Strata Przyjaciela

Strata przyjaciela

Ostatnio trzy bliskie mi osoby przeżywają bardzo trudne chwile. Wszystkie sytuacje dotyczą relacji z ważnymi dla nich osobami. Chodzi o stratę Przyjaciela, kogoś ważnego. W jednym przypadku chodzi o śmierć. W pozostałych: o rozstanie z istotną osobą. Z dwiema z tych osób rozmawiałem. Przeżywają ogromny stres. Dzisiejszy tekst dotyczy trudnych sytuacji. Bazuje na moich osobistych przeżyciach. Ale także na moich doświadczeniach jako mentora, pracującego z ludźmi, znajdującymi się czasem w bardzo trudnych sytuacjach życiowych. Nie posiadam panaceum na pozbycie się bólu. Proponuję jednak kilka refleksji i technik, które pomagają zmniejszyć stres. Albo zapobiegają jego zwiększaniu.

Straciłeś Przyjaciela? Przetrwasz to

Zakładam, że zdarzały się w Twoim życiu trudne chwile. I jakoś to przetrwałeś. Więc zapewne i z tą sytuacją sobie poradzisz. Teraz chodzi o to, aby straty były jak najmniejszeNie neguj bólu, który odczuwasz. Ale też nie rozdrapuj rany, bo wtedy bardziej boli. O tym, jak dbać o siebie w podobnym stanie, napisałem w tekście: długotrwale obniżony nastrój.

Czy strata Przyjaciela jest definitywna?

Śmierć jest definitywna. Choć, z punktu widzenia wiary w życie pozagrobowe: ziemska śmierć nie jest końcem. Dla osób wierzących w nieśmiertelność duszy powinno być to pocieszające. Dla Ciebie nie jest? Przyjrzyj się bliżej swojej wierze.

Rozstanie z osobą, która nadal żyje, nie musi być definitywne. Nawet jeśli teraz myślisz, że to naprawdę koniec. Po jakimś czasie możesz zmienić zdanie. I Twój Przyjaciel też może je zmienić. Ta myśl może Ci przynieść dużą ulgę. Zwłaszcza jeśli nadal bardzo zależy Ci na tej relacji.

Uwaga: Kiedy i jak zabiegać o odbudowę relacji, to temat na osobny artykuł.

Opowiedz bliskiej osobie o stracie Przyjaciela

Mówienie o tym, co czujesz, to bardzo skuteczna technika zrzucania z siebie ciężaruGdy dotyczy spraw mniejszego kalibru, nazywam ją upuszczaniem pary. Ale mechanizm zawsze jest ten sam.

Napisz list miłosny

Napisanie listu to inny sposób na zmniejszenie bólu. Pozwala uporządkować różne sfery. Nie wymaga słuchacza. Można taki list pisać po trochu. Poprawiać. Dodawać. Doprecyzowywać. Najważniejsze: aby pisać w nim o dobrych chwilach, dobrych wspomnieniach. Dlaczego ceniłeś Waszą Przyjaźń? Z jakich względów była dla Ciebie ważna?

Taki list może w przyszłości posłużyć do próby odbudowania relacji. Pamiętaj, że strata Przyjaciela nie musi być definitywna.

Ta strata to Jej wina? Odpuść

Obwinianie drugiej strony o zaistniałą sytuację to częsta pokusa. Niestety, takie rozumowanie tylko pogłębia ból. Mnożą się pytania typu: jak on tak mógł postąpić, jak ona mogła, tak mnie osądzić itp. Za każdym razem, gdy zaczynasz takie myślenie, przeżywasz swój ból od nowa. To tak jakbyś ponownie zadawał sobie ranę, którą otrzymałeś. Ale teraz to Ty sam sobie szkodzisz. A jeszcze zwalasz winę na kogoś innego. Im szybciej odpuścisz, tym mniej będziesz cierpieć4 sposoby na odpuszczanie.

Mogłem być dla Niego lepszy? Na pewno

Druga skrajność to obwinianie wyłącznie siebie. Każdy z nas może być lepszy, niż jest. Jednak rzadko bywamy najlepszą wersją samego siebie. Jeśli będziesz surowy dla siebie, będziesz też surowy dla innych. To by oznaczało, że nie będziesz najlepszą wersją siebie. Zatem, w przyszłości nic się nie zmieni. Więcej o tym, że to jak traktujesz siebie, wpływa na to, jak jesteś traktowany, napisałem w tekście: być kochanym.

Strata Przyjaciela może przynieść korzyść

Strata Przyjaciela przyniesie korzyść, jeśli wyciągniesz z niej wnioski dla siebie. To mogą być wnioski dotyczące zmiany, którą wprowadzisz w swoim życiu. Ale mogą być też inne refleksje. Np. o tym, że jesteś silniejszy, niż sądziłeś. Albo bardziej empatyczny, niż dotąd myślałeś.

O przeżywaniu straty napisałem kiedyś po śmierci mojego kota. Nie chcę Cię urazić, ale dla mnie ten kot był Przyjacielem. I dzięki niemu podjąłem pewne decyzje o zmianie w moim życiu: jak przeżywać stratę.

Komentarze

    1. Pani Sylwio,

      Bardzo Pani współczuję. Wydaje mi się, że wiem co Pani czuje.
      W takiej sytuacji nie mam żadnych „mądrych rad” jak sprawić, aby ból ustąpił. To zresztą napisałem w artykule.

      Jeśli jest Pani osobą wierzącą pewną ulgą może być nadzieja na spotkanie „po drugiej stronie”, gdzie nie ma bólu i cierpienia.

      Pozdrawiam

      Krzysztof Skubis

  1. Wydawało mi się, że mam przyjaciela od 10 lat. Pojawiła się kobieta, która zabrała mi go w 2 spotkania. Kurcze dlaczego czuje sie zle skoro po tym jak się zachował b wiem, że nie był wart mojej przyjaźni.

    1. Pani Elwiro,

      Szczerze współczuję.
      Myślę (ale mogę się mylić), że Pani złe samopoczucie wynika z tego iż rozczarowała się Pani do obydwu tych osób.

      Być może pojawia się też myśl: „jak mogłam się zaprzyjaźnić z takim człowiekiem?” Ale to jest myśl od wewnętrznego krytyka.

      To, że Pani komuś zaufała to Pani zaleta, nie wada. Istotne jest teraz, aby Pani tej pięknej cechy nie zatraciła z powodu jednego człowieka.
      To dopiero byłaby Pani porażka. Gdyby stała się Pani nieufna wobec wszystkich przez jedną (dwie?) osoby.

      Pozdrawiam

      Krzysztof Skubis

  2. Moją „przyjaciólką” była od przedszkola. Byłam z inną koleżanką raz w kinie ta się obraziła i tak jakby zerwała ze mną kontakt, mimo tego że chodzimy razem do klasy. I z inną koleżanką zawarła przyjaźń, poprzez co mnie ignorując. Raz jej wszystko wygarnęłam a ona się wogóle tym nie przejęła. I tak straciłam swoją przyjaciółkę. Ale jak rozkazywała mi co mam robić i chciała abym ja to zrobiła abym jej zadania robiła. To się nazywa przyjaźń??

    1. Magdo,

      Dziękuję za komentarz. Do przyjaźni trzeba przynajmniej dwóch osób. Przyjaźń jednostronna nie istnieje.
      Z tego co piszesz wnioskuję, że może tylko Ty uważałaś tę znajomość za przyjaźń. Jeśli tak było to chyba lepiej, że zorientowałaś się teraz niż jeszcze później?

      Pozdrawiam

      Krzysztof

  3. Straciłam przyjaciółkę.. Było wszystko dobrze, byłyśmy nierozłączne.. Aż pewnego dnia pojawił się on. Zabrał mi Ją.. Teraz mnie nienawidzą a ja zostałam sama.. Myślałam, że to na zawsze, ale nie.. Nienawidzę go. Gdybym mogła to cofnęłabym czas i nie zaczęła z nim znajomości. Nienawidzę go, nienawidzę. Jak Ona to skończyła powiedział mi tylko ” wiekszego zjeba nie widzialem od 14 lat. mam nadzieje, ze starzy zrobili cie przez przypadek zjebie. tutaj nasza znajomosc sie konczy. papa 🙂 ” Nie zabolało to aż tak bardzo jak reszta. Ale teraz czuję, że nie mam nikogo.. Niby mam 2 przyjaciółki, ale to nie to samo. Nie wiem jak się pogodzić z Jej stratą.. Ponad pół roku temu potwierdzono mi depresję. Myślę, że gdybym nie miała tej choroby szybciej bym o tym zapomniała. Codziennie płaczę, słucham smutnej muzyki, oglądam moje zdjęcia z Nią.. Czuję, że się rozpadam.. Tęsknię za Nią i dałabym wszystko, żeby wrócić do chwil spędzonych z nią

    1. Dzień dobry,

      Dziękuję za komentarz. Myślę, że wiem jak się czujesz. Rozumiem też, że będąc w depresji trudno jest cokolwiek zmienić.
      Proponuję Ci tekst o stopniowym wychodzeniu z marazmu: Jak się otrząsnąć z marazmu

      Pytanie podstawowe jednak brzmi: czy Ty chcesz wyjść z obecnego stanu?

      Czytając Twój komentarz przyszło mi na myśl, że świadomie chcesz się pogrążyć w jeszcze większej depresji. Nie stawiam diagnozy – stawiam pytanie.

      Trzymam za Ciebie kciuki

      Krzysztof

  4. Przyjaźniłam się z moimi przyjaciółkami cztery lata nagle obie nie chcą mi już dac ostatniej szansy zostałam sama bez nikogo to tak bardzo boli one się teraz bawią bez mnie i mieliśmy zawsze co tydzień nocki to tak bardzo boli

    1. Roksano,

      Dziękuję za Twój komentarz. Myślę, że rozumiem Twój ból. Z czasem on osłabnie, a potem całkiem minie.

      Możesz (jeśli chcesz) świadomie przyspieszyć ten proces. Skupiając się na tym co przed Tobą. I unikając myśli o tym co już a Tobą.

      Wiem, że to trudne. Ale możliwe. Pytanie podstawowe brzmi: czy Ty chcesz skrócić ten czas cierpienia?

      Pozdrawiam

      Krzysztof

  5. Wiem ze już długo po czasie od wydania ale ostatnio pokłóciłem się z kolega w jednej grze ponieważ nie mogłem już grać a moi koledzy odrabiali to co „ukradliśmy w wojnie” i kiedy przyszedłem to kazali mi odrabiać to samemu a kiedy powiedziałem ze to dla mnie za dużo to wyrzucili mnie z drużyny kiedy starałem się uświadomić na spokojnie wytłumaczy to pisali ze to mija wina bo napisałem za nerwowo ze nie dam rady czy da się to jakos naprawić?

    1. Mikołaju,

      Dziękuję za pytanie.
      W relacji są zawsze przynajmniej dwie strony. Więc nie ma gwarancji, że jak jedna strona coś zrobi to na pewno przyniesie to efekt.

      Ale próbo0wac można i trzeba (jeśli Ci zależy).
      Polecam tekst: https://skris.pl/jak-poprawic-relacje/ i postępowanie zgodnie z opisem.

      Powodzenia

      Krzysztof

  6. Straciłam mojego przyjaciela traktowałam go jak młodszego brata. Miał 22 lata. Zamordowano go tydzień temu i nie umiem sie z tym pogodzić. Ja mam 27 lat rodzinę gdyby nie mój syn i. Partner nie wiem co by było 🥺 ale ból poczucie straty obwinianie się to moja codzienność….

    1. Chyba rozumiem Twój ból. Współczuję.

      Ale obwinianie się to jest ból, który sami sobie zadajemy. Zacznij świadomie wspominać dobre chwile z tą osobą zamiast się obwiniać.

      Trzymaj się

      Krzysztof

  7. Straciłam przyajciela, bardzi mi drugiego chodź nie odszedł na zawsze czuje się jakby zamknął przed mną drwi i wyrzucił klucz, fakt coś zaczęło się psuć kilka lat temu, z dnia na dzień z roku na rok co raz bardziej zaczął się od mnie oddalać ale najbardzie, bolało mnie za każdym razem keidy ktoś czy ja się pytał kim jesteśmy, odpowiadał zawsze szybko, tylko kolegami/znajomymi, a jak spytałam się czy jesteśmy przyjaciółmi ro pwiedzial nie, i to mnie boli bo zawsze miałam go za przyjaciela a nawet brata, a kiedy mu opwiedzialam o moich uczuciach, jak się z tym czuje dostałam tylko w odpowiedzi ze dramtazyuje i wszystko to moja wina.

    1. Ana,

      Utrata Przyjaciel zawsze sprawia ból. Każdemu.
      To co możemy w takiej sytuacji robić to odpuścić: sobie i Przyjacielowi -> https://skris.pl/4-sposoby-na-odpuszczanie/

      Jednak często w ramach „żałoby” zmierzamy w stronę rozdrapywania ran, obwiniania się, itp. W ten sposób sami siebie ranimy. Wielokrotnie. Moim zdaniem, takiemu „przeżywaniu żałoby” należy się aktywnie przeciwstawiać. Jeśli tego nie robisz -> https://skris.pl/jestes-marionetka/

      I świadomie kierować myśli w stronę dobrych wspomnień z zakończonej relacji.

      Pozdrawiam Cię ciepło

      Krzysztof

  8. Straciłam przyjaciółkę, do której czułam tak ogromne przywiązanie, pomimo, ze przyjaźń była internetowa, ale jednocześnie toksyczna. Trwała dwa lata. Ona chyba szybko zapomniała, widząc jej nowe towarzystwo. A ja nie umiem się z tym pogodzić. Chciałabym ja zablokować, odciąć się, ale nie potrafię, bo cały czas mam naiwna nadzieje, ze napisze i ze jeszcze wszystko uda nam się naprawić. Wiem, ze bezustannie będę porównywać się do jej nowych koleżanek, czy przyjaciółek, że znów nie będę wystarczająca. Mimo wszystko, winy szukam i widze jedynie w sobie

    1. Gosiu,

      Dziękuję Ci za podzielenie się swoim bólem. Współczuję Ci.

      Piszesz, że Wasza Przyjaźń była toksyczna. Dla mnie „toksyczna” oznacza, że przynajmniej jednej z Was szkodziła. Jeśli tak rzeczywiście było: dobrze, że się skończyło.

      To, rzecz jasna, nie zmniejsza bólu. Ale (ciągle pod warunkiem, że chodziło o „toksyczny” związek) to jest ból „ozdrowieńca”.

      Zachęcam Cię, żebyś pogodziła się z tą stratą. I pocieszała myślą, że właśnie zdrowiejesz. I, w miarę możliwości, unikaj wracania do przeszłości związanej z tą relacją.

      Może zajrzyj do tekstu: https://skris.pl/jestes-marionetka/?

      Pozdrawiam Cię ciepło

      Krzysztof

  9. Prawie 12 lat temu poznałem dziewczynę która stała się moją przyjaciółką ,podkochiwałem się w niej od samego początku ale wyjaśniliśmy sobie już dawno te sprawy, że z jej strony to tylko przyjazn. Przez te wszystkie lata mieliśmy kontakt tel/sms non stop często się spotykaliśmy na jakieś „piwo” zdarzały się wyjazdy w większym gronie na jakieś weekendy itd. Przeżyliśmy przez te 12 lat dużo różnych rzeczy zawsze mogąc na siebie liczyć. Ostatnio ona poznała faceta i kontakt jakby z dnia na dzień się urwał…Życzę jej jak najlepiej trzymam kciuki żeby ułożyła sobie życia ale strasznie się boję straty tej relacji i przeżywam ogromny ból z tego powodu, nie wiem jak sobie z tym poradzić…

    1. Arturze,

      Dziękuję za komentarz. Ból po stracie występuje zawsze. Z drugiej strony: z czasem ten ból słabnie.
      To co możesz robić to wpływać na to w jakim tempie ten ból maleje. O tym jest trochę ten artykuł.
      Wybierz dla siebie to co Ci służy. Unikaj tego co Twój ból powiększa. Można sobie radzić z natrętnymi myślami: https://skris.pl/jestes-marionetka/

      Pozdrawiam

      Krzysztof

  10. Moja przyjaciółka wyprowadziła się z mojego miasta, zmieniła szkołę i straciłem z nią kontakt.
    Nie mam pojęcia jak go odnowić.
    W szkole ogólnie jestem popychadłem i kurwa nie wiem jak to zmienić.
    Mam dużo znajomych, ale żadnego prawdziwego przyjaciela, odwrócę się na chwilę a ona obgaduje mnie za plecami i wytyka wszystkie wady z dużą koloryzacją.
    Cała moja klasa, w sumie szkoła to debile, tam nie da się zwyczajnie pogadać lub spotkać z kimś.

    1. Dziękuję za zaufanie Max,

      ja bym poszukiwał tej przyjaciółki przed media społecznościowe: facebook, itp. Jak znajdziesz osobę o takim nazwisku to po zdjęciu pewnie poznasz. W razie czego możesz dopytać, czy to Twoja przyjaciółka.

      Bycie popychadłem na pewno jest bolesne. I nie jest to Twoja wina. Pewnie wpadłeś w tym środowisku w rolę „czarnego charakteru” (zajrzyj do tekstu: Role jakie odgrywam). Przy czym istotne jest, że to się dzieje tylko „w tym środowisku”. Myślę, że raczej chodzi o klasę niż o całą szkołę. Przyjrzyj się temu bliżej. W jakich innych grupach się obracasz? Jakie tam masz role? Zobaczysz, że w różnych środowiskach pełnisz różne role. To powinno Ci dać perspektywę i większy spokój.

      A w środowisku klasy możesz powalczyć o rolę „trefnisia” (jeśli uznasz to za właściwe): opowiadać dowcipy, obracać wszystko w żart. Z „czarnego charakteru” chyba najłatwiej przejść do roli „trefnisia”.

      Trzymam za Ciebie kciuki

      Krzysztof

  11. Miałem przyjaciela z którym dogadywałem się od 2 klasy było dobrze aż poznaliśmy inną osobę na początku była miła ale powoli zabierała mi mojego najlepszego przyjaciela ja nawet o tym nie wiedziałem… codziennie nie mogę tego zapomnieć dalej chodzę z moim byłym przyjacielem do klasy i nie mogę o tym zapomnieć… często graliśmy w cs i inne gry teraz musze to robić sam i jest mi bardzo smutno..

    1. Dziękuję Ci, że podzieliłeś się swoim smutkiem.

      Może warto porozmawiać z tym „byłym przyjacielem” o tym, że chciałbyś z nim spędzać więcej czas i np. czasem pograć w cs. Zdarza się, że relacje się pogarszają przez nieporozumienia.

      Trzymam za Ciebie kciuki

      Krzysztof

  12. Dzisiaj powiedziałam swojemu „przyjacielowi”, że nie chce go znać ponieważ uważał, że cięcie się jest normalne i, że osoby co pokazują miejsca intymne są słodkie. Zaczęłam mówić, że przekroczył granice ale ten na to „każdy ma swoje zdanie” I wtedy powiedziałam, że mnie denerwuje i wolę byśmy się nie przyjaźnili, nie wiem czy dobrze zrobiłam.

    1. Doroto,

      Dziękuję za komentarz.

      Twój Przyjaciel ma rację: ludzie się różnią, mają różne opinie.
      Ty też masz rację: chcemy, aby osoby bliskie podzielały nasze wartości.

      Najczęściej dopiero w sytuacji konfliktu orientujemy się, że druga osoba ma inne wartości.
      Czy dobrze postąpiłaś? Nie wiem. To zależy od tego co jest dla Ciebie ważne.

      Ja bym to sobie jasno uświadomił: na jakie różnice mam zgodę, a gdzie jest granica, której nie przekroczę. A potem porozmawiał z Przyjacielem: jak On to widzi.
      Może się okazać, że Wasz konflikt był nieporozumieniem. Moim zdaniem, warto to sprawdzić.

      Trzymam za Was kciuki

      Krzysztof

  13. Miałam przyjaciółkę od przedszkola, potem dołączyła do nas jeszcze jedna przyjaciółka. Ta z którą przyjaźniłam się od przedszkola , ta pierwsza, czułam że się ode mnie oddala. Byłyśmy nierozłączne a zaczęłam czuć że ta nowa chce mi ją odebrać. Nie pokazywałam tej przykrości bo nie chciałam stracić przyjaciółek i zależało mi na nich, ale nie ukrywam że czułam się jak ,, ta trzecia,,. Po trzech latach ta nowa oskarżyła mnie o coś czego nie zrobiłam, a podkreślam że nie miała na to dowodów, zaczęła mnie wyzywać, a potem zerwała ze mną przyjaźń. Potem ta pierwsza też zerwała ze mną przyjaźń bo nie chciała się odróżniać od tej co doszła do nas. Doprowadziły mnie do okropnego stanu. To było jakiś czas temu a ja do teraz codziennie płaczę. Nie pokazuję tego do innych ale czuję że od środka mnie rozwala, ból się jątrzy pomimo tego że wygadałam się już kilka razy bliskim mi osobom. Wiem że skoro tak mnie potraktowały to nie były prawdziwymi przyjaciółkami ale ciężko jest mi zapomnieć przyjaźń która trwała ponad 8 lat. Przeżyłyśmy tyle wspólnych chwil naprawdę czuję się okropnie czuję jak kłuje mnie serce, to uczucie jakby ktoś je wyrywał i rozrywał. Mam jeszcze dwie ,, przyjaciółki ,, które mnie wspierają ale czuję że to nie to samo. A najgorsze jest to że nie chcą mi uwierzyć tylko założyły że ja zrobiłam wszystko co najgorsze, zrzuciły całą winę na mnie i mnie zostawiły. One są we dwie i się wspierają nawzajem a ode mnie się dosłownie odwróciły zostawiły mnie samą. Niektórzy mówią że dobrze że się nie przyjaźnimy bo przez nie miałam złą opinię w społeczeństwie dlatego że one są tak jakby popularne w szkole. Ale i tak mnie to boli. Odkryłam jakie są naprawdę i nawet gdyby błagały to bjm nie zgodziła się znowu być ich przyjaciółkami ale czuję że nadal je kocham a to że wygadam się komuś, porządnie wypłaczę to nie pomaga alebo pomaga ale tylko na chwilę a potem jest jeszcze gorzej. Nie wiem czasami co mam ze sobą zrobić. Patrzą na mnie w szkole jak na obcą osobę i ja poprostu się rozklejam kiedy widzę jak świetnie się bawią, śmieją i przytulają we dwie a kiedyś robiłyśmy to we trzy. One też nie odczuwają takiego bólu bo są we dwie a ja w zasadzie oprócz siostry i mamy nie mam nikogo komu mogę się wygadać. Ciężko mi jest

    1. Marto,

      rozumiem (tak sadzę) jak Ci jest ciężko. Też przeżywałem różne sytuacje w życiu. W tym rozstania z najbliższymi osobami.
      Mam wrażenie, że masz kłopot z „odpuszczeniem” i ciągle wracasz do tej sytuacji. A to nie pozwala na „zagojenie rany”.

      Sugerowałbym rozważenie wizyty u terapeuty w celu zdiagnozowania, czy jest Ci potrzebna terapia, abyś się z tego wyzwoliła. Ja nie jestem terapeutą.

      Trzymam za Ciebie kciuki

      Krzysztof

  14. Trafiłem w sumie przypadkiem tutaj…
    Moja sytuacja jest nieco inna… Może na początku wyjaśnię że jestem osobą homoseksualną i cóż… Kilka lat temu miałem kontakt z chłopakiem który mi się bardzo spodobał ale zerwał kontakt ponieważ jego były za którym podejrzewam tęskni do tej pory dał mu szansę a że nasza znajomość trwała ok 2 tyg to wiadomo co wybrał. Zniknął bez słowa.
    Po 3 latach trafiliśmy na siebie na FB…
    Moja wiadomość przez cały ten czas była w spamie i nie widział że napisałem kilka lat temu .Okazało się że z byłym nie wyszło i zaczął mnie szukać ale nawet nie pamiętał jak miałem na imię. Pamiętał jedynie mój wygląd… Uważałem że skoro trafiliśmy na siebie znowu to że musi się udać. Mamy tą samą pasje i pracę nie wyróżniamy się w środowisku na czym nam obu zależało i przez pierwsze 3-4 mc było spoko ! Mile słówka małe gesty… Ruszyło to jak z kopyta wyglądało to jak byśmy mieli się ku sobie i bardzo mi się to podobało bo możesz wierzyć lub nie ale dla mnie to ideał którego szukałem od lat. Niestety z czasem kontakt zaczął się sypać nie było już miłych słów przynajmniej z jego strony więc i ja je ograniczyłem ale w środku krzyczałem z rozpaczy… Wkoncu stwierdził że gdy zaczęło się robić poważnie to uznał że to nie to czego oczekiwał od kontaktu. Ja już się wtedy odpaliłem uczuciowo choć nie powiedziałem mu o tym. Nie chciałem go stracić przez to wyznanie. Wolałem mieć w nim kumpla choć mu powiedziałem że jeśli ktoś się znajdzie w jego życiu to odejdę bo nie jest mi obojętny… Ale cóż stało się. Uznał że nie chce mnie ranić sobą i nie potrafi się przede mną otworzyć co mnie zabolało ponieważ każdy mówi że jak można się nie otworzyć przede mną ale i kontakt się urwał na 2 mc. Choć moja rozpacz była ogromna. Tęskniłem za nim każdego dnia. Za tym motoryzacyjnym swirkiem który był tak jak ja jednym z niewielu homo pracującym w motoryzacji… Podjąłem decyzję o wyjeździe z kraju bo myślałem że pomoże mi się to z tym pogodzić. Głupi byłem bo przekorny los sprawił że 2 tyg przed wyjazdem za granicę się odezwał..wiedział że to przez niego wyjeżdżam. Chciał odnowić relacje koleżeńskie bo przy mnie mógł być sobą. Myślałem że jak zacznie się teraz starać to że może małymi kroczkami stopie ten lód przez który nie mogę się od tylu miesięcy przebić. Ale niestety… Kontakt kulał od nowa może miesięcy półtora było spoko że wykazywał chęci… Pewnego dnia przestał pisać odbierać telefonu… Po dwóch tygodniach napisał że nie chce mi dłużej zawracać głowy i ranić swoją osobą. Przyznał że nie był ze mną szczery od początku znajomości ponieważ od kilku lat jest uzależniony od używek i przez to jego dziwne zachowania wobec mnie oraz brak zaangażowania. Przeprosił życzył mi wszystkiego dobrego i przestał już odpisywać. Dałem mu nawet czas do Wigilii w sumie cały miesiąc by przemyślał czy znajdzie w sobie odwagę by się ze mną spotkać i powiedzieć mi prawdę o co tak naprawdę chodzi… I wiesz co ? Do końca liczyłem że jak będę wracał na urlop za granicy to że on będzie chciał się spotkać wyjaśnić i jak dorośli zakończyć to face to face a nie przez pieprzony komunikator… Nawet życzeń mi nie złożył. Zastanawiam się jak może spać po nocach że tak rok można wyrzucić do kosza… Nie umiem sobie z tym poradzić. Tak cholernie tęsknię ! Choć wiem że to już koniec to nie potrafię sobie tego przetłumaczyć. Żałuję że traktowałem go z takim szacunkiem. Że nie pocałowałem jak była na to ochota i nie zrobiłem wielu innych rzeczy. Zbytnio się bałem że jak zrobię coś nie tak że jak pocałuje go lub mu powiem że czuje coś do niego to że go stracę… A i bez tego go straciłem… Stać pod czyimś domem po 13h jazdy i wiedząc że nawet nie możesz się przywitać bo pewnie nawet o Tobie nie myśli to coś strasznego… Boję się że to wydarzenie zmieni mnie pod względem uczuć do innych. Że będę bał się teraz pokazać że mi zależy. Że czułość jaka potrafiłem dotychczas obdarzyć drugiego człowieka będzie wzbudzała strach przed przywiązaniem…
    Przepraszam… Wiem że to nie do końca o przyjaźni ale.musialem to z siebie wyrzucić. Ogólnie na co dzień gram twardego gościa. Ale w środku łzy same leja się po policzkach jak wiesz że ten ktoś komu byś dał gwiazdkę z nieba nigdy nie będzie dla Ciebie…
    Choć wszystko wskazywało że będzie inaczej to jednak ta strata a bardziej ta znieczulica z jego strony boli mnie do szpiku kości.

    1. Dzień dobry,

      dziękuję, że podzieliłeś się swoją historią.

      Proponuję Ci inną perspektywę na to co się wydarzyło.
      A jeśli Twój przyjaciel zrobił to co zrobił naprawdę w trosce o Ciebie? Poświęcił się (i sam cierpi) myśląc, że chroni Cię przed jeszcze większym cierpieniem? Bo sam nie wierzy, że prowadzi sobie z nałogiem. I boi się, że Ciebie też w to wciągnie.
      Co by to znaczyło?

      Myślę, że jesteś wartościową osobą i Twój przyjaciel to dostrzegł. Mam przekonanie, że inni też to dostrzegają. Życzę Ci, abyś spotkał kogoś innego kto dostrzeże jaki jesteś.

      Ja też kiedyś zrezygnowałem z jednej ważnej dla mnie relacji, aby chronić przed moją wybuchowością tamtą osobę.

      Pozdrawiam

      Krzysztof

  15. Trafiłem tutaj bo właśnie tydzień temu starciłem przyjaciela. Po 2latach przyjaźni po pięknych chwilach spędzonych razem zacząłem zauważać że tak na prawdę mu na mnie nie zależy nie wysłuchiwał mojego zdania kiedy on coś potrzebował ja mu zawsze pomagałem ale od czasu do czasu kiedy ja coś od niego potrzebowałem już tej pomocy nie było. Ale najgorsze było to że co porę tygodni mnie wyzywał obrażał aż w końcu zaczął mówić z błahego powodu „obraźliwe słowa , przekleństwa, zaczął mi mówić je jestem frajerem nie mam przyjaciół” pisze ten komentarz bo potrzebóje pomocy bo nadal mi na nim zależy i w każdy dzień wspominam miłe chwile spędzone z nim prosił bym pana o odpowiedź dziękuję

    1. Kamilu,

      dziękuję za zaufanie. Rozumiem (tak sądzę) jak się czujesz.

      Napiszę wprost: nie można nikogo przymusić do przyjaźni, czy miłości. Można próbować na innych wpływać, ale zwyczajowo stosowane metody (komplementy, pomaganie, itp.) najczęściej są nieskuteczne. Jeśli chcesz zawalczyć o tego „przyjaciela” zajrzyj do tekstu: https://skris.pl/chcesz-aby-cie-lubili/
      Napisałem „przyjaciela” (w cudzysłowie), gdyż z opisu wcale nie wynika, że to Twój przyjaciel. Raczej, że to osoba toksyczna. Kontakt z taką osobą raczej szkodzi niż pomaga. W przypadku osób toksycznych zaleca się unikanie z nimi kontaktu.
      Wiem, że to będzie trudne. Ale jestem przekonany, że znajdziesz jeszcze w życiu prawdziwych przyjaciół.

      Ja też miałem przyjaciół, z którymi teraz się już nie spotykam. Z jednymi straciłem kontakt, z innymi nie chce się spotykać, bo to nie byli przyjaciele.

      Nic mądrzejszego nie umiem Ci poradzić.

      Trzymam za Ciebie kciuki.

  16. moja przyjaciólka wybrała inną
    znudzilam sie jej niewiem ale wiem jedno ból po stracie jest prawdziwy mimo tego ze minelo 6 miesiecy cały czas boli tak samo a nawet gorzej co zrobić by nie tęsknić?

    1. Iwanko,

      współczuję Ci. Jeśli ból (po 6 miesiącach od straty) jest większy niż na początku, to sugeruje, że za dużo o tym rozmyślasz. Gdy pojawiają się natrętne myśli związane z tą stratą warto szukać dla umysłu innego (intensywnego) zajęcia. Zajrzyj np. do tekstu: https://skris.pl/jestes-marionetka/
      W warstwie głębszej, myślę, że warto sprawdzić, czy potrafisz odpuszczać: https://skris.pl/4-sposoby-na-odpuszczanie/

      Trzymam za Ciebie kciuki

      Krzysztof

  17. W ostatnim miesiącu mój kontakt i mojego przyjaciela był slaby myślę że to przeze mnie bo kiedy on dzwonił czy chce przyjść do niego i jego brata czesto mowilam że mi się nie chce wiec nie spotykaliśmy się jakoś bardzo często ale tydzień temu kiedy wróciłam do domu on i jego brat chcieli coś pożyczyć od mojego taty ale to coś było w Garażu a ja nie miałam klucza a mój tata spał więc powiedzialam ze nie mogę im tego dać on dalej prosił a jak powiedzialam ze nie to nazwałnie glupia szmata i się rozlaczyl następnego dnia znowu dzwonili ale stwierdziłam że dlatego ze tak mnie nazwał to im tego nie dam i powiedział żebym sie potem nie zdziwiła jak nie będzie więcej po mnie dzwonił ani nigdzie zabierał bardzo mnie to zabolało nie odzywaliśmy się do siebie 2 lub 3 dni potem on mnie zawołał i w miarę normalnie gadaliśmy wczoraj znowu dzwonił ale tylko dlatego że coś chcieli czuje ze go straciłam i czuje się wykorzystana tak jakby zadawał się że mną bo mogę mu załatwić różne rzeczy

    1. Kasiu,

      dziękuję za komentarz. Poruszyłaś bardzo ważny watek: nasza ocena intencji drugiej osoby.

      To zawsze jest ryzykowne. Nigdy nie wiemy na pewno jakie druga osoba ma intencje. W Twoim przypadku widzę pewną jednostronność ostatniej Twojej oceny: „czuję się wykorzystywana tak jakby zadawał się ze mną, bo mogę mu załatwić różne rzeczy”.
      Wcześniej piszesz przecież „kiedy on dzwonił czy chce przyjść do niego i jego brata często mówiłam że mi się nie chce wiec nie spotykaliśmy się jakoś bardzo często”. Wygląda na to, że chciał się spotykać bez oczekiwania przysługi z Twojej strony.

      Generalnie, uważam, że warto uświadomić sobie: co powoduje, że ta znajomość jest dla Ciebie ważna? Ale też warto zadać to samo pytanie Twojemu znajomemu.

      Trzymam kciuki za Waszą relację.

  18. Niedawno straciłam kotka to było w ten rok w dzień kota…
    jakiś dupek przejechał ją (zawsze wypuszczaliśmy Mimi samą z domu od kiedy miała 5 miesięcy) moja mama zobaczyła jak Mimi już miałczała pod drzwiami ok. 1 w nocy jak ją wpuściła do domu miałczała takim dzikim głosem jak nigdy doczągała się do kuchni i się napiła wody, później poszła do mojej siostry pokoju i tam miałczała i miałczała później już moja mama poszła spać ale jakoś około 3 w nocy miałkneła na cały dom i już szybko mama podbiegła do Mimi i jak ją pogłaskała to już była cała zimna tylko miała lekkie drgawki na łapkach…
    ZABIJE TEGO GNOJA KTÓRY JĄ PRZEJECHAŁ MIMI TO BYŁA MOJA NAJLEPSZA PRZYJACIÓŁKA

    1. Olu,

      jestem przekonany, że doskonale Cię rozumiem.

      Ja rozstałem się już dwoma kotami, które kochałem i które mnie kochały. W dodatku, musiałem dwa razy podjąć dwie decyzje o uśpieniu (bo cierpiały na przewlekłe chory).

      Starta Przyjaciela zawsze boli. Ale, prędzej czy później to się musiało stać (koty żyją 15-20 lat). Ja mam teraz (od 3 lat) dwie nowe kotki. I znowu się wzajemnie w sobie zakochujemy. Tego Ci właśnie życzę w przyszłości: nowych przyjaciółek.

      Co do osoby, które „przejechała Twoją kotkę”. Nie masz pewności, czy to było przejechanie. I nie wiesz na pewno, czyja to była wina (może Twojej kotki?).

      Trzymam za Ciebie kciuki, abyś wspominała wszystkie dobre chwile ze swoją Przyjaciółką. Z myślą, że Ona już teraz nie cierpi -> https://skris.pl/jak-przezywac-strate/

      Krzysztof

  19. Straciłam nie dawno 2 przyjaciółki. To strasznie boli a codziennie muszę patrzeć jak lepiej się dogadują bezemnie, tak jak bym nigdy nie istniała. Jestem świadoma jak każdy mówi że czas leczy ranny ale teraz dla mnie oznacza to tylko zwykle powiedzenie. Ludzie zawsze mówili że przyjaźń w trójkę jest nie możliwa nie zgadzałam się z tym aż w końcu zostałam sama. Potrzebuję naprawdę dobrych rad jak przetrwać cały rok.

    1. Julio,

      dziękuję za komentarz. Współczuję Ci.
      Artykuł napisałem, gdy sam zmagałem się z podobnym bólem.

      Piszesz, że potrzebujesz „naprawdę dobrych rad”. Zakładam, że artykuł przeczytałaś. Którą z rad opisanych w artykule wdrożyłaś? Pytam, bo lepszych rad nie mam.

      Jeśli jedna moja rada nie pomogła, może inna będzie w Twoim przypadku bardziej skuteczna. Nie przekonasz się, jeśli nie spróbujesz.

      Pozdrawiam

      Krzysztof

  20. Dziś straciłam swojego przyjaciela, przez to że zakochał się w jednej dziewczynie🥲, nasza relacja od kilku tygodniu była nie stabilna ciagle kłótnie, walczylismy o to żeby to przetrwało ale pożegnał się słowami „wal się 🖕” strasznie zabolało nie potrafię się pozbierać

  21. Oliwio,

    współczuję Ci.
    Z drugiej strony: wygląda na to, że Twojemu przyjacielowi brakuje klasy (styl w jakim się z Tobą pożegnał). Więc może lepiej, że to się już stało?

    Jestem przekonany, że znajdziesz jeszcze Przyjaciela, z którym będziesz bardzo blisko. W każdym razie, tego Ci życzę.

    A teraz raczej „nie rozdrapuj rany” – staraj się myśleć o czymś innym niż Twój (były) przyjaciel. Wtedy ból szybciej zmaleje.

    Pozdrawiam

    Krzysztof

  22. ja też straciłęm przyjaciela. w dzieciństwie był on adoptowany. Wszyscy mu pomagali w szkole podstawowej i na naszym osiedlu. Znałem go od młodych lat. chodził z moją o rok starsza siostra do tej samej klasy w szkole podstawowej. jeździliśmy nad rzekę rowerami i pływaliśmy robiliśmy sobie foty …
    Jego przybrani rodzice którzy go adoptowali mieli już po 82 lata i zaprzestali oferować mu dach nad głową.
    Moja mama go dokarmiała makaronem przede wszystkim z sosem lub podając rosół. Ja dawałęm zupy wojskowe, grochówkę lub z konserwy zupę meksykańską… ciągle palił papierosy zawsze je miał nie wiem od kogo ale bardzo był lubiany a inni tez palili jak on. Kiedyś ktoś był agresywny wobec mnie za to że ja mu pomagałem bo on chciał pomóc. wytłumaczełem temu człowiekowi, że ja go znam od dzieciństwa i ze szkoły wychowywaliśmy się właściwie razem a on zna go od tygodnia albo dwóch. Ten ktoś jednak byl tak niebezpieczny robił znak krzyża w powierzu i mnie przklinał wzywał hitlera. Więc poszedłem do siebie. Czy warto czynić dobro?

    1. Marku,

      zawsze lepiej czynić dobro niż zło. Niestety, to, że czyni się dobro, nie gwarantuje, że odpłacą nam dobrem.
      Pozostaje kwestia, czy czynić dobro, czy go zaniechać. Ale przecież nie ma gwarancji, że gdy nic nie robisz to nikt Cię nie zaatakuje.

      Dopóki nie mam wystarczająco mocnych przesłanek, że „moje dobre uczynki” wywołają „czyjeś złe uczynki” – staram się czynić dobro.
      Gdy mam takie przesłanki – staram się „przewidzieć” jaki będzie wynik końcowy: czy więcej będzie dobra, czy zła. I odpowiednio działać.

Zostaw komentarz

*

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.