Umiesz przepraszać?

Spotkałem kiedyś osobę, która stwierdziła: „Nigdy nie popełniam błędów”. O czym myślisz, gdy słyszysz taką wypowiedź? Zakładam, że myślisz (mniej więcej) to samo co ja: „Co za zarozumialec”. A jakie są konsekwencje takiego „zaszufladkowania” delikwenta, o którym  mowa? Chęć bycia od niego jak najdalej? Ja tak właśnie sobie pomyślałem: „Jak najmniej kontaktów z taką osobą”. Co więc powoduje, że mamy kłopot z przyznaniem się do błędu? Perfekcjonizm? Nie sądzę. Myślę, że problemem jest myślenie w stylu „skoro popełniam błędy to ludzie nie będą chcieli więcej ze mną pracować / spotykać się /  itp.” Widzisz już, że (w praktyce) jest odwrotnie?

Warto przyznawać się do błędu

I to nie tylko z powodów jakie opisałem kiedyś w tekście: https://skris.pl/blad-tragedia-czy-szansa/. Warto, bo to Cię… zbliża do innych. Pokazujesz, że jesteś człowiekiem, takim samym jak ten, przed którym wyznajesz, że popełniłeś / popełniłaś błąd. I, właśnie dzięki temu, ludzie Cię bardziej lubią. Bo jesteś im bliższy / bliższa.

Jasne, może się trafić dupek, który twierdzi, że nigdy błędów nie popełnia. Ale wtedy też odnosisz korzyść: dupek sam się zdemaskował – wiesz z kim nie chcesz więcej mieć do czynienia.

Czy aby na pewno moje błędy powodują, że inni mnie bardziej lubią?

Dowód na to przeprowadzono prostym eksperymentem opisanym w książce Elliota Aronsona „Człowiek – istota społeczna” (ang. „Social animal”).

Mamy dwie grupy studentów: „A”  i „B” (przydział do grupy był losowy). Obie grupy (nie wiedząc o sobie wzajemnie) słuchają (nagranej wcześniej) audycji radiowej. Jest  to wywiad z młodym, błyskotliwym, dowcipnym naukowcem, który bardzo przystępnie i interesująco opowiada o swojej pracy. Nagranie jest identyczne dla obu grup. Jest jedna różnica: grupa „B” słyszy, na samym początku, jak bohater wywiadu – wchodząc do pokoju nagrań – potyka się  i oblewa napojem osobę prowadzącą. Po wysłuchaniu audycji, słuchacze wypełniają anonimowe ankiety dotyczące ich wrażeń i ocen. Jak się można domyślać średnie ocen z grup „A” i „B” są niemal identyczne (w każdym razie nie są istotnie różne z punktu widzenia statystyki). Z jednym wyjątkiem. Domyślasz się jakim? Chodziło o pytanie: „Jak bardzo lubię bohatera wywiadu?” Która grupa polubiła go, Twoim zdaniem, bardziej? Jeśli nadal nie masz pojęcia – przeczytaj ponownie: tym razem uważnie, ze zrozumieniem:), akapit: „Warto przyznawać się do błędu”.

Jaki mechanizm za tym stoi? Łatwiej nam polubić kogoś z kim możemy się identyfikować. Młody, błyskotliwy, dowcipny naukowiec to osoba, która imponuje studentom. Każdy chciałby być taki jak on. Ale jeśli dystans jest zbyt duży („on jest zbyt doskonały – ja nigdy taki nie będę”) to wprawdzie pozostaje podziw, szacunek, itp., … ale trudno kogoś takiego lubić („to nie moja liga”). Natomiast drobny błąd, który ten „ideał” popełnił przywraca mu „ludzką twarz”. „Przynajmniej w tym jest do mnie podobny”. I już lubię go bardziej:).

Jak przepraszać?

Zakładam, że się zgadzamy: warto przepraszać. Pytanie brzmi: jak przepraszać dobrze? Żeby to były przeprosiny, a nie coś, co tylko udaje przeprosiny. Ostatnio ten temat trafił do mnie z dwóch różnych źródeł: webinarium PMI oraz newslettera Michaela Hyatta. Co więcej: oba źródła opisują bardzo zbliżony „proces przepraszania”:

  1. Potwierdzam, że to zrobiłem.
  2. Uznaję, że źle zrobiłem.
  3. Wymawiam słowo Przepraszam!
  4. Jak mogę naprawić krzywdę, którą Ci wyrządziłem? (w wersjach, które przeczytałem było: „Wybacz mi” albo „Czy możesz mi wybaczyć?”. Tu mam wątpliwości – o tym dalej).
  5. Daję Ci prawo interweniować, jeśli zrobię to ponownie.
  6. Czy jest jeszcze coś do czego powinienem się przyznać?

Ad 1. Postąpiłem w ten sposób

Chodzi o jasny komunikat: o jakim wydarzeniu (fakcie) mówimy.  Np. Mówię: „Wczoraj wieczorem nakrzyczałem na Ciebie, gdy zapytałaś mnie, gdzie byłem”.

Żadne tam: „Przepraszam za wczoraj”…  i sprawa załatwiona. Otóż, nie jest załatwiona. Takie przeprosiny nic nie znaczą, bo nie wiadomo za co konkretnie przepraszasz. Oprócz tego brakuje kilku innych elementów. O czym dalej.

Ad 2. Przyznaję, że źle zrobiłem

Mówię, prosto i krótko: „Źle postąpiłem. To ja sam odpowiadam za swoje emocje oraz zachowanie związane z moimi emocjami.” Dokonuję analizy etycznej mojego zachowania. Przyznaję się do winy.

Żadnych dodatków typu: „ale mogłabyś na mnie nie napadać zaraz po moim wejściu do mieszkania”. Każde „ale” oznacza naprawdę: „to nie moja wina… tylko kogoś innego”. W  tym miejscu nie stosujemy żadnych (powtarzam: żadnych) usprawiedliwień, ani okoliczności łagodzących. Albo przepraszasz albo tłumaczysz i się usprawiedliwiasz. Ale wtedy nie nazywaj tego przepraszaniem.

Byłem kiedyś świadkiem takich „przeprosin”. „Przepraszam Cię, że mnie nie było w domu, gdy przyszłaś na umówione spotkanie, ale…. przecież mogłaś poczekać jeszcze kilka minut; albo mogłaś zadzwonić do mojego znajomego skoro ja nie odbierałam telefonu; albo…, albo …” Jakie odnosisz wrażenie z tej wypowiedzi? Ja odebrałem je bardziej jako szereg pouczeń niż przeprosiny.

Dygresja: A gdy mam jakieś okoliczności, które częściowo mnie usprawiedliwiają? Prawda jest taka, że zawsze masz jakieś „okoliczności usprawiedliwiające”. Przestrzeń dla ich wymienienia może się pojawić później: gdy druga strona o to zapyta. A jeśli nie zapyta? To z tym nie wychodzisz. W końcu: przyznajesz się do błędu, czy nie?

Ad 3. Przepraszam!

To słowo musi paść: „Przepraszam. Czuję się źle, że Cię skrzywdziłem (tak potraktowałem). Przykro mi z tego powodu”. Tu wyrażam „żal za grzechy”. Szczerze. Jeśli do czegoś nie jestem przekonany – to tego nie mówię.

Ad 4. Jak mogę naprawić krzywdę, którą wyrządziłem?

Punkt w wersji z prośbą o wybaczenie jest dla mnie kontrowersyjny. Nawet w wersji z pytajnikiem. Moim zdaniem nie wolno wymagać wybaczenia: „Wybacz mi, proszę.” Z czym mam problem? Z tym, że to ja narozrabiałem, a – w ramach moich przeprosin – oczekuję od drugiej strony, aby to ona coś zrobiła dla mnie. Toż to czysta bezczelność.

Jak należy się zachować w tym punkcie, aby być w porządku? Zadać pytanie: „Co mogę zrobić żeby zmniejszyć szkody jakie wyrządziłem? Jakiego zadośćuczynienia oczekujesz?” Z praktyki: najczęściej druga strona nie domaga się żadnego zadośćuczynienia.

Uwaga dla chrześcijan: Pojęcie „zadośćuczynienia” jest pojęciem chrześcijańskim. W kwestii chrześcijańskiego wybaczenia: jeśli ja „żałuję za grzechy”, „chcę zadośćuczynić”, „mam szczere postanowienie poprawy” to Bóg mi mój grzech wybaczy nawet, gdy nie wybaczy mi osoba przeze mnie skrzywdzona. Wybaczenie osoby skrzywdzonej nie jest warunkiem koniecznym do otrzymania rozgrzeszenia (Bożego przebaczenia). Akt wybaczenia, tak naprawdę, jest bardziej potrzebny skrzywdzonemu: aby nie trwał w złości, nienawiści, chęci rewanżu, itp. Ale to nie ja – krzywdziciel – mam tego wybaczenia wymagać. Ja mogę, ewentualnie, to wybaczenie (gdy pojawi się spontanicznie) przyjąć: wyrazić podziw dla wybaczającego oraz moją radość i wdzięczność.

Ad 5. Daję Ci prawo interweniować

Tu jest „mocne postanowienie poprawy”. Nie składam bezpodstawnych obietnic: ”Już nigdy więcej tak nie postąpię”. Po pierwsze dlatego, że gwarancji iż to się nie powtórzy nie ma. Nasze naganne zachowania najczęściej biorą się z automatycznych reakcji emocjonalnych. A tych nie eliminuje się jednym „mocnym postanowieniem”, ale raczej długotrwałą pracą.

Co więc deklaruję? Np.: „Nie chce się tak więcej zachowywać. Zrobię wszystko, co potrafię, aby to się nie powtórzyło. Jeśli zauważysz u mnie symptomy zwiastujące takie moje zachowanie: bardzo Cię proszę, abyś mi zwróciła na to uwagę. Daję Ci na to moje przyzwolenie nawet, gdy w pobliżu będą inne osoby.”

Ad 6. Czy jest jeszcze coś do czego powinienem / powinnam się przyznać?

Bardzo ważny punkt. Może przecież być tak, że przeprosiłeś / przeprosiłaś za coś co dla drugiej strony było mało istotne. A jednocześnie w Twoim zachowaniu mogło było coś, co drugą stronę bardzo mocno dotknęło. Tu zostawiasz przestrzeń na to żeby to zostało zakomunikowane.

To pytanie to też szansa na zmierzenie się z rzeczami naprawdę trudnymi. Grunt został dobrze przygotowany: jesteś „w nastroju” do uznawania swoich błędów – druga strona widzi, że szczerze żałujesz (że Ci zależy). Może Ci dać szansę na przeproszenie za coś co jest dla niej bardzo istotne (bolesne), a co może wyraźnie poprawić Wasze relacje.

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *