnych do Ciebie. A ile takich, którzy akceptują inność. I widzą w tym wartość dla siebie. Ale jestem przekonany, że tacy ludzie istnieją.

      Prawdziwe pytanie brzmi: gdzie masz największe szanse, aby takie osoby spotkać?

      A gdy już znajdziesz odpowiedź na powyższe pytanie, to właśnie tam trzeba chodzić. I czekać na swoją szanse. Może niekoniecznie biernie? Może samemu zagadać od czasu do czasu? Nawet, jeśli to trudne.

      Pozdrawiam Cię ciepło

  38. Straciłam przyjaciela, który zawsze mi pomagał, wspierał mnie. A po jakimś czasie już zaobserwowałam, że ucieka.
    Przestał mi się zwierzać i to się pogłębiało aż całkiem całkiem już teraz się nie odzywa (już ponad 2 lata).
    Nie rozumiem zachowania osoby, która we wszystkim Ci pomaga, a potem (jak gdyby nic) odchodzi.

    Chciałabym wiedzieć: skąd się bierze takie zachowanie?

    1. Klaudio,

      dziękuję za zaufanie. Choć nie wiem, czy sprostam zadaniu.

      Też chciałbym wiedzieć, dlaczego ktoś się zachowuje inaczej niż kiedyś. Ale, dopóki ten ktoś mi tego nie powie – mogę tylko zgadywać.
      Proponuję, abyś zapytała swojego Przyjaciela, co się u Niego dzieje. Może nastąpiły jakieś zmiany, o których nie wiesz.

      Źródłem zmiany zachowania (postawy) może być wiele czynników. W sytuacji, którą opisujesz, najbardziej prawdopodobny wydaje mi się brak siły do dalszego pomagania. Osoby życzliwie nastawione do innych, wspierające, czasem nie potrafią stawiać granic. W rezultacie, zaczyna im brakować czasu i energii żeby nadal służyć wsparciem. Ale same nie są przyzwyczajone prosić o pomoc. Więc się odsuwają, żeby nie musieć odmawiać.

      Pozdrawiam

      Krzysztof

Zostaw komentarz

*

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *